Czytasz -> Skomentuj -> Motywuj !
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaori-Chan~. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaori-Chan~. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

One-shot by Kaori-Chan~

One-shot na zamówienie Acchan do anime "Kaichou wa Maid-sama".
Gatunek:Komedia/romans
Postać/Pairing: Usui x Misaki ( oczywiste to przecież ^^)


"Niezapomniany dzień"
Gotowa do wyjścia dziewczyna czekała tylko, aż usłyszy dzwonek od drzwi. Tego dnia była jeszcze piękniejsza niż zwykle. Ubrana była w letnią kaszmirową sukienkę z kwiatem wiśni wijącym sią od spodu, czarne sandałki, a jej szyję zdobił naszyjnik w kształcie serca, który otrzymała podczas konkursu na „ najlepszą parę” na festiwalu w szkole Yumesaki. Włosy splotła w kłosa opadającego na jej lewe ramie. Ostatnio miała wyjątkowo dobry humor, w dodatku jej ukochany za każdym razem się dla niej starał, więc postanowiła również zrobić coś dla niego. Byli ze sobą już kilka lat, a z każdym pocałunkiem zakochiwała się w nim na nowo. Spędzali ze sobą niewiarygodnie dużo czasu. Misaki pracuje jako współwłaścicielka Maid-Late, a Usui objął posadę kucharza oraz studiuje na wydziale prawa. Wspólna praca wydawała się dla nich jedną z najlepszych okazji do spędzania razem czasu. Jednak ich długi związek nie zmienił zbytnio charakteru dziewczyny. W końcu ze strony drzwi dobiegł odgłos dzwonka. Misaki pospiesznie wstała i podbiegła do lustra upewnić się, że wygląda idealnie, po czym otworzyła drzwi i ujrzała rozpromienioną twarz swojego chłopaka.
-Dzień dobry. Przyszedłem po Misaki.- powiedział uśmiechnięty. Promienie słońca solidnie biły w oczy, przez co ten zaliczył niezłą wpadkę.
-Usui… Ty idioto!- powiedziała zażenowana dziewczyna. Zamknęła za sobą drzwi i wyszła przed dom. Chłopak przyjrzał się uważnie i aż mu szczęka opadła. Na twarzy Misaki pojawił się speszony rumieniec. Było jej przykro, że nie docenił jej starań, ale z drugiej strony rozumiała go. Nigdy przecież tak nie wyglądała. W ciągu tych kilku lat ani razu nie była ubrana w ten sposób i nagle bez powodu wystroiła się jak cała reszta jej rówieśniczek.
-Nie wierze w to co widzę. – złapał ją za rękę, żeby zapanować nad całą sytuacją-Wyglądasz pięknie, jak zwykle. –pocałował dziewczynę w policzek i pociągnął do przodu. Szli przez chwilę w milczeniu. Ze spuszczoną głową Misaki w duchu powtarzała sobie, że nigdy więcej tak nie zrobi. Czuła się niekomfortowo w dodatku miała nadzieje, że Usui zareaguje zupełnie inaczej. Z głębokich myśli wyciągnął ją głos chłopaka.
-Misaki? Nie spotkamy się jutro, ani nie będzie mnie w pracy. Muszę zostać cały dzień na uczelni, bo mam egzaminy kwalifikacyjne.-oznajmił oschle.
-Nie ma sprawy, ale po jutrze się zobaczymy, prawda? – zapytała z nadzieją.
-Nie pozwoliłaś mi dokończyć. Musimy się spotkać. Szczerze mówiąc mam ważną sprawę, a nie chce robić tego tutaj i w taki sposób.- powiedział Usui z powagą. Ona nie miała pojęcia o co chodzi. Z jednej strony bała się, że to coś poważnego, a z drugiej wcale ją to nie obchodziło. Uważała się za idiotkę, bo nie interesowało ją to co jej chłopak chce powiedzieć. Jedyne co jej pozostało to czekać na ten dzień. Ich późniejsze rozmowy poszły jak z płatka. Spędzili miło dzień w wesołym miasteczku, choć Misaki widziała, że z Usuiem jest nie tak. Specjalnie zmuszał się do uśmiechu, tak samo z rozmowami, mimo że wyglądały na naturalne. Ona to czuła.
                                                                                      ***
Tego ładnego dnia Misaki miała zamiar nie zaprzątać sobie głowy wczorajszym i jutrzejszym dniem. Chciała całkowicie zająć się pracą, tak jak za starych czasów. Teraz miała na to mniej czasu. Zbyt dużo obowiązków krążyło po jej głowie, by robić coś z zawziętością, którą miała w sobie podczas szkolnych lat. Mimo wszystko słowa jej chłopaka nie chciały zatrzeć po sobie śladów. Nie potrafiła zatracić się w pracy. Każdą czynność wykonywała źle, tłukła szklanki, podpisywała stare papiery, gubiła zamówienia. Kto by pomyślał, że ona-jedna z najbardziej odpowiedzialnych i dokładnych osób- może zrobić jakiś błąd techniczny?
-Misa-chan, może idź do domu odpocznij, bo chyba nie jesteś w stanie dziś pracować- zaproponowała Satsuki.
-Yhm… nie, dam rade, naprawdę- odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
-Wygląda na to, że nie układa Ci się z twoim lowelasem, co?- zapytała zgryźliwie zza rogu Honoka. Misaki spojrzała na nią ze zdziwieniem i speszeniem. Skąd ona to wie? Po chwili gdy wymieniły zabójcze spojrzenia, dziewczyna pochyliła się nad papierkową robotą i nic nie odpowiedziała.
-Misa-chan. Pokłóciliście się z Usuiem? No mów mi tutaj szybko, o co chodzi- Satsuki podeszła do Misaki i z troską wypisaną na twarzy czekała na wyjaśnienia.
-Prawdę mówiąc to wcale się nie pokłóciliśmy. Wczoraj powiedział, że nie może dzisiaj się spotkać ani przyjść do pracy, a jutro musi ze mną poważnie porozmawiać. Po prostu boje się, że stało się coś złego, ale spokojnie, dam radę- powiedziała lekko przybita dziewczyna.
-Czyli to wasz koniec?- zapytała z pogardą Honoka.
-Honoka-chan, natychmiast przestań, proszę!-warknęła Satsuki.
-Dlaczego sądzisz, że to ma być koniec?- zapytała zdezorientowana Misaki.
-No wiesz, poważna sprawa, dzisiaj nie przyszedł. Zgaduje, że ostatnio był ponury, zamyślony. To wszystko wskazuje na jedną rzecz. Tak się kochana wszystko zaczyna. Pierw jego humor się psuje, myśli o innych dziewczynach, o wolności, potem opuszcza spotkania, omija Cię, a potem przychodzi czas na POWAŻNĄ ROZMOOOOWEEEEE-powiedziała to z akcentem wyjętym z dobrego horroru- Nim się obejrzysz, odejdzie gdzieś w siną dal z ładniejszą płotką, z większymi piersiami i zostawi Cię zapłakaną w kącie, nie zwracając uwagi na twoje uczucia. Mężczyzna to mężczyzna, nie potrafi żyć w długim związku. Przykro mi, Misaki.- ze złowieszczym uśmieszkiem wyszeptała to do ucha dziewczyny.
-Honoka, nie masz czasem nic do roboty?- spytała Satsuki, tylko by Honoka się opamiętała.
-Wszystko by się zgadzało tylko, że Usui nigdy by czegoś takiego nie zrobił, po prostu nie jest w stanie.- stwierdziła z pozornym spokojem, choć w środku miotało ją, chciała pozbyć się tego chaosu w jej głowie, chciała po prostu na chwile się od tego uwolnić. Poczuć wolność jak kiedyś.
-Misa-chan, Honoka-chan. Wystarczy tych rozmów. Trzeba pojechać na targ do centrum. Macie tu kluczyki od auta i proszę nie zepsujcie go.  Listę zakupów weźcie z kuchni, a no i się pospieszcie.-jak zawsze uśmiechnięta Satsuki chciała jak najszybciej zakończyć niewygodną dla Misaki rozmowę- Honoka, a ty przestań już męczyć Mise.-zagroziła palcem w stronę dziewczyny i po chwili zniknęła za ścianą. Oby dwie dziewczyny również szybko się zebrały i ruszyły w stronę auta. Całą drogę przebyły w milczeniu. Misaki nie chciała uwierzyć w słowa koleżanki. Sama już nie wiedziała czy dlatego bo nie pasuje to do Usuia czy dlatego, bo ona nie chce w to wierzyć. Dotarły do targu 30 minut później. Podchodziły od stoiska do stoiska, kiedy nagle Honoka zaczęła chichotać pod nosem.
-Co Cię tak bawi?- Misaki nie miała pojęcia o co jej chodzi.
-Chyba się trochę przeliczyłaś, co do twojego chłoptasia. – nieświadomy wyraz twarzy Misaki coraz bardziej śmieszył Honoke.
-Przeliczyłam, powiadasz? Ciekawe na jakiej podstawie snujesz takie opowieści- chcąc się odgryźć, Misaki uśmiechnęła się.
-Spójrz tylko no w tamtą stronę. Czy to czasem nie twój blondas?- jeszcze głośniej się śmiejąc wydukała dziewczyna. Misaki spojrzała we wskazaną stronę i nie chciała uwierzyć. Czy to… nie… to nie możliwe… ale… to USUI!  Co on tu robi?! Przecież miał mieć egzaminy, a tym czasem on przechadza się z wysoką brunetką, o idealnych kształtach. Czy to co mówiła Honoka, może być prawdą? Misaki coraz bardziej zaczynała w to wierzyć. Ale przecież nie mogło to się tak skończyć. Zobaczyła na twarzy swojego chłopaka uśmiech, posłany do jego pięknej towarzyszki. Widząc to, Misa szybko odwróciła się na pięcie i popędziła w stronę auta. Jej serce biło jak szalone, a w głowie tysiące myśli nie dawało jej ani chwili spokoju.  Nie chciała w to wierzyć. Wiedziała, że nie zmruży oka przez to co zobaczyła, choć dla niej to może było lepiej, że to widziała. Była przygotowana na jutrzejszy dzień. W tam tej chwili nie czuła już rozczarowania. Czuła tylko napływającą złość. Przepełniała ją całą od stóp do głowy. Zdawało się, że zaraz wybuchnie. Nie płaczem, ale złością, krzykiem. Znikąd w Misaki przebudził się charakter za czasów szkoły. Duma, dyscyplina, zawziętość, dokładność. To była prawdziwa Misaki Ayuzawa. Właśnie te cechy zadecydowały co zrobi. Nie pobiegła do niego, nie wybuchła płaczem, nie krzyczała, lecz ze spokojem przyjęła to do wiadomości. Nie była jedyną kobietą w życiu Usuia. I było jej wtedy już wszystko jedno. Chciała tylko jedynie wyjść z tego z dumą. Postanowiła jutrzejszego dnia oficjalnie zakończyć ich związek. Zrobi to szybko, bez żadnego wahania. Co ważniejsze, zrobi to pierwsza. Nie pozwoli by to on z nią zerwał. Jej honor poległ by jak na bitwie. Po chwili spokoju wsiadła do auta razem ze zmachaną Honoką( goniła przez cały czas Misaki) i odjechały w stronę restauracji.
-Misa-chan? Mimo wszystko, trzymaj się- z uśmiechem powiedziała Honoka dotykając dłonią jej ramienia. Dziewczyna odpowiedziała jej uśmiechem, choć oby dwie wiedziały, że było to fałszywe. Dla Misaki ten dzień był bardzo męczący. Szybko znalazła się w domu próbując wszystko na nowo przemyśleć. Tak jak myślała, nie mogła zmrużyć oka, postało jej tylko czekać.
***
Tego dnia wszystko miało stać się takie jak dawniej. Przez cały czas powtarzała sobie, że w końcu się uwolniła z rąk tego zboczeńca i powinna się cieszyć, jednak w głębi duszy bardzo ją to bolało i zależało jej na Usuim. Dobiegała godzina 15, więc  był czas na przygotowania. Specjalnie ubrała się w czerwoną sukienkę sięgającą do połowy ud, związywaną pod biustem, z czarną koronką na ramionach, do tego ubrała czarne wysokie buty, a włosy spięła do tyłu w loki. To jak wyglądała w tamtej chwili zachwyciło nawet ją samą. Ostatnim razem nawet tak dobrze nie wyglądała, jak teraz. Dodało jej to otuchy. Jej celem było wzbudzenie poczucia winy na Usuim. Nim się obejrzała chłopak już czekał przed domem w aucie. Przed wyjściem na zewnątrz spojrzała jeszcze raz w lustro, odetchnęła głęboko i ruszyła w stronę samochodu. Przywitanie było oschłe z obydwóch stron.
-Ładnie wyglądasz- powiedział cicho.
-Dziękuje, ty też.- Misaki nie mogła oprzeć się rzucić mu komplementem.  Wyglądał naprawdę bardzo dobrze. Ubrany w czarne spodnie z białą koszulą i krawatem-mimo iż tak prosto- robił niezłe wrażenie. Podczas drogi nie padło już ani jedno słowo. Obrażeni lub zestresowani. Po kilkunastu minutach dojechali na miejsce. Byli na dużym parkingu widokowym. Znajdował się na obrzeżach miasta, na wzgórzu skąd były przepiękne widoki. Można było zobaczyć niemalże całe miasto i pobliskie lasy. Zachód słońca oglądany z tego miejsca był zachwycający. Misaki ze zdumienia podeszła do barierek i jak zahipnotyzowana wpatrywała się w krajobraz. Ta noc była jedną z najpiękniejszych jakie kiedykolwiek widziała. Obok niej stał Usui, wyglądał na bardzo spiętego. Dziewczyna po chwili opamiętała się i przygotowywała się do tej trudnej rozmowy. Chłopak głęboko wzdychnął przez co jej serce prawie skoczyło jej do gardła ze stresu.
-Misaki… Bo widzisz, ja patrzę na swoją przyszłość z wielkim entuzjazmem. Dlatego tu jesteśmy…-z trudem wydukał, gdy nagle ona mu przerwała.
-Rozumiem. To koniec.- spuściła głowę na dół. Nie tak wyobrażała sobie ich zerwanie. Chciała sprawić mu tym ból lecz mimo wszystko, najwidoczniej nie potrafiła.

-Co? Wręcz przeciwnie, to dopiero początek.- Jeszcze raz chłopak mocno wzdychnął- Chcę żebyś to ty była moją przyszłością. Chce zamieszkać z tobą w dużym domu z ogródkiem, z gromadką dzieci i psem. To moje marzenie, dlatego Misaki…- Usui wyjął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął przez ukochaną- Proszę, zostań moją żoną.- w pudełku był pierścionek. Pierścionek zaręczynowy z najprawdziwszym diamentem. Zgrabny pierścień mający zapieczętować ich miłość. Oczy Misaki stały się ogromne, a po policzkach spływały łzy. Nie smutku, nie żalu, ale szczęścia. Mogła się domyślić, że on wcale nie miał złych zamiarów. Jego słowy zadały duże ciepło na sercu dziewczyny. Jak mogła chcieć potraktować tak swojego chłopaka, a może narzeczonego? Ze szczęścia rzuciła się Usuiowi na szyje. Przytuliła go najmocniej jak potrafiła, chciała by nigdy jej nie opuszczał. W tych ramionach mogła spędzić resztę swojego życia. W tych ramionach czuła się bezpieczna, kochana. Spojrzała na niego z uśmiechem i powiedziała słowo „tak”, które brzmiało jak najpiękniejsze słowo na świecie. Ich usta złożyły się w pocałunku, a oni zapatrzeni w siebie nie chcieli kończyć tej chwili. Na niebie latało tysiące lampionów. W tamtej chwili byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. 
***
Także ten. Nie jestem z siebie zadowolona. Mam nadzieje, że mi wybaczycie. Przyznaje, że zrobiłam to trochę na szybko, niestety czas mnie goni, a w każdej wolnej chwili pisałam. Uważam, że mogło mi wyjść dłużej i lepiej. Kiedyś się może nauczę. Siądę może w końcu na spokojnie i napisze bez stresu. I wgl. ja wiem, źle oddałam ich charaktery, napisane trochę sztywno, mam nadzieje, że Acchan mnie nie zabije * chowa się*. Ale z każdym opowiadaniem będę robić poprawę, więc wybaczcie mi tym razem. Tak ,kocham was ^^ ( czyli teksty walone od czapy XD )

sobota, 20 lipca 2013

One-shot by Kaori-Chan~

Gatunek: Romans,komedia, +18
Pairing/postać: Eren x Zoe
One-shot na zamówienie dla Bea Tetsugaku Neko
"Choroba zwana miłością"
Słoneczny dzień, cisza, spokój. Zdawało się, że ten dzień będzie wolny od walki z tytanami. Wszędzie można było dostrzec roześmiane twarze, szerokie uśmiechy, dokładnie tak jak pięć lat temu. Nie wszyscy jednak mieli taki beztroski dzień. Oddział zwiadowców już od rana pracował w pocie czoła. Zdecydowanie woleli wyprawy poza mur niż siedzenie nad papierkową robotą lub stanie na warcie. Nie byli przyzwyczajeni do tego typu pracy, bo zajmowały się tym inne jednostki. Niestety wczorajszego wieczoru dowódca Irvin Smith nie miał ręki do kart i przegrał, jednocześnie skazując cały oddział na pracę za dwie pozostałe jednostki. Kiedy w końcu trafiła się chwila przerwy Eren postanowił poszukać Mikasy i Armina. Słyszał, że są przydzieleni do warty na murze więc tam zaczął szukać. Przechadzał się spokojnie, rzucał wszystkim powitalne uśmiechy, czasem machnął ręką. Czuł się jak gwiazda bo niektórzy patrzeli na niego z podziwem. Wydawało się, że jest wszystko dobrze, nic się nie stanie. Nagle poczuł na swoim ramieniu solidnego buta działającego z dużą siłą.  Zaczął tracić równowagę. Próbował się czegoś złapać, przenieść ciężar ciała na drogą stronę lecz w końcu poległ. Spadał w dół. Miał wrażenie jakby to był jakiś zły sen. Dla niego spadanie nie miało końca. I gdy myślał, że już po nim, nagle poczuł uścisk w pasie. Był tak blisko ziemi, kiedy ktoś go uratował. Z półotwartymi oczami spojrzał na jej twarz.
-Mi-Mikasa?- ledwo wydukał z zaskoczenia.
-Miałeś na siebie uważać, a tu co? Nawet na chwilę nie można Cię spuścić z oka.- powiedziała zgrywając się. Oburzony Eren nic już nie mówił, złożył tylko ręce i wisiał razem z Mikasą  przyczepieni do muru.  Po chwili gdy znaleźli się już na ziemi, wszyscy się zbiegli i zaczęli wypytywać jak to się stało, czemu nie miał ze sobą sprzętu, czy wszystko  z nim w porządku. Przez tłum zatroskanych ludzi przeciskała się szczupła dziewczyna z okularami na nosie- Zoe. Przyglądała się Erenowi z fascynacją, oglądała go z każdej strony, sprawdzała czy spadanie z takiej wysokości na niego wpłynęło, a ten patrzał na nią tylko ze zdziwieniem jakby chciał powiedzieć „ Co ta wariatka robi?”.
-Niby wszystko z tobą w porządku, ale pójdziesz do szpitala na obserwacje. Nie chcemy, żeby nasz tytan miał jakieś problemy lub coś w tym stylu, prawda?- powiedziała dziecinnie Zoe i pstryknęła go palcem w nos. Obok stała zdenerwowana Mikasa. Jej wzrok przepełniony był złością i gdyby Zoe zrobiła jeszcze jeden zalotny gest w stronę Erena, zazdrość wzięła by górę nad Mikasą i nie było by już tak wesoło. Zrobiła krok w ich stronę, jakby chciała ich rozdzielić, gdy Zoe nagle wzięła Erena w pół na ramię i szła w stronę szpitala. Dziewczyna była bardzo zdezorientowana. Nie wiedziała czy powinna iść za nimi, a kiedy już zdecydowała, że to zrobi, Armin zawołał ją by wracali do pracy, tak więc zrobiła. Zoe i Eren byli już coraz bliżej szpitala. Słychać było tylko głos Hanji, podśpiewując  piosenki o tytanach(co innego mogłaby śpiewać?). Po chwili zamilkła i zdjęła Erena ze swojego ramienia, złapała za ręke i pociągła za sobą. Weszli do dużego budynku. Wszędzie można było dostrzec zabiegane pielęgniarki, zapracowanych lekarzy i stresujących się pacjentów. Zoe podeszła do recepcji, gdzie otrzymała klucz do pokoju od jednej z  pań i zaprowadziła tam Erena. W pokoju było tylko jedno łóżko, jakieś dwie szafki, duże okno i ogromna ilość kwiatów. Ich woń unosiła się po całym pomieszczeniu, a intensywność drażniła nos.
-No to usiądź sobie, rozgość się tu, a ja skoczę tylko po jakieś leki dla Ciebie i wracam- powiedziała wesoło Zoe.
-Możesz podawać mi leki?-zapytał zdziwiony Eren siadając na miękkie łóżko. Był naprawdę zaskoczony, że Zoe ma w szpitalu takie przody. Ta uśmiechnęła się odpowiadając na jego pytanie i wyszła. Chłopak podszedł do okna i zaczął rozglądać się po okolicy. Mimo, że przebywał tam już od dłuższego czasu, nie znał wszystkich uliczek. Widział jak kilkoro dzieci bawi się w berka, a jeszcze kilkoro dzieci w chowanego. Wokół nich biegało kilka psów, bawiąc się razem z nimi. Wszyscy trzymali szeroki uśmiech na twarzy. Erenowi przypomniało się jego dzieciństwo, kiedy bawił się razem z Arminem i Mikasą. Na zawsze zapamięta czasy, kiedy mógł wrócić do domu i zobaczyć swoich zatroskanych rodziców.
-Brakuje mi tego – westchnął wychylając się przez okno.
-Wielu z nas czegoś brakuje. Teraz jesteśmy by walczyć o spokojne życie innych, taka kolej rzeczy- nagle znikąd odezwała się Hanji trzymająca w rękach tackę z dwoma kubeczkami, jakimiś tabletkami i proszkami. Na sam widok robiło się Erenowi nie dobrze, nie wspominając już o zapachu. Chłopak przebrał się w piżamę szpitalną i położył do łóżka. Na brzegu usiadła Hanji wsypując przeróżne leki do wody w kubkach.
-No i jak się czujesz?- zapytała z troską.
-Nie najlepiej.
-Mhm. Może mogłabym poprawić Ci jakoś humor? – Zoe coraz bardziej się do niego przysuwała. Jej ręka dotykała miejsca, których nie powinna. Jej zachowanie było jednoznaczne, lecz zawstydzony Eren, nie miał pojęcia co zrobić, odmówić czy się na to zgodzić. Nie mógł z siebie nic wydukać. Nagle do pokoju wszedł niski chłopak- Revaille. Zamknął za sobą drzwi jak gdyby nigdy nic, ruszył w ich stronę. Nie zauważywszy sprzętu Zoe leżącego na ziemi, potknął się, zahaczając o kant łóżka przy czym zdarł sobie koszulę i upadł na nogi Erena. Nim cokolwiek zdążyli zrobić do pokoju weszła również Mikasa z Arminem.
-Eren… Przyniosłam Ci…-Mikasa odwróciła się i spojrzała w stronę łóżka- CO TU SIĘ DZIEJE?!-zapytała zdezorientowana dziewczyna.
-Mikasa? Armin? To nie tak jak wygląda! – krzyknął speszony Revaille- My nie…
-Um…wiecie, każde ma swoje zboczenia i ja nic do tego nie mam. Skoro wam we trójkę lepiej-zakłopotana dziewczyna szybko odwróciła się na pięcie i wyszła pospiesznie z pokoju. Eren z zażenowania całą sytuacją uderzył się ręką w czoło.
-Cholera, chciałem tylko sprawdzić czy wszystko z tobą dobrze, a tu takie podteksty się wysuwają. – stwierdził Revaille- Dobra, ja już idę, nie będę wam przeszkadzać. Hanji, jeśli zacznie się zmieniać w tytana od razu mnie o tym zawiadom. W końcu obiecałem, że w razie komplikacji zabije naszego pupilka- on również szybko wyszedł z pokoju, ale Hanji nic już nie próbowała robić.
-Czas wziąć te leki, słodziaku- Zoe puściła oczko do Erena.
-Um…Zoe, czy to na pewno konieczne?-zapytał przerażony Eren.
-Ha! To tak jak byś mnie zapytał, czy tytani są interesujący! – wykrzyknęła ze śmiechem- No dobra, wypij to. Musisz trochę odpocząć, bo chyba nieźle tobą wstrząsnęło, jak łapała Cię Mikasa.-podała Erenowi kubek z lekiem, który nie chętnie przyjął. Po wypiciu jego wzrok tracił ostrość, wszystko zaczęło się kręcić. Przez półzamknięte oczy zobaczył uśmiechniętą Zoe mówiącą  „słodkich snów” i nagle zapadła ciemność. Wpadł w głęboki sen.
                                                                                              ***                                                                     
 Obudziły go głośne rozmowy dobiegające z korytarza.  W jego pamięcią była duża luka, zapewne spowodowana lekiem. Eren przeciągnął się, gdy nagle zauważył… Zoe, która leżała razem z nim pod kołdrą, przytulając się do niego. Nie miał pojęcia dlaczego tak się stało, w końcu  nic nie pamięta. Spojrzał pod kołdrę, ale nie spodziewał się takich rzeczy. Obydwoje byli nadzy! Zoe przyklejona do ciała Erena, mówiła przez sen coś o tytanach( o czym innym mogła by śnić?). Przerażony Eren próbował się od niej odsunąć, aż w końcu spadł z łóżka. Hukiem zmył sen z oczu Hanji.
-Mhmm… Eren? A co ty na ziemi robisz?-zapytała zaspana.
-Może ty mi powiesz, co robisz w moim łóżku i czemu jesteśmy nadzy?!
-No nie mów mi, że nie wiesz co się w takich chwilach działo z ludźmi. Ale muszę Cię pochwalić, jesteś dobry w tych klockach.- uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w stronę chłopaka –Chodź, może skończymy to co zaczęliśmy?
-Co ty wygadujesz?!- Eren wstał szybko i wybiegł z pokoju na korytarz. Biegł przed siebie by być jak najdalej od tej „wariatki”. Wszystkie oczy były zwrócone w jego stronę, niektórzy chichotali pod nosem, niektórzy byli wystraszeni. On jeszcze nie zdawał sobie sprawy co się dzieje. Nagle przy recepcji zobaczył dwójkę zwiadowców. Podbiegł do nich prosić o pomoc.
-Sasha? Conny? Z nieba mi spadliście. Pomóżcie mi!- powiedział ze stresem. Oni tylko patrzeli na niego zamurowani. Po chwili zaczęli śmiać się pod nosem.
-Co was tak bawi?!-krzyknął zdezorientowany Eren.
-ZBOCZENIEC!-jednocześnie wybuchli śmiechem wskazując na jego odsłoniętą część ciała, których nie powinni oglądać ludzie.  Chłopak spojrzał w dół i dopiero spostrzegł. Przecież on dalej nie ma na sobie ubrań! Był całkowicie nagi! Dopiero wtedy uświadomił sobie, czemu wszyscy z niego drwili. Musiał szybko się gdzieś schować. Zasłonił dłońmi swoje „dary od boga” i pobiegł do pierwszego pokoju jaki napotkał. Zamknął sa sobą drzwi, oparł się o nie i z ulgą odetchnął.
-Pomylił Pan pokój-uśmiechnęła się jedna z pielęgniarek. Jego twarz stała się cała czerwona ze wstydu. Był w pokoju pełnym pielęgniarek. Było ich tam więcej niż na korytarzu. Nie wiedząc co zrobić, wybiegł z tego pokoju bez słowa, gdy nagle zobaczył biegnącą Zoe.
-Ereeeen! Zaczekaj!- krzyczała. Dla niego był to jak jakiś koszmar. Wszyscy się temu przyglądali. Uciekał korytarzem, a za nim biegła zdesperowana dziewczyna. Znalazł jakś pokoik na obrzeżu szpitala. Schował się  schowku na mopy, szczotki etc.
-Bu!- usłyszał głośny głos za jego pleców. To była jego prześladowczyni.
-Co? Jak ty-Jak ty mnie tu znalazłaś?!- zaskoczony chłopak nie miał pojęcia jak to się stało.
-Nieuważasz misiu.-z uśmiechem odparła Hanji.
-Co ty ode chcesz?
-Proste, chcę Ciebie- przyznała. Na twarzy Erena pojawił się rumieniec.
-Nie wiedziałem, że tego chcesz. Byłem zaskoczony tym co dzisiaj zobaczyłem. Nie sądziłem, że to kiedyś się stanie. Choć prawdę mówiąc chciałem tego od długiego czasu.- jego słowa zalane były ogromem ciepła.
-Miło mi to słyszeć-odparła- Ale na mnie chyba już czas. Wracaj do pokoju i odpoczywaj, Wieczorem przyjdę Cię odwiedzić i porozmawiamy o tym na spokojnie- pocałowała chłopaka w policzek, wstała i wyszła ze schowka. Oparła się o drzwi i w tamtej chwili tylko jedno stwierdzenie było trafne.
-Faceci są tacy łatwi!- zaśmiała się. Była zadowolona, że jej podstęp wyszedł idealnie. Gdyby tylko on wiedział, że to wszystko było zaplanowane przez Zoe.
                                                                          ***
Dobra, trochę nad tym siedziałam i przyznaje, wyszedł dość słabo. Po pierwsze bardzo chcę podziękować Sir.Akiemu za pomoc nad tym one-shotem. Pomógł mi wymyślić części komiczne, które naprawdę  są śmieszne, a ja nie koniecznie w ten sposób je opisałam. +18 może zbyt wiele nie ma, ale nie jestem w takich rzeczach obeznana, więc postarałam się nad tym XD Hm... Ogólnie rzecz biorąc, z pewnością stać mnie na więcej. Miałam mało czasu na pisanie w dodatku działam pod presją (nie ważne jaką XD). Następnym razem postaram się o wiele bardziej by każdy mógł być zadowolony z napisanych one-shotów. Dziękuje za zamówienie i zachęcam do dalszego zamawiania, nie koniecznie u mnie, ale też u moich przyjaciół. Żegnam :3

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 1. Shingeki no Kyojin by Kaori-chan~

Była już bardzo blisko wynikom kolejnego doświadczenia. Wszystko co tylko widziała swoim bystrym okiem zapisywała w już dość poniszczonym i wymiętolonym dzienniku. Sprawdzała co się wydarzy, jeśli zanurzy drut owinięty watą, która jest nasączona alkoholem w roztworze kwasu siarkowego, azotowego i kryształków nadmanganianu. W ten sposób znalazła kolejny choć trochę wymagający sposób na rozniecenie ognia. Udane doświadczenie uwieczniła swoim charakterystycznym okrzykiem. W tle tylko usłyszała pojedynczy stukot i słowo „cholera”. Od razu wiedziała co jest grane. Dziewczyna odwróciła się.
-A miałam tak wielką nadzieję, że tym razem sobie odpuścisz. Dobra Yasu, wyłaź z tej skrzyni.-powiedziała zirytowana.
Z wielkiej drewnianej skrzynki wyskoczył niski chłopak z kręconymi czarnymi włosami.
-Byłem tak blisko, żeby pokrzyżować Ci plany, a ty musiałaś szybciej skończyć. Czy ty masz w ogóle serce?- odparł ironicznie.
-Pamiętaj, że to ty się tu schowałeś i próbujesz moją inteligencje pozostawić na tym poziome co jest przeszkadzając mi, i to nie pierwszy raz!
Yasu machnął na to ręką. Podszedł do jej stołu i obserwował uważnie co się na nim znajduje.  Nie interesował się tym zbyt długo bo sam twierdzi, że takie bezsensowne eksperymenty zaniżają jego poziom. Ten chłopak jest dość specyficzny. Obserwuje Layre kilka miesięcy, ponieważ obydwoje interesują się przyrodą, a że Yasu uważa się za najmądrzejszego w całym mieście Krystalii, próbuje zepsuć każde doświadczenie, obserwacje i osiągnięcia Layry. Śmiało można powiedzieć, że ma obsesje na jej punkcie.
-Długo będziesz tu tak sterczał?- zapytała
-Tak długo jak będę chciał!
-Kurde, to ty wpieprzyłeś się do mojego domu, więc wynocha!- krzyknęła w stronę chłopaka.
-Tak dużo razy tu byłem, że się zadomowiłem. Wybacz, ale zostaje.- odparł Yasu ze stalową miną.
-Yh… Dobra, to ja wychodzę!
Na twarzy Layry widać było wielką złość. Jej źrenice zrobiły się ogromne, a potargane jasno brązowe włosy jeszcze bardziej się napuszyły. Wyszła schodami do kuchni, ale nikogo tam nie było. Zaczęła wołać, ale nikt nie odpowiadał. Sprawdzała wszystkie pokoje lecz w żadnym z nich nie było jej rodziców. Oni bardzo rzadko wychodzili z domu, więc zdziwiła się, że ich nie ma. Wyszła przed dom i rozglądała się po wszystkich stronach. Miejsce, którędy zawsze przechodziło dziesiątki, a nawet setki ludzi opustoszało. Layra była trochę przerażona i próbowała zrozumieć co się dzieje, ale na nic się to nie zdało. Po chwili podszedł do niej Yasu.
-I ty się nazywasz naukowcem, skoro nawet nie umiesz ocenić sytuacji. Spójrz w górę. Wystrzelono żółtą flarę, czyli wszyscy się ewakuują z miasta. My też chodźmy.- powiedział.
-Co? Ale dlaczego ewakuacja?
Layra zauważyła jakiegoś mężczyznę biegnącego w stronę bramy. Był bardzo zaniepokojony, jakby zobaczył potwora.
-Hej! Stój!- zawołała Layra
-Uciekajcie, jeśli chcecie żyć! Zaraz tu będą!- krzyknął wystraszony mężczyzna.
W takiej sytuacji powinni uciekać, ale ona dostrzegła w tej aferze kolejny temat na eksperyment i poszerzenie wiedzy. Zamiast biec w stronę bramy, Layra zabrała jednemu z żołnierzy sprzęt do trójwymiarowego manewru, choć nie miała pojęcia jak się tego używa. Postanowiła iść na żywioł. Szybko go założyła i nacisnęła przypadkowe przyciski. Wystrzeliła linki które zaczepiły się u mur a ta zaczęła się na niego wspinać. Czuła jakby coś ją obciążało, więc gdy rozejrzała się co to takiego zobaczyła Yasu trzymającego ją za nogę. Gdy była już na murze opętał ją kolejny przypływ złości.
-Czy ty zawsze musisz za mną chodzić?!-krzyknęła.
-Myślisz, że odpuściłbym taką okazję? Nic z tych rzeczy. Idę z tobą.!
Po chwili  zastanowienia Layra zgodziła się i pociągnęła go za sobą. Biegli po murze w stronę zewnętrznej bramy. W jej głowie snuły się przeróżne myśli. Co się stanie z Krystalią? Co się dzieje na zewnątrz?  Biegła zamyślona, gdy nagle wpadła na jakiegoś żołnierza. Uniosła głowę, przyjrzała się i wpadła mu w ramiona. Yasu i obcy mężczyzna byli dość zdziwieni. Cichy i ciepły ton jeszcze bardziej podniósł emocje.
-Steve, jesteś! Bałam się o Ciebie, ale teraz Cię znalazłam!
Wtuliła się w niego jeszcze bardziej, a po chwili on odparł ją od siebie i patrzał na nią niedowierzającym wzrokiem. Na twarzy Layry pojawiły się łzy. Steve delikatnie dotknął jej policzka i starł je lecz one płynęły dalej, to były łzy szczęścia.
-Co ty tutaj robisz? Biegnij, uciekaj!-rozkazał Steve
-Powiedz mi co się tutaj dzieje!
-Mur dzielnicy Shiganshina został zaatakowany przez tytanów, jeden z nich miał ponad 50 metrów i rozbił bramę, by reszta mogła dostać się do miasta. Teraz tytani zbliżają się do Krystalii, dlatego przeprowadzamy ewakuację.

Layra nagle upadła na kolana i złapała się za brzuch.  Jej bluzka była trochę porwana przez co można było dostrzec  kawałek blizny. Jej oddech stał się ciężki, a źrenice powiększyły się do takiego stopnia, że nie było widać tęczówek. Po chwili grozy pojawiła się ulga na jej twarzy. Dzielnie wstała, a nim ktokolwiek mógł zareagować na jej dolegliwości, powiedziała Stevowi, że jeszcze się zobaczą. Podeszła szybko do armaty, na której była peleryna i założyła ją na siebie, bo zimno jakie ją otoczyło było nie do zniesienia. Razem z Yasu biegli dalej by zobaczyć nadchodzące niebezpieczeństwo. Gdy dotarli już do muru przy zewnętrznej bramie, Yasu stał przestraszony, ale Layra była całkowicie opanowana. Widzieli setki tytanów idących w stronę Krystalii. Yasu ciągnął ją za rękę i krzyczał, by uciekali, ale ona stała z miejscu. Jej ciało stało się bardzo gorące, zaczęła drżeć i nic nie było w stanie jej odciągnąć. Jej lewa ręka zaczęła się podnosić, a dwa palce wskazywały w stronę tytanów. Jej źrenice, które na pewien czas powróciły do normalności znów stały się ogromne. Layra była bardzo skupiona, a gdy tytani byli już blisko powiedziała niskim tonem „Jeszcze nie czas” po czym machnęła dynamicznie ręką i zemdlała. Yasu rzucił się w jej stronę i próbował ją obudzić, ale nic nie zdziałał. Wziął ją na ręce by nie stracić ani chwili. Mówił do niej i prosił by się obudziła. Po oddaleniu od zewnętrznej bramy zatrzymał się, by ocenić stopień zagrożenia. Tytani zawracali co kompletnie zgubiło z tropu oddział zwiadowców. Layra dalej była nie przytomna, już nie była gorąca, ale bardzo zimna. Zaczęła sinieć, a przerażony Yasu nie miał pojęcia co może zrobić, prawie płakał z bezsilności. Jego słowa były przepełnione troską. Gdyby ona wtedy umarła… Yasu ukrywał przed nią prawdę. Zależało mu na niej i w dodatku była to jedyna dziewczyna w mieście, która dorównywała mu inteligencją. Uronił pierwsze łzy, które spadły na Layre. Siedział obok niej i czekał. Nie miał innego wyboru.