Czytasz -> Skomentuj -> Motywuj !
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sir.Aki.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sir.Aki.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

One-Shot: "Ten Dzień" by Sir.Aki.

(Bo Allegra po prostu musiała dodać ten obrazek xD Pusto jakoś było T^T)


Ślub jest dniem wyjątkowym, a każda dziewczyna chcę aby jej ślub wypadł idealnie. Mikasa także chciała aby to był dla niej najszczęśliwszy dzień w życiu dla tego sama chciała wszystko zaplanować. Był już poranek, słońce świeciło ale nie było za gorąco, kapela weselna już przyjechała i szykowała się, jasno różowe i białe wiosenne kwiaty stały w przezroczystych wazonach na stołach, które były przystrojone w białe długie obrusy i w srebrną zastawę. Stoły dla gości mieściły się pod namiotami letnimi z białymi dachami, zaś obok na polance obok wielkiej kwitnącej wiśni był ołtarz do którego już po południu miała stanąć wzruszona całym wydarzeniem dziewczyna. Nieopodal w wiejskim dworku, w jednym z pokoi piękna dziewczyna o długich czarnych włosach przyglądała się sobie w lustrze układając włosy w przeróżne fryzury z dodatkami wstążek i kwiatów. W pewnym momencie zobaczyła za sobą w odbiciu srebrnego lustra ze złotą ramą wysokiego, czarnowłosego mężczyznę, który przytulił ją pocałował w policzek i powiedział.
-Wiesz, że nie ważne jaką masz fryzurę, a i tak jesteś piękna ?
-Och, nie żartuj sobie Erenie ! Gdybyś wiedział jakie to dla dziewczyny ważne jaką będzie miała fryzurę na swoim ślubie.
Powiedziała wyraźnie przejęta ignorancjom Erena dziewczyna jednocześnie rumieniąc się.
-E tam,  dla mnie ważne jest to, że biorę ślub z tobą, nic innego się dzisiaj nie liczy, tylko Ty i ja.
Powiedział chłopak, uśmiechając się niewinnie i przytulając do siebie jeszcze bardziej Mikase, pocałował ją w szyję.
-Jesteś kochany… Ale i tak muszę wyglądać idealnie.
Powiedziała lekko odpychając od siebie Erena, jednocześnie dając mu znak, że to nie czas i miejsce na takie zachowanie.
-No to jeśli moje zdanie się liczy, to według mnie najlepiej jest ci w rozpuszczonych włosach.
-Pomyśle nad tym ale tym czasem musisz wyjść. Nie wiesz, że oglądanie panny młodej przed ślubem przynosi pecha ?
Powiedziała, chwytając go za rękę i ciągnąc go w stronę dużych sięgających prawie do sufitu, białych drzwi.
-Już, już wychodzę. Ale nie myśl, że zostawię Ciebie samą, zaraz kogoś tu przyśle.
Powiedział, już stojąc w drzwiach, po czym Mikasa gwałtownie je zamknęła, mówiąc.
-Dobrze już dobrze, a teraz sio !
Podeszła sportem do lustra i zaczęła się ponownie zastanawiać nad fryzurą. W tym samym czasie, Eren schodząc po schodach, zauważył za oknem podjeżdżający dyliżans z którego wysiadły cztery znajomo wyglądające postacie. Chłopak zbiegł po schodach i podążył do znajomych.
-Hej wszystkim, cieszę się, że jesteście.
Wśród „wszystkich” byli Zoe z Levi, Armin i Jean z Sashą, jednak Sasha szybko wybiegło dyliżansu nie bacząc na nic, kierując się w stronę dworku, po drodze potykając się parę razy.
-Zjadła za dużo słodyczy podczas jazdy i zrobiło jej się nie dobrze, więc pewnie poleciała do łazienki.
Wytłumaczył Jean.
-A to jak na nią normalne. Ale może lepiej żeby ktoś z nią poszedł ?
Zapytał Eren.
-Ja mogę pójść.
Odezwał się Armin, odchodząc w stronę budynku.
-W końcu pewnie i tak się wam na nic nie przydam przy „waszym” zadaniu.
-Czekaj zadaniu ? Jakim zadaniu !?
-No ten, wiesz Eren … Ja pójdę zajrzeć co  u Mikasy!
Powiedziała szybko Zoe jednocześnie uciekając w stronę budynku.
-Czy ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi !
W tym momencie Levi wraz z Jeanem przedstawili „małe” komplikacje które zaszły. Lecz tym czasem wróćmy do Sashy i Armina.
-Sasha, czy wszystko w porządku ?
-Ta.. Zaraz mi przejdzie, podobnie miałam jak zjadłam worek ziemniaków.
Powiedziała pół żywa dziewczyna.
-Wiesz, Sasha ja pójdę do kuchni po jakieś leki, a ty…
Zaczął chłopak jednak przerwała mu dziewczyna.
-Do kuchni ?! To ja idę z tobą bracie ! Ciekawe jakie dobrocie tam mają, oo już mi ślinka cieknie.
Powiedziała ciągnąc chłopaka z uprania w stronę kuchni. Na górnym piętrze, w tej chwili zaczęła się rozmowa Hanji i Mikasy.
-Mikaaasaaa!!!
Krzyknęła dziewczyna rzucając się na szyje bezbronnej Mikasie.
-Zo-Zoe , spokojnie to tylko ja.
-Ale nie widziałyśmy się od pół roku ! Odkąd wyjechaliśmy z Levim i resztą oddziału na tą misję. No dobra ale to nie na mnie się skupiamy, ale na Tobie ! W czym ci mogę pomóc ?
-No wiesz nie mogę wybrać jak się uczeszę, mogłabyś mi pomóc.
W tym czasie oczy Zoe błysnęły, w rzeczywistości Zoe mimo tego jaka była podczas misji, zachowywała się bardzo dziewczęco i strasznie cieszyły ją takie sprawy jak czesanie koleżanki. Gdy przyjaciółki były zajęte doborem fryzury pod dworek podjechał kolejny dyliżans ale o wiele większy. Zmieszani mężczyźni w końcu wytłumaczyli o co chodzi. Jeszcze w ten sam dzień rano cała piątka była na dodatkowej misji, podczas której udało im się schwytać tytana- pięciometrowego odmieńca, jednak nie mieli czasu „odstawić” go do bazy, ponieważ strasznie im zależało aby być na ślubie swoich przyjaciół, który miał być ślubem kameralnym i byli to jedyni zaproszeni. Dlatego musieli go wziąć ze sobą.
-Mamy nadzieje, że to Ci nie przeszkadza Erenie…
-Ta jasne , nie przeszkadza mi, że na moim ślubie będzie pięciometrowy odmieniec.
Powiedział wkurzony chłopak.
-Ale nie martw się jutro po niego przyjedzie drugi odział, a on posiedzi w zamknięciu w tej stodole obok waszego dworku. Lepiej tego nie przeciągajmy, bo jeszcze Mikasa go zobaczy, a wtedy będzie nie miło, bo musimy go przekazać żywego.
-Dobra, tylko szybko i pilnujcie go żeby nie uciekł.
-Dzięki, pomożesz nam go tam przewieść ?
-Tak, już tylko pójdę po klucz od stodoły.
W tej chwil, Armin wraz z Sashą, byli już w kuchni. Było tam pełno jedzenia, słodyczy i alkoholu, a na stole na samym środku stał ogromny tort.
-ILE ŻARCIAA !!!              
Powiedziała Sasha i od razu rzuciła się na wędzone mięso i alkohol.
-Sasha ! Tak nie wolno !
-Uspokój się, przecież nikt tego nie zauważy !
Podczas gdy Sasha kończyła to zdanie włożyła na siłę Arminowi do buzi butelkę z Sake  i kazała mu to wypić. Armin po takiej dawce alkoholu nie był już w stanie się powstrzymywać i sam zaczął jeść wszystkie pyszności, poczynając od owoców, po sery aż po przeróżne pieczywo i oczywiści sake z winem. Nie zdążyli się zorientować, a byli już porządnie nachlani, a z jedzenia prawie nic już nie zostało, wtem równocześnie popatrzyli się na tort. Wiadomo było co chcieli zrobić. Gdy dwójka łasuchów zaczęła dobierać się do tortu, Eren, Jean i Levi skończyli „eskortować” bestię do stodoły. Lecz gdy tylko go tam zanieśli, usłyszeli głośny krzyk Zoe. Przestraszeni spojrzeli na siebie i ustalili, że Eren z Jeanem pobiegną sprawdzić co się stało, a Levi zostanie i przypilnuje tytana. Wybiegli ze stodoły, Levi stanął koło wielkiego stosu siana i złapał się jakiegoś sznura, niefortunnie na piętrze przywiązany był do niego wór z piskiem, a gdy został pociągnięty przez chłopaka i spadł mu prosto na głowę, a ten tracąc przytomność wleciał w siano tak że nie było go widać. Eren i Jean dobiegli właśnie do dziewczyn zobaczyli coś co ich strasznie zaskoczyło, nie było tam niczego czego można byłoby się bać, okazało się, że był to tylko okrzyk ekscytacji Zoe, która zobaczyła skuknie Mikasy i swoją kremowo-różową suknie druhny. Chłopacy odetchnęli z ulgą i powoli zaczęli wracać do stodoły. Jednakże, podczas gdy oni powoli wracali do stodoły nasi  dwaj pijacy także postanowili tam pójść, tocząc dwie beczki wina. Chcieli wypić je tam tak aby nikt ich nie zauważył ale tam weszli zobaczyli powóz na którym leżał związany tytan. Nie wiadomo dla czego ale zrobiło im się go żal więc postanowili się podzielić się z nim alkoholem.  Weszli na niego i otworzyli mu wielką gębę po czym wlali mu do niej obie beczki mocnego wina. Tytanowi rozszerzyły się źrenice po czym zaczął się śmiać. Wyglądał tak „niewinnie”, że postanowili go uwolnić aby przejechać się na nim. Jednak tytani nie zachowywał się normalnie, nie był w ogóle zainteresowany jedzeniem ludzi, a wręcz przeciwnie słuchał się ich jak potulny piesek i wykonywał wszystkie polecenia Sashy i Armina. Ci usiedli mu na ramiona i wtedy odkryli dlaczego był odmieńcem. Otóż tytan potrafił skakać naprawdę wysoko. Tytan jednym skokiem rozbił dach stodoły i powędrował w stronę ołtarza. Zaraz po tym do stodoły weszli dwaj mężczyźni, a Levi się ocknął. Od razu zauważyli dziurę w dachu i spoglądali w nią z niedowierzaniem, a Levi jeszcze cały w sianie od razu wstał. Najwidoczniej ten worek coś mu zrobił, bo nie zachowywał się jak zwykły on. Stanął prosto i krzyknął „baacznoość” najwidoczniej coś poprzestawiało mu się w głowie i wydawało mu się, że jest generałem Pixisem. Od razu rozkazał przynieść chłopakom menzurkę z winem, a on sam zaczął się przechadzać po posiadłości jakby nic się nie stało. Teraz całe to zamieszanie spoczęło na barkach Jean’a i Erena. Nie bacząc na Leviego pobiegli za śladami tytana, i zobaczyli tytana skaczącego po krzesłach i stołach. Nie mieli pojęcia jak mają go powstrzymać, ponieważ nie mogli mu nawet zrobić krzywdy. Eren chciał go po prostu zabić jednak Jean go powstrzymał. Więc klęknął na ziemi i bezradnie patrzył jak tytan niszczy ich przygotowania. Ale zaraz koło niego stanęła kobieta w białej sukni. Miała idealnie ułożone włosy w lekkie fale, z tyłu spięte w małą kitkę, z prawej strony we włosach miała kwiat. Jej suknia była długa i prosta. Cała wyglądała idealnie, gdyby nie jej straszna mina. Po chwili mocnym, bezbarwnym, zimnym głosem powiedziała.
-Poszłam na chwile do kuchni i co zobaczyłam ? Wszystko zeżarte, wszystko. Więc przyszłam tu. I co widzę… Tytana i dwóch martwych ludzi. Jak śmieliście przyprowadzić tu tytana. Jak śmiecie mi się jeszcze tu pokazywać. Zginiecie.
Nie zastanawiała się długo i wyjęła miecz. Nie taki zwykły miecz do zabijania tytanów ale najprawdziwszą katanę. W drugą rękę złapała welon. I ruszyła w stronę tytana. Ten zaś delikatnie ze swoich ramion zdął dwóch pijaczków, którzy uśmiechali się i machali wszystkim dookoła po czym skoczył bardzo wysoko. Jednakże Mikasa żuciła swoim welonem tak aby on oplątał się wokół stopy tytana po czym pociągnęła za niego, a tytan wylądował na ziemi. Teraz nie było dla niego ucieczki. Mikasa skoczyła i kopnęła tytana tak mocno, że ten wleciał na wiśnie i złamał ją. Wskoczyła na niego i zadała mu śmiertelny cios. Całą jej suknia była we krwi tytana. Wtem podszedł do niej Eren i powiedział.
-Przepraszam, oni nie chcieli żeby tak wyszło, to tak nie miało być.
-Rozumiem, ja wszystko rozumiem.
Powiedziała po czym uroniła parę łez ale chłopak powiedział.
-Jednak to mnie nie powstrzyma ja ożenię się dzisiaj z Tobą, bo kocham Cię.
Twarz dziewczyny się rozpromieniła, wszyscy zebrali się razem i patrzyli na tą przepiękną parę. Jean podszedł do Sashy i pomógł jej wstać z ziemi po czym ją przytulił, Armin ledwo żywy leżał i patrzyła Erena i Mikase , a  Zoe i Generał Levy „Pixis” również się przytulili po czym Levi najwidoczniej odzyskał świadomość. I tak wzięli ślub, stojąc na tytanie z którego się unosił dym, na tle zachodu słońca, wśród unoszących się płatków kwiatów powalonej wiśni. 

Ja nie wieże, że to napisałem xD To była masakra i tak trochę z tego komedie zrobiłem :)  No pewnie jest tu parę ekhem... sporo niedociągnięć ale myślę, że nie jest najgorzej :D Na przyszłość może będzie lepiej nie zamawiać oddemnie tego typu opowiadań. 

wtorek, 2 lipca 2013

Shingeki no Kyojin. Dział : Nezumi. Rozdział I: Wariat.

To nie był dzień różniący się od innych. Ptaki siedzące na gałęziach szumiących drzew. Dzieci biegały po łąkach ganiając się. Psy odpoczywały w cieniu budynków. Ludzie przechodząc ulicami wysyłali sobie nawzajem uśmiechy. W spokojnym miasteczku Nezumi za pierwszym murem mieszkańcy wiedli swoje spokojne życie, spokojnie przechadzając się po uliczkach, które również byłyby spokojne gdyby nie pewien „incydent”. Owy „incydent” powtarzał się nieustannie każdego południa od niecałych dwunastu lat. Zabawne było to jak ludzie już się do tego przyzwyczaili. Gdy wybiła dwunasta, dzwony zaczęły bić głośno, po czym w mieście, które jeszcze chwile temu tętniło życiem, nie można było dostrzec żywej duszy. Oprócz jednej małej osóbki. Tak, to ona była tym incydentem. Była ubrana w lekko podartą skórzaną kurtkę zwiadowców, ciemno brązowe spodnie i brązowe bury. Spod rozpiętej kurtki wystawał kaptur od czarnej bluzy. Postać miała również na sobie czarny kask z emblematem zwiadowców z prawej strony. Mała osóbka podeszła spokojnie do swojego roweru i usiadła na siodełku. Po czym przypięła do swojego paska długi sznur. Postać złapała pewnie kierownicę z paroma guzikami tak jakby chciała powiedzieć „Teraz czuje się już pewnie” i w zawrotnym tempie ruszyła. Jechała bardzo szybko robiąc po drodze różne triki. W pewnym momencie wjechała w ślepy zaułek. Jednak nie zatrzymała się ale pędziła jeszcze szybciej. Była już tuż przed ścianą. Uśmiechnęła się i nacisnęła guziki z obu stron kierownicy. Z dwóch wcześniej schowanych pod ramą skrzyneczek wystrzeliły dwie liny i przyczepiły się do ściany. Rower obrócił się raz wokół własnej osi i stanął pionowo na ścianie. Dwie linki zaczęły się wciągać nadając rowerowy rozpęd i wciągając go w górę po ścianie. Teraz postać czuła już pełną swobodę. Jadąc po dachach wysokich budynków i skacząc na kolejne śmiała się głośno i krzyczała „WOOHOO!”. Po chwili zeskoczył z dachu i leciał pionowo na chodnik lecz w ostatniej chwili ponownie linki wystrzeliły prowadząc rower po ścianach budynków. Postać skakała z jednej strony na drugą, za każdym razem robiąc kolejne sztuczki. W końcu zjechała na ziemie ale nie zwolniła. Utrzymywała prędkość taką jak na początku lub nawet większą. Dojechała do muru i zatrzymała się. Postać zdjęła kask. Był to chłopak o jasno brązowych włosach i żółtych oczach. Mimo dziecięcego wyglądu miał naprawdę dużo siły.  Zszedł on z roweru i usiadł tuż pod murem, opierając się plecami o niego. Spoglądnął na swój rower. Kierownica była w większości zrobiona z rękojeści mieczy wojskowych. Z tyłu był pojemnik z gazem oraz zawór. Pod ramą, między dwoma kołami były dwa graniastosłupy z których wysuwały się linki. Całość to było połączeniem roweru i zestawu do trójwymiarowego manewru. Chłopak zamknął oczy i słuchał odgłosów. Przyłożył ucho do muru, lecz nadal nic nie usłyszał. Po paru minutach siedzenia i wsłuchiwania się usłyszał znany dźwięk. Ktoś grał na jakimś przedmiocie o dziwnym kształcie. Otworzył oczy i ujrzał niską, drobną dziewczynkę o nieco jaśniejszych od niego włosach sięgających do połowy pleców. We włosach miała biały kwiatek, a ubrana była w jasną yukate . Grała melodie która wypełniała całą ciszę i tworzyła atmosferę odosobnienia ale także atmosferę jaka panowała w domu chłopaka. Dziewczyna miała zamknięte oczy i całym swoim sercem wczuwała się w grę. Grała na muszli. Zapomnianym wewnątrz  murów instrumentem. Melodia, która wydobywała się z muszli idealnie komponowała się z szumem wiatru. Po kilku minutach ostatnie dźwięki ustały. A dziewczynka usiadła tuż koło chłopca i wtuliła się w jego ramię, i cichym równie melodyjnym głosem co muszla zapytała.
-Drake, pamiętasz jeszcze co jest za murem ?
-Mówiłem Ci już tyle razy. Wiesz, że mało pamiętam.
-Ale nigdy mi nie powiedziałeś jak wyglądał nasz dom.

Chłopak schylił głowę, a po tym powiedział.
-A kogo obchodzi jakaś stara chata ?! Co powiesz na to żebym Ci opowiedział czegoś co się dzisiaj dowiedziałem ?
Zdanie to wypowiedział z ekscytacją i niesamowitą energią w oczach. Jednak chodziło mu głównie o odciągnięcie siostry od tematu „domu”
-Co odkryłeś braciszku ?
Zapytała równie podekscytowana dziewczynka.
-Wiesz, że . . . już niedługo odbędzie się nabór do wojsk ?!
-CO ?! Serio ?! Ja też chcę się zgłosić !
-Ej, Aruka ty nie możesz ! Przecież wiesz, że jesteś jeszcze mała.

Powiedział tonem „starszego brata” klepiąc po głowię małą Arukę.
-Ale jestem mądrzejsza od Ciebie.
Powiedziała wystawiając język bratu i uciekając w stronę swojego domu.
-Nie jestem głupkiem…
Powiedział naburmuszony nastolatek, wstawiając z ziemi.
-Już jestem mamo !
Powiedziała Aruka gdy tylko otworzyła drzwi od domu. Był to nie duży domek z czerwonych cegieł i jasnego drewna. Dziewczynka podbiegła do mamy i przytuliła ją. Jednak ta prawie nie zwróciła na nią uwagi. Jej szare oczy były zwrócone jedynie ciągle w stronę drewnianej szkatułki . Jednak po chwili zwróciła twarz ku dziewczynce i uśmiechnęła się do niej ukradkiem ocierając jedną łzę po czym związała swoje ciemno brązowe włosy w kok.
-Co, zgłodniałaś po chwili biegania ? Zaraz Ci coś przygotuje.
-Dziękuje mamusiu. A gdzie tatuś ?
-Poszedł na targ, sprzedać wazę którą zrobił. Tą przy której mu pomagał Drake.
-A tą dużą na ryż ? Była bardzo ładna. Pewnie tatuś sprzeda ją za dużo pieniążków.

W trakcie rozmowy do domu wbiegł chłopak. Zdjął rękawice i rzucił je na stolik po czym wziął do ręki kawałek chleba i usiadł, a właściwie położył się na kanapie.
-Może by tak dzień dobry ?
-Taa... Dobry.
Powiedział od niechcenia i wziął gryz chleba.
-Co u Ciebie w szkole ?
-Aa… No jak w szkole, a jak ma być ?
Uśmiechnął się fałszywie ale bardzo szeroko jakby chciał coś ukryć jednak jego mama od razu wiedziała o co chodzi.
-Znowu kogoś pobiłeś ? Kogo tym razem ?
-Nikogo ważnego.
-Kogo się pytam ?!
-Dyrektora i dwóch strażników.

Powiedział odwracając wzrok w stronę okna.
-Drake, czy tu musisz się codziennie pakować w jakieś kłopoty ? Dlaczego ich pobiłeś ?
-Ja się nie pakuje w kłopoty to nie moja wina, kazali mi zdjąć moją kurtkę i założyć jakiś durny mundurek !
-No to już wszystko rozumiem. Zaraz pójdę do szkoły i pogadam o tym z tym dyrektorem ale ty masz zostać w domu.
-No to raczej nie pogadasz z nim sobie dzisiaj. . . ma złamane dwa żebra, ale pewnie nie długo wyjdzie ze szpitala.
-CO!? Tym razem przesadziłeś nie możesz tak bić ludzi ! Ja rozumiem chcieli Ci zabrać twoją kurtkę no ale to nie powód żeby tak kogoś ranić. A jakby tak żebro przebiło mu płuco ?! Albo przewróciłby się  czy jeszcze . . .

Podczas gdy mama chłopaka zaczęła go pouczać ten słyszał jedynie *bla,bla,bla* i po chwili gdy kobieta była bardzo zajęta przemową to ten wyszedł z domu. Chłopak jak zwykle wsiadł na swój rower i pojechał w stronę miasta. W samym centrum zsiadł z roweru, przypiął go łańcuchem do rynny i wszedł do jakiegoś domu. Dom był ogromny i bogato ozdobiony. Na samym środku był kolorowy dywan a nad nim żyrandol. Z prawej i lewej strony były duże drzwi, a koło dywanu były duże drewniane schody. Chłopak wszedł po nich i poszedł do końca ciemnego korytarza. Na ścianach wisiały różne zdjęcia, ale większość przedstawiała wysokiego, umięśnionego mężczyznę w stroju żandarmerii królewskiej. Chłopak wszedł do pokoju na samym końcu . W pokoju siedziała na krześle dziewczyna o długich, kręconych czerwonych włosach . Miała niebieskie oczy i przepiękną twarz. Na głowie miała czarną opaskę z czerwoną różyczką po prawej stronie, a ubrana była w krótką czarną sukienkę na ramiączkach z falbankami. Czytała właśnie jakąś książkę i nie zorientowała się że chłopak wszedł do jej pokoju. Chłopak stanął za nią schylił się i zaczął przyglądać się książce, po czym zapytał.
-Co czytasz Mellani?
-AAAAA!!!
Krzyknęła dziewczyna i spadła z krzesła. W ostatniej chwili złapał ją Drake. Dziewczyna była gotowa na upadek ale po sekundzie otworzyła oczy, a tuż nad jej twarzą była twarz chłopaka. Melani zarumieniła się i nie wiedząc co ma robić wyrwała się z rąk chłopaka i na kolanach podeszłą do grubej książki która leżała na podłodze. Po czym chłopak zapytał.
-Nic ci się nie stało !?
-Nie, nic spokojnie! Zaczytałam się.

Powiedziała jeszcze nieco zmieszana, przestraszona i zarumieniona dziewczyna.
-To dobrze, to co to za książka ?
-To ? To jest zbiór powieści napisanych przez Anders’a Chris’a, pisze on głównie fantastyczne powieści o tym co się dzieje za murami.
Powiedziała Mell już spokojny, ciepłym głosem.
-Woo… Ciekawa jest ?
-No, mi się podoba.
-To cool, a wiesz może gdzie jest Cinan ?
-Em… powinien zaraz wrócić ze szkoły… to może chcesz żebym ci opowiedziała jedną z tych historii o świecie zewnętrznym podczas gdy będziesz czekać na niego.
-Ok, to dajesz.
-No to może o mieście które się jest usytuowane na półwyspie ?
-Półwyspie ? Co to ? Możesz opowiedzieć.
- Półwysep to jest tak jakby wyspa która z każdej strony jest otoczona wodą oprócz jednej od której jest „przyczepiona” do kontynentu. Według tej powieści było tam miasto zwane Sheallin. Miasto było piękne i nie miało żadnych murów. Drzewa tam były wysokie, domy zadbane, a w samym centrum pod pałacem był piękny ogród w którym kwitły na wodzie kwiaty. Ludzie mieli tam jedynie jeden problem – Tytanów. Ale nie takich o jakich nam opowiadano. Byli tam więksi, silniejsi i mądrzejsi. Jednak ludzie do obrony nie używali broni ale…

W tym momencie do pokoju wbiegł chłopak o średnio długich ciemnych włosach i niebieskich oczach. Krzyknął głośno „JESTEM” po czym krzyknął jeszcze „DRAKE WALCZ ZE MNĄ !” i rzucił się na chłopaka. Potem było jednie słychać śmiech całej trójki i głos Mell, która co jakiś czas mówiła coś w stylu: „Ej ! Chłopcy tylko spokojnie !” lub „ Uważajcie na moje książki !”.

Oi Minna ! Tu Sir.Aki., a to byłe mój wstęp do opowiadania... Taa... I wyjedź tu człowieku na weekend, a już tyle zaległości i braków... No cóż macie początek opowiadania, nie jest zbyt długie i nic się nie dzieje...  Nie mam talentu do pisania ale chyba nie wyszło najgorzej ^^ Oskarżenia i sugestie piszcie w komentarzach.Będzie mi bardzo miło. No to do następnego rozdziału !