Czytasz -> Skomentuj -> Motywuj !
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One-Shot'y. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One-Shot'y. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lipca 2014

Drobana zmiana!



Allegra się wycwaniła i postanowiła założyć ogólny blog z swoimi opowiadaniami. Wszystkie one-shoty zostaną tam opublikowane, a zamówienia dotyczące mojej osoby zostały już dodane do poczekalni na świeżo założonej stronie. Osoby zainteresowane proszę o kontakt. Przepraszam za tą sytuację, ale nie dam rady prowadzić kilka blogów na raz. /Allegra Alfa
Pisać na fb lub gg:
FB:
https://www.facebook.com/asku.zwiadowca
gg:44922809

piątek, 6 września 2013

One-shot by Allegra Alfa

One-shot by Allegra Alfa.
Ten one-shot to kontynuacja! Wcześniejsza część: Link
Gatunek: Kiepska komedia z podtekstami romantycznymi.
Paring/Postać: LevixAllegraxArmin
Historia z dedykacją dla Róży. Która, żyć mi nie dała bym napisała tego one-shota. Wielkie dzięki...

"Najdziwniejsze wydarzenie na świecie"
-Levi , wyluzuj ! Tylko na chwilę zajrzę !-
-Zabraniam ci, słyszysz ?-
- Spokojnie ! Tylko minutkę !- Krzyknęła brązowowłosa dziewczyna, wbiegając do pokoju. Jednak jej uśmiech szybko zmienił się w wyraz zaskoczenia, gdy zobaczyła, że ktoś jest w pomieszczeniu.
-E...to... Szukasz czegoś ?- Zapytał równie zmieszany blondyn.
-Nie...Niemożliwe !- Krzyknęła i właśnie w tym momencie straciła czucie w nogach. Utrata równowagi sprawiła, że nawet nie zauważyła kiedy jej ciało bezwładnie poleciało do przodu.
- Uważaj !- Krzyknął chłopak i podleciał do niej, zanim ta zdążyła upaść. Spojrzał na jej twarz. Blada skóra, zamknięte oczy, lekko rozchylone usta, a jej oddech był prawie że niewyczuwalny.
-Nie mówcie mi, że ona umiera !- Krzyknął spanikowany Armin.
-Co ty jej zrobiłeś ?- Zapytał zaskoczony Levi, któż właśnie wszedł do pokoju.
-Kapralu, ona sama jakoś tak...
-Co się dzieje ?!- 
...
"Ludzie, ja nie chcę takiego zakończenia !"
Wystukałam na klawiaturze ostatnie zdanie. Ale miałam zryty sen. Która może być ? Trzecia... Godzina demonów... A raczej godzina "Makaron" ! Ech.. Trudno... Opublikuj i SPAĆ ! Gdzie ja słyszałam, że o trzeciej dzieją się największe nieszczęścia ? Ha,ha.. głupstwa ! Nieszczęściem to jest ten cholerny one-shot, w którym się ośmieszyłam by wyszedł śmiesznie... Chyba nic tego nie przebije !
-AAA!- 
>Łup<
-U...- Rozmasowałam obolałe czoło. Kiedy ja niby zładowałam na ziemie ?
-Cholera ! O co tym razem  się... E?- Spojrzałam za siebie. Moje nogi leżały na...człowieku !
- Co się...!- Przyłożyłam dłoń do ust. Spokojnie ! To tylko człowiek leżący na środku pokoju. To jest jak najbardziej normalne, do cholery ! On tylko wstanie i mnie zabije. Nic niezwykłego ! To jest jak najbardziej normalne !  Gdzie gaśnica do obrony ?! Nie ! Spokojnie... To tylko sen ! Walne łam się za mocno w głowę i... On się rusza !
Chwyciłam pierwszą lepszą, ciężką rzecz i rąbnęłam kolesia w głowę. Nieszczęśliwy traf sprawił, że był to odkurzacz... No, ale co zrobić ? Wskoczyłam pośpiesznie na łóżko i  zanurkowałam w fortecy z poduszek. Zauważył mnie ? A jeśli to morderca ! Zabije mnie, wydłubie oczy i poćwiartuje ciało ! Szczerze mówiąc, mała strata. Lub kosmita ! Przejmie nade mną kontrolę i podbije ziemię ! Ta... Głupia ja... To pewnie zombie, które wyłożyło się, gdy chciało mnie zjeść ! Cholera ! A jeśli to ten kucykowy potwór !? Nie no... Miał ciało człowieka, ale kto go tam wie... Może demon ! A jeśli go zabiłam!  To znaczy, że straciłam okazję poznania Ciela, czy przypadkiem ubiłam wielbionego przeze mnie Mephisot... W Harrym Potterze też ktoś się pojawił u niego by dać mu list... Opóźnione zaproszeni do Hogwartu ? Czy to jakiś początkujący w dziedzinie teleportacji ?
Sięgnęłam niepewnie po paletkę do babingtona, która była na szafce obok łóżka i wychyliłam się powoli za poduszkowej fortecy. Wstałam i na palcach, zaczęłam się zbliżać w stronę ciała. W prawej dłoni ściskałam paletkę, skierowaną w stronę trupa, a w drugiej ręce tuliłam do siebie poduszkę z Death the  Kid. Jak trup się ruszy, to Kid mnie obroni i go zastrzeli ! Złudna, ale pocieszająca myśl... Cholera, ale tu ciemno...
Schowałam się za stojącym nieopodal krzesłem i przesuwając je po ziemi, zakradłam się do ciała. Jedno szturchnięcie paletką... Drugie szturchniecie i nic ! Co jest ?
Wychyliłam się lekko za krzesła, ale niechcący je popchnęłam i z głośnym trzaskiem upadło na ziemie.
-A!- Podskoczyłam z przerażenia i skuliłam się przy regale z książkami, czekając na atak nieznajomego. Żyje ? Ale jakim cudem ?
Zgarnęłam ręką firanę włosów z mojej twarzy i wyjrzałam niepewnie w stronę obcego. Wzięłam głęboki wdech i na kolanach ruszyłam do postaci. Szturchnęłam go lekko w ramię, ale zero reakcji. Cholera ! Nie mówcie mi, że on nie żyje ! Za trzymanie trupa na pewno dostanę szlaban na bloga!
-E...to... Halo ? Przeprasza... Rozumiesz co mówię ? Żyjesz w ogóle ? - Ta... Gratuluję, Alfo geniuszu! Jak umarł, to na pewno ci odpowie ! I tak szczęście, że jeszcze mnie nie zażarł. Chociaż nie wiedzę nic co by wskazywało na to, że nie jest człowiekiem. Zgarnęłam jasny kosmyk włosów z jego twarzy. Szczerze... Wydaje się całkiem słodki... Szkoda, że jest tu taki ciemno... Gdybym zapaliła lampkę, mogła bym mu się lepiej przyjrzeć i... Zaraz ! Stop ! O czym ja myślę !? To morderca, pijak, zbok i kanibal ! Co on robi w środku lasu ?  Za ponad dwu metrowym płotem ? W moim domu ? I w dodatku w moim pokoju ? No chyba, kurna nie ! Słodki, czy nie, będzie się tłumaczył ! Co sobie gnojek myśli ? Jak wyskoczy z jakimś "Nie wiem, co tu robię", "Nie pamiętam kim jestem" lub "To musi być przeznaczenie", to zginie marnie ! Może by go tak związać ? Ale czym?... WIEM !
Podniosłam przewrócone krzesło i spróbowałam podnieść ciało chłopaka. Jednak szybko z tego zrezygnowałam i postanowiłam przeciągnąć go po ziemi. Usadowiłam gościa na krześle i na czuja podeszłam do komody. Oczywiście, nie grzeszę rozumem i na głupa ruszyła w stronę szafek. No i po prostu musiałam wpaść na odkurzacz, którym ogłuszyłam biedaka.
- Gdzie szuflada z paskami ?- Chyba tu ! Nie pudło... To bielizna... Kolejna... MAM !
Wytargałam wszystkie paski, chusty i tym podobne zabawki, które miały posłużyć jako lina do wiązania. Haha ! Przejdziesz przez takie piekło, że odechce ci się, zbolu, zakradania do czyjegoś pokoju ! Co on sobie myśli ? Rodzice na wyjeździe i że niby taka bezbronna teraz jestem ? Ile razy bawiłam się paletką jak kataną ? Szkoda, że gościu nie wie, że ukrywam w domu gaz pieprzowy.
-Gotowe ! Obcy związany i nieźle zaplątany ! Fart, że się nie ocknął jak go wiązałam...- Co teraz ? Może by tak...
-Hym ? Ale mnie boli głowa... Co jest ?-
- A ! Ty żyjesz !- Krzyknęłam przyjmując pozycję obroną.
- Kim jesteś ?- 
- To ja się powinnam o to spytać !-
- Czemu jest tu tak ciemno ?- Ruszyłam biegiem w kierunku biurka by zapalić światło.
- Zaraz zapalę lampkę i wszystko mi wyśpiewA!- Krzyknęłam, przewracając się na ziemie. Cholera, pasek oplątał mi się wokół kostki i upadłam plecami na ziemie. Mój kręgosłup.... Krzesło ? A ! Krzesło !
- A ! Odsuń się, bo...- Nie zdążyłam uciec i chłopak, wraz z kochanym krzesełkiem wylądował wprost na mnie.
-Au...To bolało...- Jęknął gdy z zaczęłam odpychać go od siebie, miotając się przy tym na wszystkie możliwe strony.
-Złaź ze mnie !-
-Bardzo bym chciał, ale...- Nie dokończył. Bo właśnie odepchnęłam go nogami i  wygrzebałam się spod krzesła. Głupia ja !
- Kim ty właściwie jesteś !- Parsknęłam i sięgnęłam po lampkę. Zbliżałam gwałtownie przedmiot do jego twarzy i szybko zapaliłam. Cholera ! Ale razi !
-Armin z dzielnicy Shiganshina ! Jestem Armin Arlart !- Wykrzyczał spanikowany.
-Niemożliwe...-  Ten głos, blond włosy, rysy twarzy. Wydawał się lekko przerażony. Mrużył oczy przed rażącym światłem lampy. Ale...To naprawdę był Armin...Jednak przecież to niemożliwe, prawda ?
- Przepraszam ! Już ją zabieram !- Krzyknęłam i odłożyłam lampkę na półce.
- To ty !- Spojrzałem na niego zaskoczona. Skąd on niby mnie zna ?
- Co ty mi zrobiłaś ?- 
- To ja się pytam ! Co ty robisz w moim domu i prywatnym pokoju ?! W dodatku... Skąd się wiozłeś w tym świecie ?- 
- Co masz namyśli ? Przecież to ty wleciałaś jak głupia do mojego pokoju !- Zaraz... To nie był sen ? Kłótni z Levim, bójka z Sewerynem, ucieczka do pralni ! Przecież... To był głupi wytwór mojej wyobraźni. Jaki cudem ja ? Nogi same się zachwiały i uklękłam na podłodze, tuż obok krzesła.
- To pomieszczenie, jest dość dziwne.- 
- Iiii ! - Pisnęłam szczypiąc się po ręce.
- Co ty robisz ?!- 
- Nie ! Nienienienie NIE! To niemożliwe !- Zawołałam i przycupnęłam bliżej niego. Złapałam go za policzki oraz zaczęłam je rozciągać na najróżniejsze sposoby.
-Cioo tii robysz ?- 
- O matko... Jesteś prawdziwy.- Odpowiedziałam z przerażeniem, puszczając jego policzki.
- Oczywiście. Dlaczego myślałaś inaczej ?- 
- Bo nie powinno cię tu być !- 
- O co ci chodzi ?- 
- Armin ,to mój świat i jest całkiem inny ! Musiałam trafić do was przez przypadek, ale byłam pewna, że to sen ! Posłucha mnie uważnie. Chyba przypadkiem trafiłeś do całkowicie odmiennego świata.- 
- Co ?- 
- W moim świecie nie ma tytanów ! Ani mrów, zwiadowców i tego dziwnego sprzętu ! Jest internet, komputery i telewizja ! W tym świecie, aktualnie jest 2013 rok !- 
- Trafiłem do przyszłości ?!-
-Nie wydaje mi się... Żadna książka nie opowiada o tym, by kiedyś w historii wybudowano taki wielki mur. A powinno coś po nim zostać....- 
- Czyli... To jakieś dziwne, odrębne miejsce od murów ? To chyba dla mnie za dużo...-
- Spokojnie ! Na pewno jest jakieś logicznie wyjaśnić !-
- A skąd wiedziałaś o murach i tytanach ? Dowiedziałaś się tego gdy byłaś w naszym świecie ?- 
-Nie, wiedziałam to już wcześniej. Z internetu ! Można powiedzieć, że jest to książka, w której można znaleźć prawie wszystko !- 
- To niemożliwe !- 
- Oczywiście, że możliwe ! Wystarczy, że wpisze się to co cię interesuje i gotowe !-
-Niesamowite ! Muszę to zobaczyć!- 
- Są też telewizory, które dostarczają nam rozrywki i informacje o tym, co się dzieje na świecie !-
- A ten dziwny przedmiot, którym mnie zakatowałaś ?- Wskazał głową, na lampkę stojącą na półce.
- Ten przed mot służy niczym lampion lub świeczka ! Oświetla pomieszczenie gdy jest ciemno, ale nie potrzebuje do tego ognia. Działa na prąd.- 
- Niesamowite... Opowiedz mi więcej o tym świecie !- Krzyknął z podekscytowaniem.
- Cóż... Jak już mówiłam, nie ma tu murów i tytanów. Ludzie nie żyją w strachu i mają wszystkiego pod dostatkiem. Istnieją różne kontynenty, kultury, religie oraz środki transportu. Teraz można podróżować nawet po niebie ! Bardzo rozwinęła się sztuka. Obstawiam również, że książki muszą być bardzo cenne w waszym świecie. U nas, znowuż jest ich aż za wiele i czasem kosztują gorsze. Wydawane są w najrozmaitszych językach i gatunkach literackich. W dodatku większość urządzeń działa na prąd. Technika też nie stała w miejscu. Co do broni, u was również istniała broń palna, jednak teraz jest o wiele bardziej skuteczna. Hym... Nie wiem co powinnam jeszcze powiedzieć. Jest tego za wiele. Może lepiej, jak byś to wszystko zobaczył na własne oczy ?- 
-Naprawdę mogę ?-
-A czemu nie ? Skoro już tu jesteś to nie masz nic do stracenia. Tylko na początek może cię rozwiąże ?- Zaśmiałam się i powoli zaczęłam odwiązywać jeden z pasków. Gdy nagle rozległ się dźwięk uderzenia. Oboje odwróciliśmy się w jego stronę i...
-Cholera... Coś tym razem mi zrobiła Zoe ?- Warknął Rivaille rozmasowując obolałe czoło. Dlaczego ten karzełek leży pod moim biurkiem ?
- Nie, błagam ! Ty też tu jesteś ?-
- A ty tu skąd, młoda ?- 
-Wybacz mi Levi, ale substytucja wygląda trochę inaczej niż ci się wydaje.- 
-Znaleźliśmy się w innym świecie.- Zawołał z podekscytowaniem Armin.
-Dlatego dałeś jej się przywiązać do krzesła ? Co ty chciałaś mu zrobić ?- Przełknęłam ślinę, czując jak na mojej twarzy pojawia się nieśmiały rumieniec.
- Wypraszam sobie ! Nic, nikomu nie chciałam zrobić ! No przynajmniej teraz...Wcześniej wizowałam go za włamywacza i tak wyszło, a ty... Cóż, jesteś taki mały, że nikt cię nawet nie zauważył pod tym biurkiem !- Armin zaśmiał się cicho, a kapral spojrzał na mnie wyzywająco.
- Coś mi się wydaje, że dzisiaj nie zasnę. Może życzycie sobie kawy lub coś do jedzenia ?-
- Jeśli można to ja poproszę kawę i prawdę mówiąc trochę zgłodniałem, ale nie wiem co się tutaj je, o tej porze.- 
- To co Armin.-
- Ech.. Czyli każdemu po kawie, a do jedzenia coś się wynajdzie. Zaraz ! Armin jakim cudem się rozwiązałeś ?- 
- Wybacz mi, ale jednak wiązać to ty nie potrafisz.-
-Aha... Dobrze wiedzieć...- I po cholerę był mi kurs wiązania supłów na wakacjach ?
*** 
- Kawa i coś do jedzenia ! Wedle zamówienia.- Zawołałam wchodząc do pokoju, niosąc na tacy kubki z gorącym napojem, zapieczone kromki chleba, posmarowane masłem, jakąś wędlinę, szynkę i ser, oraz dla przybyszy po talerzu expresowej pomidorówki. Ta... I wiecie jakie było me zdziwienie kiedy weszłam do pokoju ? Levi stał na łóżku i sprawdzał, czy na szafkach nie zostało trochę kurzu. Za to Armin w najlepsze przeglądał kolejną encyklopedię.
- Rivaille, spój ! W życiu nie widziałem takich zwierząt ! Ciekawe czy i w naszym świecie mogą takie żyć!-
-Mnie bardziej interesuje, czego używają do ścierania kurzy.- 
-Halo ? Nie przeszkadzam wam ?- 
-No wreszcie... Ile mam czekać ?
-Przepraszam, że się pan niecierpliwił- Syknęłam w stronę kaprala. Wpraszają się na nockę, każą sobie gotować, grzebią mi w rzeczach i jeszcze narzekają ? Kultura zobowiązuje... Nie ma to jak sarkazm. Tajna broń myślących inaczej.
- Mam nadzieje, że wam posmakuję. Ja sama podziękuję, nie jestem głodna.- Postawiłam tace na biurku i usiadłam na krześle. Rivaile sięgnął bo kubek, talerz zupy i usiadł na skraju łóżka. Za to Armin przyglądał się wszystkiemu z zaciekawieniem.
- Zapomniałam bym! Nie musisz się krępować. Tutaj mięsa jest aż za dużo. Mój tato nie rozumie, że człowiek może się żywić czymś innym, a ja osobiście nie jestem zwolenniczką mięsa i nie jem go zbyt dużo...- Chłopak wysłuchał wszystkiego z ciekawością, aż w końcu wziął talerz zupy, kanapkę i usiadł na dywanie, tuż obok mojego krzesła.
- Ta zupa jest bardzo ostra. Musiałaś użyć bardzo dużo przypraw.-
-A... No tak... Skoro sól musi być dla was cena, co dopiero z przyprawami. Wybacz, jeśli ci nie smakuję to mogę zrobić coś innego.-
- Nie ! Jest bardzo dobra, może to nawet najlepsza rzecz jaką w życiu jadłem. Po prostu zaskoczyło mnie, że jedzenia może mieć taki smak!- No tak, u nich pewnie każde danie jest strasznie mdłe. Aż mi się  szkoda zrobiło. Bo osobiście kocham przyprawione jedzenie, a moi znajomi  z pewnością nie wytrzymały by długo (czytaj paru godzin) bez np. czekolady.
-Dobra ! Fajnie, że nie umrzemy tu z głodu. Pytanie jak wrócimy do naszych czasów ?-
-Sama chciała bym to wiedzieć. Macie jakiś pomysł ?-
-Szczerze mówiąc, przybyliśmy tu przez przypadek za tobą, więc sądziłem, że będziesz najlepiej się orientować.-
-Hym... Nigdy nie słyszałam o taki przypadku. Co prawda, czasem zdarza się, że na internecie ktoś podszywa się pod jakąś postać, ale przecież nie napiszę "Hej, czy ty naprawdę jesteś z anime, czy tylko się udajesz ?". Zdesperowane nie jestem.-
- Mam pytanie. Jest dość późno, gdzie będziemy spali ?- Ta... Teraz weź im nocleg załatw.
- Ech... Nie wiedzę wyjścia. Któreś z was może spać na łóżku. Do pokoju rodziców was nie wpuszczę ! Potem mi się dostanie bo coś zepsujecie ! Mogę jeszcze przytargać materac,  a ja najwyżej zarwę nockę na szukaniu jakiegoś sposób.- Wytchnęłam i odeszłam od biurka. Zebrałam naczynia i wyszłam z pokoju.
***
-Cholera...- Jęknęłam senie i przetarłam łzawiące oczy. Może wpiszę w przeglądarce "Jak odesłać bohatera z anime, do jego świata ?". Albo zadam takie pytanie na jakiejś stronce. Ciekawe ile ludzi uzna mnie za wariata. Chwila ? Gdzie ja jestem ? Która godzina ? Przysnęłam ?
Rozejrzałam się niepewnie, ale nie siedziałam przy biurku. Ciekawe...Jeszcze nie dawno byłam przed kompem i szukałam jakiś informacji. Dlaczego więc leżę na materacu ?
- Już nie śpisz ?-  Podniosłam głowę słysząc głos i tuż przede mną pojawiła się twarz Armina. Jak oparzona odskoczyłam w tył z głośnym piskiem.
- Cococococo....CO TY ROBISZ !?-
-A...Przeprasza ! Nie chciałem cię wystraszyć ! Wczoraj zasnęłaś przy tym dziwnym urządzeniu, więc przeniosłem cię na materac.- Uf... Więc to tak  się tu znalazłam. Miło z jego strony....Zaraz...CO ?!
- A ty gdzie spałeś !?-
-Na ziemi.-
-Uf... Więc to tak. Armin jesteś tutaj gościem. To ja powinnam spać na ziemi, zresztą trzeba było mnie obudzić. Im szybciej uda mi się wam pomóc, tym lepiej.-
-Nie... Spokojnie. Naprawdę cenię twoją pomoc. Wystarczająco się dla nas poświęcasz !Zapewniłaś nam nocleg, ciepły posiłek, a my nawet nie mamy jak się odwdzięczyć. Więc, przynajmniej powinnaś sobie pozwolić na sen. Wyglądałaś naprawdę na zmęczoną i zrobiło mi się ciebie szkoda. Nie powinnaś się przemęczać.- Odwróciłam gwałtownie głowę zawstydzona.To było takie urocze... Czy on się o mnie martwi ?
-Wybacz... To dość głupie pytanie, ale jak mam się do ciebie zwracać ?-
- Co ? A no tak.. Wybacz nie przedstawiłam się... Mów mi Allegra, lub Alfa.-
- Miło mi cię poznać ! Armin Arlart !- Zawołał i wyciągnął dłoń w przyjaznym geście.
- Mi też...Mam nadzieje, że nasza dziwna znajomość potrwa jak najdłużej.- Zaśmiałam się i uścisnęłam jego dłoń.
- Hej, bachory ! Zamkniecie się, czy dalej nie dacie człowiekowi spać ?-
-Zamknij się staruchu ! Kto to widział spać do tej godziny !- Warknęłam, rzucając w stronę łóżka poduszkę. Będzie mi tu psuł taką miłą scenę... Na pewno zrobił to specjalnie ! Która właściwie jest ?
-Ech.. Już po 12 ! Trzeba wstawać ! Co chcecie na śniadanie !?-
-Zdam się na ciebie ! Twoja kuchnia naprawdę mi posmakowała !-Zawołał radośnie blondyn. Fajnie wiedzieć, że zostałam mistrzynią chińskich zupek. Obudzić się i widzieć z rana jego uśmiech. Jutro też przysnę przy kompie ! Za to Rivaille... tylko kilka razy obrócił się z jednego boku na drugi, słysząc moje pytanie.
-Najpierw coś ci pokarzę.- Powiedziałam, podchodząc do laptopa. Szybko go uruchomiłam i włączyłam ulubioną internetową grę.
-Zobacz, to ty !- Zawołałam radośnie, uśmiechając się przy tym szeroko.
- Co to jest ?-
-Gra. Pewien rodzaj rozrywki. Można na przykład opiekować się zwierzakiem, bawić się w ninja lub budować własny dom ! Ta gra ma na celu przedstawić (mniej więcej, ale raczej mniej) wasz świat. Walczy się z tytanami, jedną z trzech postaci: Mikasa, Levi i właśnie ty !- Chłopak usiadł na krześle i z ciekawością spojrzał w ekran.
- Grałam już chyba 100 razy twoją postacią i ani razu nie pozwoliłam cię zabić ! Rivaillem poległam tylko kilka razy, a Mikasą... Lepiej nie liczyć, bo ona jest raczej główną ofiarą początkujących.-
-Jak się tu walczy ?-
-Tymi klawiszami wypuszczasz linki. Spacją wystrzelasz je jednocześnie. Te służą do poruszania się. Myszką atak i nie zapomnij pilnować ilość gazu i wytrzymałości ostrzy. Co do tytanów to...- Właśnie w tym momencie pojawił się znikąd odmieniec i wskoczył na blond włosom postać z gry.
-Armin !- Pisnęłam mimowolnie, przysłaniając usta dłonią, a chłopak drgnął niespokojnie. Właśnie znienawidziłam odmieńców.
-Co w tu wyprawiacie?- Warknął ospale Levi, patrząc na nas jak na bandę oszołomów. Po chwili, podszedł do biurka i zepchnął Armina z krzesła.
-Dawaj to.- Parsknął i spojrzał na mnie wyczekująco. Gdy zrozumiałam o co mu  chodzi, objaśniałam wszystkie zasady.
-A wracając do wcześniejszego tematu, na co macie ochotę ?-
- Kawę...-
-Ja tam o nic szczególnego nie proszę. Będę naprawdę zaszczycany jeśli coś dla mnie ugotujesz.-
- Oj, przestań Armin (Bo się zarumienię). Zawsze chętnie służę pomocą (Przynajmniej tobie.)-
-Może pójdziesz już gotować, a nie będziesz się ciągle szczerzyć jak ułomna.- Drgnęłam, słysząc te słowa i spojrzałam chłodno na kaprala. Giń w męczarniach, proszę.
- Kapralu to nie było z byt miłe. Pamiętaj, że jesteśmy tu gośćmi i..-
-Spokojnie Armin. Nic się nie stało.-  Zawołałam energicznie, pierwsze co przyszło mi do głowy. Wolałam uciec od tego tematu. Kiedy kapral szykował kolejną uwagę, ja już uciekłam do kuchni.
- Allegra musiała cię naprawdę polubić...-
- Tak sądzisz ? Jest sympatyczną osobą, prawda ?-
-Ups... Właśnie cię zabiłem...- Blondyn drgnął widząc tytana, który trzymał w łapie bezgłową postać. A tym bardziej przeraziła go niewzruszony, wyraz twarzy i suchy ton Leviego.
-Kapralu... A mógł byś walczyć swoją postacią ?-
-Nie-
***
-Macie !-Krzyknęłam rzucając w chłopaków złożonymi ubraniami.
-Tobie Armin załatwiłam coś z szafy ojca. Jest mniej więcej twojego wzrostu, więc ta koszula powinna być dobra.-Armin przejrzał się białej, zapinanej na guziki koszuli oraz czarnym jeansom.
-Za to Levi...Tobie musiałam dać ciuchy kuzynka, które kiedyś zostawił. - Ciemnowłosy spojrzał na mnie z rządzą mordą, trzymając w rękach żółtą bluzkę ze Spongebob  i  krótkie, białe spodenki z olbrzymimi kieszeniami. Hahah ! Zemsta jest słodka ! Nie warz się więcej spychać Armina z krzesła!
-Dobra chłopaki ja uciekam na trening ! Nie ześwirujcie mi tu czasem, ok ?- Zawołałam wychodząc. Coś mam złe przeczucia.
***
-Jestem wykończona...- Westchnęłam susząc włosy. Nie mogłam się dziś skoncentrować podczas pływania. Ciekawe czy mój dom jest jeszcze cały.
-Trzeba dopłacić dwa złote.- Wyciągnęła z torebki monetę i podałam kasjerce. Wyszłam z budynku, dręcząc ciągle mokre włosy.
-CO !?- Pisnęłam kiedy tuż przede mną stanął Armin i Levi.
-Co wy tu robicie ?-
-No, poszliśmy za tobą i tu czekaliśmy. To miejsce jest niesamowite ! Tyle tu przestrzeni, dziwnych maszyn i olbrzymich budynków !-
-Błagam powiedzcie, że to nie prawda.-
-To nie prawda.- Warknął sarkastycznie Levi i stanął tuż pod moim nosem, bym mogła go lepiej zobaczyć.
-Właśnie widzę.-
-Co się tak gotujesz ? Ludzie się na ciebie gapią.-
-Nie! Gapią się na 34-latka, który jest niższy ode mnie i nosi bluzkę z gąbką, oraz dziewczynę, która zaraz rozwali pół miasta !-
-Proszę, tylko spokojnie. Alfa przepraszamy, ale nic się nikomu nie stało, więc nie denerwuj się.-
-A ty o co się tak wkurzasz ? Może o to, że nie ważne co zrobisz twoje zauroczeni jest jednostronne ? To cię tak bardzo irytuje ?-
-To było okrutne,wiesz ?! Zresztą, jakie zauroczenie ? Ja go po prostu lubię ! To ty sobie coś ubzdurałeś !-
-Hej kapralu przesadziłeś ! Doprowadzisz ją do płaczu !- Trochę to dziwne uczucie kiedy uspokaja nas osoba, nieświadoma, że to o niej mowa...
-Przepraszam... Nie becz bo będziesz wyglądasz jeszcze gorzej niż zwykle !-
-Teraz przesadziłeś!-
-Hej, kapralu ! Muszę się zgodzić z Alfą!-
-A według mnie, to był komplement.-
-Ostrze furii !- krzyknęłam skacząc w stronę kaprala, ale... Jak zwykle nie potrafię tego ataku i walnęłam karpiem o beton. Cholerny, krzywy chodnik.
-Nic ci nie jest !?-
-Nie...Ja tylko umarłam.-  Coś szuję, że jak jeszcze pary razy będę ryła twarzą asfalt, to zostanę zmuszona do zbierania pieniędzy na operację plastyczną.
-Możesz wstać?- Zapytał Armin wyciągając do mnie rękę.
-TaaaAAAAA! Moja kostka !- Jęknęłam, uciskając obolałe miejsce. Cholera ! Znowu !? Dzięki Aki ! Tak... Teraz też na ciebie zwalę !
-Wstawaj, a nie się wydzierasz.-
-Nie mogę !-
-Ech... Więc nie mam wyjścia-
-Nie ! Levi, nie ! Postaw mnie ! Levi, ja mam lęk wysokości ! Błagam postaw mnie na zimie !-(Kapralu pamiętasz ? Znów cię Hanji za to osądzi xD)
-Jestem od ciebie niższy i gdy cię niosę masz lęk wysokości ?-
-Tak ! Puść mnie ! Panicznie się boję gdy mnie ktoś niesie ! A co dopiero gdy robi to kurdupel ! Ja nie chcę ! Postaw mnie ! Postaw !- Załkałam, rzucając się na wszystkie strony. Nagle poczułam szarpnięcie i dziwne uczucie...spokoju ?
- Wszystko będzie dobrze, tylko nie krzycz....Proszę.-
-Skoro prosisz...- Szepnęłam oszołomiona, wpatrując się w Armina. Więc tak czuje się księżniczka niesiona przez księcia. Cóż zrobić... Że w jego ramionach czuje się tak dobrze ?
-Jakoś teraz się nie boisz.-
-Bo w przeciwieństwie do ciebie, mu ufa ! Nie jest dla mnie złośliwy !- Levi spojrzał na mnie wyraźnie niezadowolony z tych słów. Za to ja dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, co tak naprawdę powiedziałam.
-Jestem zaszczycony.- Zaśmiał się Armin, uśmiechając się do mnie.
-A ! Nie słyszałeś tego, jasne ! Nic nie słyszałeś !- Krzyknęłam spanikowana, jednak szybko przypomniałam sobie że chłopak mnie trzyma i przyległam do jego ciała.
-Spokojnie... Nie zamierzam cię puścić.- Zawołał, widząc przerażenie na mej twarz. Wpatrywałam się w jego oszałamiające, wręcz niehipnotyzujące, inteligentne oczy. Przełknęłam głośno ślinę i w odpowiedzi przytaknęłam nieśmiało głową. Jakoś nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Schowałam twarz w jego koszuli, by ukryć rumieńce na polaczkach. Błagam ! Zrobię wszystko! Zniosę wszystko !  Tylko niech mnie teraz nie zobaczy !
-Dawaj ją ! Jesteś za słabym by ją utrzymać.-
- Co to miało znaczyć ?! Że jestem ciężka !- Warknęłam, ale szybko pożałowałam, że odwróciłam wzrok. Levi wyrwał mnie z jego rąk, ale zrobił to zbyt gwałtownie i stracił równowagę, przez co oboje zlecieliśmy na ziemię.
-CO ty wyprawiasz do cholery ?!- Krzyknęłam, zrywając się gwałtownie.
-Już ci lepiej ?-
- Co ? Nie ! To znaczy... A.. Jak mnie ta noga boli.- Załkałam, licząc na to, że Armin znów zaoferuje pomoc.
-Czekaj Alfa, bo naprawdę zrobisz sobie krzywdę.-
- Zaraz ci pomogę.- Rzekł, odpychając ode mnie Armina.
-Nie ty, konusie ! Nie, Levi puść mnie ! Zaraz ! Czekaj ! Ale nie na ulicę ! Levi ! Samochód !-
***
Matko... Co się dzieje ? Gdzie ja jestem... Cholera, ale boli mnie głowa.. Hy ? Nie widzę swojej ręki... Dlaczego jest tu tak jasno ? Ja umarłam ?
- Allegra, obudziłaś się ? Zaraz ci pomogę !-
- A ! Światło ! Nie.... Wypala ! -Jęknęła, przegryzaj wargę z bólu. W końcu mój wzrok przyzwyczaił się do światła... I ujrzałam powalający uśmiech pewnego blondyna. Tak... Na pewno umarłam.. I jestem w niebie !
-Obudziła się w końcu ?- A może jednak trafiłam do piekła ?
-Au... Moja głowa.. Co się stało ?-
-Mieliście mały wypadek, na szczęście nic się wam nie stało. Levi ma parę zadrapań, a ty dostałaś gorączki. Więc położyłem cię do łóżka i zrobiłem okład.-
-Dziękuję. Pewnie jesteście głodni. Zaraz coś wam ugotuję.-
-Nie ma takiej potrzeby ! Naprawdę Alfa. Teraz powinnaś tylko i wyłącznie odpoczywać.-
-Nie, no co ty Armin. Czuję się naprawdę dobrze. Tylko mnie głowa odrobię boli, ale to zaraz prze..-
-Leż.- Powiedział Levi, przykładając dłoń do mojej głowy i dociskając ją do poduszki.
-Było tak spokojnie kiedy spałaś. Nie psuj tego.-
-Weź przestań ! Jeszcze zacznę podejrzewać, że przez ten cały czas mnie obserwowałeś. To by było straszne.-
-Ale Levi cały czas przy tobie siedział.- Poderwałam się gwałtownie słysząc te słowa.
- Jak to !?-
- No przecież mówię. Ja czasem wychodziłem by zmienić ci okład, zrobić coś do jedzenia lub poczytać książkę, ale Levi cały czas nad tobą czuwał.-
-Naprawdę ? Cóż tego się nie spodziewałam. Dziękuję.-
-Ts... To będziesz spać, czy nie ?- Kurde.... Co ja mam teraz zrobić ? Mam wyrzuty !
-Nie jestem zmęczona. Jednak coś bym zjadła. Armin, poszedł byś do kuchni po kanapki ?-
-Oczywiście !- Zawołał i wyszedł z pokoju.
-Dzięki !- Krzyknęłam jeszcze za chłopakiem i tak... W pokoju zapanowała niezręczna cisza.
- Przeszkadza ci to ?- Zapytał po-chwili Levi.
- Ale co ?-
-To, że musisz zostać ze mną ,sama.-
-Nie...Ale...No, bo...Ech..- Westchnęłam pod nosem. Co mam teraz powiedzieć ? Nie mam pojęcia co robić...
-Levi... Przepraszam.- Kapral spojrzał na mnie zaskoczony tą odpowiedzą.
-Chyba jednak trochę przesadziłam. Nie wiem za bardzo co robić. Pierwszy raz znajduje się w takiej sytuacji. Nie byłam wobec ciebie fer. Postępowałam niesprawiedliwie i żałuję. Zachowywałam się naprawdę podle wobec ciebie. Dlatego przepraszam. Chyba trochę udziela mi się presja i przestaję być sobą. Przede wszystkim nie mogę zawieść waszych oczekiwań. Ale... Chyba zbyt bardzo się różnimy, dlatego nie możemy ze sobą wytrzymać. Jednak mimo wszystko, mam wrażenie, że jesteś miłą osobą, która dba o swoich towarzyszy, ale nigdy się do tego nie przyzna. Masz naprawdę ciekawą osobowość, Levi. Cieszę się, że mogłam cię poznać. - Kapral odwrócił wzrok.
-Zamknij się.- Wycedził oschlej pod nosem.
-HAHA ! Ja też się tak robię, gdy nie wiem co mam odpowiedzieć ! Albo palnę jakąś głupotę i ucieknę. Chyba jednak istnieją czynniki, które nas do siebie upodobniają.-
-Mówił ci ktoś, że jesteś upierdliwa ?-
-Nie ! Jesteś pierwszy. No... A przynajmniej nie wprost. Chociaż pewnie wiele osób tak myśli. Za to często słyszałam, że jestem zbyt otwarta i wygadana. Ale lubię taką siebie. Tak już mam i nie przeszkadza mi to. Trzeba zaakceptować niektóre swoje cech, bo dopiero wtedy można być naprawdę sobą.-  Levi spojrzał w stronę drzwi.
-Dlaczego tak bardzo go polubiłaś ?-
- Armina ? Cóż... To dość dziwne, ale polubiłam go za to ,że nikt go nie lubi.-
-Co masz na myśli ?-
-Wiele ludzi w tym świcie, nie lubi Armina. Ma nietypowy charakter, inny sposób na przetrwanie. Nie jest silny, ale wyjątkowo inteligenty. Własnie dlatego tak bardzo się wyróżnia. Ludzie wolą silne postaci. On taki nie jest, ale mimo wyszyto zwróciłam na niego uwagę. Jest wyjątkowy i ma silną osobowość. Szkoda tylko, że nikt tak nie docenia.-
-A jak ludzie oceniają mnie, w twoim świecie ?-
-Cóż... Masz od groma fanów. Szczególnie u dziewcząt, oraz yaoistek.-
-Czego ?-
-A nic, nic ! To taki odrębny gatunek ludzi, z którym lepiej nie zaczynać.- Zapanowała cisza. Kapral spoglądał na mnie podejrzliwie, aż w końcu spuścił wzrok.
- Więc jestem popularny w tym świecie ?-
- I to jak ! Chyba każdy cię uwielbia !-
- Wiec nie mam szans.-
- Hy ? O co ci chodzi ?-
- Dlatego mnie nie lubisz ? Bo zbyt wiele ludzi się mną interesuję ?-  Chyba po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć
- Chyba coś ci się pomieszało Levi. Nigdy nie mówiłam, że cię nie lubię- Kapral spojrzał na mnie pytająco.
-Bardzo różnisz się od Armina, ale to nie oznacza, że nie należę do twoich fanek. Masz nietypowy charakter, jednak jest coś w tobie, przez co wydajesz się sympatyczny (Ale częściej straszny). Można na tobie polegać, budzisz zaufanie (jakimś cudem), a twoje oschłe spojrzenie mnie bawi. Dlaczego więc miała bym cię nie lubić ?
-Wiesz co ? Jesteś dość ...
-Allegra !- Usłyszałam spanikowany ton. Od razu rozpoznałam ten głos i błyskawicznie poderwałam się z łóżka.
-Armin !- Krzyknęłam wybiegając na korytarz. Levi ruszył za mną. Jak opętani wlecieliśmy do kuchni, jednak jedyne co rzuciło mi się w oczy to zakłopotany wyraz twarzy Armina i rozlana c herbata (Zmarnowana herbata ! ;__;!)
- Coś się stało ?- Zapytałam lekko zdziwiona. Raczej nic nie wyglądało na to by trzeba było budzić paniki.
- To.... Pojawiło się znikąd !- Spojrzałam na miejsce, które wskazuje dłonią. Posiodłam z rozbawieniem przedmiot.
- Zeszyt ?- Spytał z pogardą, jak i ze zdziwieniem.
-Nie wiem skąd się tu wziął. Położyłem na stole herbatę, a gdy się odwróciłem notes był na środku stołu, a gorący napój na ziemi.-
- Nie wiedziałam, że on gdzieś tu jest. Byłam pewna, że go zgubiłam.- Przejrzałam zapisane, kratkowane kartki. Moje rysunki z dzieciństwa, jakieś numery i notki taty, szkice budynku mamy. Przejechałam dłonią po śliskiej okładce zeszytu. Dwa małe lwiątka uśmiechały się rozbawione, posyłając mi ciekawskie spojrzenia. Wszędzie poznam ten przedmiot. Mój pierwszy zeszyt i kiedyś odwieczny towarzysz. To właśnie bazgrząc przy nim wymyślałam swoje pierwsze historyjki, zabawy lub odległe plany na przyszłość. Pamiętam jak zrobiłam mamie wyrzuty za o, że zabrała go do gabinety taty, przez co parę stron skończyły jako notatnik biurowy. Jednak jedno mnie dziwiło. Dobrze pamiętam, że zapełniłam cały zeszyt z "Króla Lwa", dlaczego więc na końcu jest tyle pustych stron.
- Allegra śpisz?- Warknął sarkastycznie Levi, przez co ocknęłam się z przedszkolnych wspomnień.
-To nic takiego ! Dajcie mi chwilkę !- Zawołałam wybiegając z kuchni. Wbiegłam na przedpokój, pośpiesznie założyłam trampki i wyleciałam na dwór. Zbiegłam po schodkach i wskoczyłam na ścieżkę prowadzącą na pomost. Sprawnie wyminęłam dwa duże owczarki, głaszcząc je przy okazji za uchem. Zawołałam łażącą za stawem białą kulkę kociego futerka. Jednak stworzenie spojrzało na mnie badawczo złotymi tęczówkami i dalej siedziało na schodkach prowadzących do stawu, obserwując z ukrycia pływajcie po nim kaczki i wynurzające się ryby. Wbiegłam na pomost, przeszłam obok stołu i usiadłam na samym skraju, pozwalając na to by nogi wsiały bezwładnie nad taflą wody. Otworzyłam zeszyt, który przez całą drogę był przyciśnięty do mojej piersi i zaczęłam przeglądać zapisane strony. Co jakiś czas poprawiałam uparty kosmyk włosów, który ubzdurał sobie, że koniecznie musi mi wpadać na oczy i dalej przeglądałam zabazgrane strony. Rozpoznałam kanciaste portrety moich rodziców, nabazgrane rozmaite zwierzaki oraz ciekawe zdanie, które wyraźnie były pisane na szybo, zacinającym się długopisem, które w połączeniu z dziecięcym pismem, wydawało się hieroglifami. Przyjrzałam się im wyraźnie, jednak nie potrafiłam zgadnąć ich znaczenia. Następna strona i kolejna, ciągle to samo. Oparłam podbródek na dłoni i zbadałam okładkę zeszytu ciekawskim spojrzeniem. Prawy róg jest przypalony, a spód wydaje się pociachany żyletką. Zapamiętałam go w lepszym stanie, dlaczego jest tak zniszczony ? Zresztą nie powinien być w biurze taty ? To dziwne uczucie niepokoju. Z tyłu jest też po bazgrany czarnym długopisem, a ja zawsze używałam niebieskiego lub czerwonego. Dlaczego tak bardzo się w to wgłębiam. Przecież to tylko zabawka z mich dziecięcych lat. Dlaczego więc odnoszę wrażenie jak by notatnik skrywał jakąś tajemnice z mojej przeszłości ? Zupełnie jak by...
-AAA !- Pisnęłam czuja delikatny dotyk na swoim nadgarstku.
-Meow ?- Mruknął biały kot, przekręcając głowę z zaciekawieniem.
- Mańku ! Wystraszyłeś mnie !- Odezwałam się nadąsany tonem w stronę kota i posłałam mu karcące spojrzenie.
-Meooow.- Mruknął czmychając mi się na kolana. Odetchnęłam z ulgą. To tylko kot. To tylko mój kot. Maniek spojrzał na mnie zdziwiony, że jeszcze mu nie odpowiedziałam.
-Tak, Meow- Miauknęłam w jego stronę, naśladując kota,  a on w odpowiedzi rozłożył się wygodnie na moich kolanach, mrucząc przy tym dumnie.
- Rany co ja z tobą mam.- Zaśmiałam się, głaszczą kota po grzbiecie.
-Nawet zwierzęta za tobą przepadają.-
-Armin ?- Spytałam zaskoczona słysząc znajomy głos. Odwróciłam głowę i dostrzegłam wchodzącego na pomost blondyna. Uśmiechnął się w odpowiedzi na mój pytający wyraz twarzy. Wskazałam dłonią, by usiadł obok mnie i przypadkiem spojrzałam w stronę domu. W oknie kuchni dostrzegłam znajomą postać, która widząc, że wpatruję się w jego stronę, szybko zniknął z pola widzenia. A Leviemu co odbija ?
- Odkryłaś coś ciekawego, Allegra ?-
-Hy ? A nie... Tak sobie przeglądam.-
- Wiesz co... Twój świat jest naprawdę wyjątkowy.- Posłałam mu pytające spojrzenie. Do czego tak naprawdę zmierza ?
- Kiedy tutaj jestem czuję się naprawdę swobodnie. Taki.... Wolny ?- Zapytał sam siebie i odetchnął z ulgą, wchłaniając świeże powietrze lasu. Położył się na pomoście, spoglądając w przepływające po niebie chmury.
-Więc tak wygląda świat bez murów ? Gdybym mógł, to najchętniej został bym tu jak najdłużej.-
- To zostań ! Ty i Levi ! Poznam was z Kaori, Kidą i Akim! Wytłumaczę jak funkcjonuje ten świat. Może znajdziecie pracę, zadomowicie się tutaj. Na pewno wiele moich przyjaciół chętnie was pozna, dlatego...- Przerwałam widząc jego spojrzenie. Miałam wrażenie, że jego oczy zarzucają mi kłamstwo. Drgnęłam odruchowi i głośno przełknęłam ślinę. Dlaczego same nie potrafię uwierzyć we własne słowa ? Dlaczego mój ton brzmi tak, jak bym robiła chłopakowi wyrzuty ?
- Allegra, dobrze wiesz, że nie możemy tu zostać.- Powiedział uśmiechając się pobłażliwie i znów spojrzał w niebo. Nie rozumiałam. Miałam wrażenie jak by się nade mną litował. Nienawidziłam tego. Tak bardzo chciałam zadać mu pewne pytanie, ale również bałam się odpowiedzi. Jednak ciekawość przezwyciężyła.
-dlaczego ?-
- Musimy wrócić. To nasz obowiązek. Jesteśmy żołnierzami.- Nie wiem czemu, ale zabolało. Zupełnie jak by coś we mnie pękło. Poderwałam się gwałtownie i miałam ogromną ochotę zdzielić chłopaka po głowie, drogocennym zeszytem. Biały kto zleciał z moich kolan i strosząc sierść parsknął w stronę Armina, zupełnie jak by obwiniał go za stracenie wygodnego miejsca do leżenia.
- Nic nie musisz, rozumiesz ?!- Warknęłam w jego stronę.
- Przecież tam są tytani ! Co jeśli zginiecie ? Nie możecie tu zostać ? Tak bardzo chcesz zginąć ? Odejść stąd ? Z miejsca które jest bezpieczne ? Nie możecie ściągnąć tu wszystkich mieszkańców ? Zadomowili by się jakoś ! Na pewno ! Zagospodarowali ziemie, lub coś ! Parzcież mogli by tu żyć,, jak każdy inny człowiek ! Dlaczego więc nie możesz zostać ? Dlaczego ty i Levi.... - Przerwałam. Chłopak przypłynął oczy, zupełni jak by przygniotła go siła moich wrzasków.
-Nie pojmuję tego.- Wyrzekłam załamanym tonem i przyklękłam przy nim. Szeroko rozszerzonymi źrenicami wpatrywałam się w drewniane deski pomostu. Tak bardzo chciałam płakać, ale nie potrafiłam. Dlaczego się do nich przywiązałam ? Dlaczego tak bardzo się martwię ? Dlaczego czuję złość ?
Poczułam delikatny dotyk futerka białego kota. Maniek otarł się grzbietem o moje plecy, zupełnie jak by chciał mnie pocieszyć. Schowałam twarz w dłoniach. Boli... Tak bardzo boli. Chłopak ma racje, a ja po prostu nie potrafię mu tego przyznać i to właśnie tak boli.
-Alfa ?- Spytał Armin. Czułam jak przykucnął obok mnie i delikatnie odgarnął kosmyki włosów z mojej twarzy. Chwycił mocno moje dłonie, odciągając je od twarzy. Spoglądał na mnie. Wpatrywał się w moje oczy, tym hipnotyzującym spojrzeniem. Uśmiechając się z żalem, jak by również czuł ból prawdy.
-Nie chcę odchodzić, ale muszę to zrobić. Ponieważ pragnę zobaczyć jak mój świat staje się taki sam jak ten. Nie uważasz, że tamci ludzie zasługują na to ? Chce by ludzkość uwolniła się od murów i tytanów. Byśmy mogli być wolni, tak jak ty tutaj. Nie potrafił bym żyć z wyrzutami sumienia.- Spuściłam wzrok. Miał rację. Od samego początku. W końcu był nadzwyczaj inteligentny. Na pewno wiedział lepiej ode mnie co jest dla niego... i Leviego, lepsze.
- Człowiek może żyć swobodnie tylko w świecie w którym się urodził. Jeśli będzie próbował tego w innym wymiarze, niż jego własny, jego ciało będzie słabnąć, a dusza obumierać. Chyba, że wcześniej umrze z powodu choroby, na którą nie był uodporniony jego organizm. Nikt nie może żyć pełnią życia poza swoim wymiarem. Wszyscy jesteśmy jedynie drobinkami wszechświata. Jednak wszechświat składa się właśnie z takich drobinek. Wszyscy jesteśmy wplątani wieli krąg życia. Każdy z nas jest iskierką na jego drodze, a gdy jedne iskry gasną, pojawiają się na ich miejsce następne. Każdy nas rodzi się z świadomym celem i w ustalonym miejscu. Każda drobniaka ma oswoją rolę do odegrania i ustalony na to czas. Wszyscy jesteśmy częścią wielkiego wszechświata i mimo tego, że tak bardzo się rożnym, stanowimy jedno.- Drgnęłam, zaskoczona własną odpowiedzą. To nie był moje słowa. To nie był mój ton. To nie mogłam być ja. Spojrzałam na równie zaskoczonego Armina.
-Skąd to wiesz ?-
-No właśnie...Skąd ?- Nagle zaczęłam sobie przypominać. Zeszyt nie powinien być w kuchni, ani w biurze ojca. Tak odległe wspomnienie. Zupełnie jak bym widziała je przez mgłę. Zapomniane książki z dzieciństwa. Mitologia, filozofia....Nie... Baśni, które ożywały w mojej głowie. Własne historie, które istniały naprawdę w moich oczach. Zapomniane, fantastyczne historie.
- Wiem !- Krzyknęłam zrywając się z miejsca. Błyskawicznie wyminęłam stół na pomoście i ruszyłam w kierunku domu. Nucąc w głowie melodię, którą bałam się od dziecka. Aż do tej chwili. Przebiegłam przez korytarz.
-Oi, Allegra !- Krzyknął za mną Levi, z którym o mało się nie zderzyłam. Wleciałam do pokoju. Przysunęłam krzesło do wysokiej szafy i spojrzałam na jej szczyt... Nie ma tam tego. Wyleciałam z pokoju, przebiegłam przez korytarz ignorując pytanie kaprala. Wyleciałam na dwór. Przeszłam do głównego wejścia w domu. Gdzie to jest ? Gdzie ? Wdrapałam się po olbrzymich drewnianych schodach. W tej części, dom wygląda zupełnie jak pałac. Wbiegłam do pokoju rozrywki. Rozejrzałam się pośpiesznie i wdrapałam po drabince na mały strych. Wskoczyłam tam, słysząc za sobą przyśpieszone kroki kaprala, jak i Armina. Przykucnęłam by wygodniej było mi się przemieszczać i podeszłam do sterty kartonów. Odepchnęłam jedno za drugiem. Nie musiałam zaglądać do środka, po prostu wiedziałam, że to nie to. Odruchowo szukałam dalej, przesuwając kolejny karton, aż....  W samym rogu pomieszczenia stał szary, podarty karton. Dostrzegłam na nim rozmazane rysunki małej dziewczynki. Przejrzałam po kolei kolejne opasłe tomy. Nawet nie pamiętam skąd je mam.
- Hej Alfa, co tam robisz ?-
-Magia domowa ? Nie- Odparłam, odrzucając kolejną książkę.
- Czego szukasz ?-
-Tego !- Zawołałam radośnie wyciągając ospałą książkę, otuloną ciemnym materiałem.
-Z tego co pamiętam to właśnie tutaj wyczytałam to tajemnicze zdanie.-
- Myślisz, że znajdziesz tutaj sposób by nas odesłać ?-
-Jasne ! Mówisz do mistrzyni teleportacji ! Jeden z moich przecz kolnych pseudonimów "Czarownica Sabrina". Dla mnie nie ma nic niemożliwego !-  Zawołałam dumnie.
-Levi ! Zostaw moje książki !-
-Rytuał ognia ? Serio ?- Zapytał z pogardą, jak by ta książka miała być głupim żartem w mojej kolekcji.
- Uwierz,  nie chcesz wiedzieć jak skończyłam przez ta książkę.-  Zapanowała cisza. Levi chyba był bardzo zainteresowany tamtymi wydarzeniami. Wpatrywał się swoim przenikliwym spojrzeniem w moje tęczówki, jak by chciał z nich wyczytać stare wspomnienia. Ile rzeczy poszło z dymem przez ta książkę ? Tak ludzie... To właśnie przez to ścięłam włosy po komunii. Ale odrosły ! Buhhahah !
- Zamieszasz to wszystko przeczytać przez całą noc ?- Zapytał zaskoczony Armin
- Oczywiście, że nie. Starczą mi trzy godziny.-
-Przecież to nie możliwe !-
-Nie dla Sabriny !- Pseudonim numer 142 z 2648 możliwych.
-Nie powinnaś się tak przemęczać.- Czując jak pieką mnie policzki, zanurzyłam pospiesznie nos w pierwszej lepszej stronie.
-Ta-taaa...Dlatego powinnam już zacząć czytać ! Nie zmęczę się, nie martw się !- Powiedziałam "Nie martw się", a jeśli on się wcale nie martwi ? Matko co ja zrobiłam ! Palnęłam taka głupotę. Schowaj mnie książko ! Błagam, schowaj przed jego spojrzeniem.
-W takim razie zrobię dla ciebie herbatę.- Jakie to miłe !
- Dziękuję Armin, ale nie trzeba. Idź na dół i naszykuj się do podróży. O mnie nie ma co się martwić, dam radę.- AAA ! Znowu to zrobiłam ! Znowu ! Niech to cholera !
-Skoro tak mówisz. Miłej pracy, jak się zmęczysz to wystarczy, że mnie zawołasz.- Odetchnęłam z ulgą  słysząc jak schodzi po schodach. Zarumieniona, zaczęłam przeglądać wstęp książki.
-Oi, Alfa-
-Iiii !- Pisnęłam wystraszona, zrywając się z miejsca. Co nie skończyło się za dobrze. Z głośnym hukiem uderzyłam głową w sufit i upadłam plackiem na ziemie. Ile gwiazd jest na de mną ! Jedna gwiazda, druga gwiazdka, trzecia, ale taka mała, że jak pół. Twarz kaprala, czwarta gwiazda. Twarz kaprala ? Aaa !
- A ! Hage8aywflqu21r1 ! (Co oznaczy ? O.o To że jestem dziwna !) Cocococococo ! CO tu robisz !- Wybełkotałam coś przestraszona, targając włosy by jakoś odreagować zaskoczenie.
- Siedziałem tu i patrzyłem na inne głupoty, które trzymasz w pudle.-
-Trryy... Idź sobie ! Boję się ciebie !- Pisnęłam speszona, cała czerwona i jednocześnie oszołomiona porządnym rąbnięciem w głowę. Wsadziłam nos między strony udając, że czytam. Kapral podkradł się za moje plecy i spojrzał, przez ramę na stronice książki.
-Trzymasz ją na odwrót.-
-A !- Pisnęłam znów przerażona (Stanowczo za dużo emocji, jak na jeden dzień) i poderwałam się z miejsca. Jednak nie uderzyłam o sufit, kapral złapał mnie za koszulkę i pociągnął gwałtownie w dół bym uniknęła zderzenia z sufitem. Mimo tego i tak mocno uderzyłam plecami o ziemie.
-Uuuu...Cholera jak boli !- Jęknęłam, skręcając się z bólu.
- Wyjaśnisz mi łaskawie, co wyprawiasz ?-
-He ?-
- Jak chcesz się nas pozbyć, skoro czytasz książkę do góry nogami ?-  Wyrwałam gwałtownie lekturę z jego dłoni.
- Nie znasz się ! Tak się teraz czyta książki !-
-Chyba w godzinę jedną stronę.-
-Przestaniesz mi dokuczać ? Idź podręcz kogoś swojego wzrostu (Bo ja jestem wyższa ! Buhaha ! Nokaut!) Armin nigdy by mi czegoś takiego nie powiedział.- Naburmuszona i zła odwróciłam książkę i zaczęłam czytać pierwsze zdania. Zapanowała cisza. Ja skupiona, jak i zła, próbowałam się rozluźnić, a Levi wyraźnie nad czymś myślał.
 -Nie powinnaś się przemęczać-No i wymyślił ! Armina będzie mi tu udawał !
- Wcale się nie męczę ! To ma być wyzwanie ?!-
***
-Wreszcie jesteście ! Levi gdzie byłeś ?-
-Postanowił przeszkadzać mi w czytaniu.-
-Po prostu stwierdziłem, że lepiej nie zostawiać jej samej.-
-Ale się dobraliście.-
-Cococococo !? Nie ! Nienienienie ! Bo on jest zły ! Chce mnie zabić spojrzeniom i.... Ja się go boję !- Załkałam, cała czerwona, chowając się za blondyna.
-Coś się stało ?-
-Chyba źle zrozumiała twoje słowa.-
~pięć minut później~

-Ehem...A więc, z tego co wyczytałam to osoby które znalazły się poza swoim wymiarem i przeniosły się do innego, znikają pierwszej nocy od pojawienia. Mogą też przejść przez silny wstrząs, szoku lub umierając w obcym wymiarze. No jeśli użyjemy teorii snu, to możemy założyć, że za każdym razem nasz umysł wędruje między przestrzenią. Tak właśnie się u was znalazła, wróciłam z powodu doznanego szoku i osłabienia, a w przyszliście za mną.  Najprawdopodobniej wrócicie dziś w nocy, kiedy zaśniecie. Według mojej analizy, by przedłużyć pobyt wystarczy... Nie spać, a przynajmniej nie w nocy. Gdy od waszego pobytu minie 24 godziny, a jesteście pogrążeni we śnie, wracacie do siebie. Jeśli nie, wrócicie następnej nocy. Jeśli to nie wypali...-
-To są też inne sposoby.- Warknął Levi i groźnie spojrzał na Armina. Bez trudu podniósł odkurzać, którym ostatniej nocy ogłuszyłam chłopaka i zaczął niebezpiecznie zbliżać się do blondyna.
-E..to... Kapralu ?-
-Bez zabijania !- Krzyknęłam stając między nim, a Arminem. Levi w końcu odłożył odkurzacz na miejsce, ale Armin dalej, na wszelki wypadek, czuwał w pozycji obronnej.
-Na czym to ja ? Ach tak. A więc, jeśli to nie wypali, to możemy również wyważyć eliksir ,który pozwala na przemieszczanie się między światami. W płynie zamieszczasz cząsteczkę z świata w którym chcesz się znaleźć. Czyli liść, czyjś włos lub inną zabawkę.... Levi widzę jak na niego patrzysz ! Przestań zabijać Armina wzrokiem !- Masz ci cholera... Teraz upatrzył sobie mnie na ofiarę. Straszno-wredny kapral.
 -Po wypiciu płyn rozbija cię na cząsteczki przenosi cię w inny wymiar, tam składa z powrotem. Doświadczeni ludzie mogą obejść się bez cząsteczki z innego świata i kontrolować to umysłem. Co, powiedzmy szczerze, jest dziwne i z pewnością ponad moje możliwości ( A kiedyś byłam taka pewna siebie). Wrócicie do siebie i koniec. Więcej się nie zobaczymy.-
- Ta.... Szkoda.-
-Będziemy za tobą tęsknić Allegra.-
-Ja też, ale żyje się dalej ? Miałeś racje. Wasze miejsce jest gdzie indziej i tam jesteście potrzebni. Nie mogę was zatrzymać. A ja będę tkwić tu i pisać opowiadania.- Żałosne opowiadania, ale tego im nie wspomnę. Nie chcę wyjść na ofiarę losu.
-Szybko się do was przywiązałam. Szkoda, że nasza znajomość trwała tylko 24 godziny. Miło było mi was poznać i kto wie... Może do następnego razu, co ? A teraz spać !- Kapral podszedł do łóżka, chyba nie był zadowolony z tego, że mu się rozkazuje. Nim się obejrzałam Armin leżał na materacu... Chwila... GDZIE JA MAM SPAĆ ?!
-Nieważne- Machnęłam obojętnie ręką i podeszłam do biurka. Zapaliłam lampkę, tak by nie przeszkadzała gościom, a sam wzięłam pierwszą lepszą książkę z półki (Dlaczego jak biorę pierwszą lepszą książkę to jest to horror ?) i zaczęłam ją czytać.  Skąd wiedziałam, że nie będę mogła zasnąć ?
-Śpicie ?-
-Nie...-
- Chcice coś porobić ?- Zapytałam spoglądając na nich. Było już późno, no ale trochę głupio, że nasze ostatnie chwile są takie....No właśnie...Puste ?
-Masz jakiś pomysł Allegra?-
-Możemy pograć w gry planszowe. Albo lepiej ! Poukładać puzzle-
- Spasuję.- Odrzekł bezbarwnym tonem i zaczął obracać się z jednego boku na drugi. (Ciekawe dlaczego kapralu xD)
- Masz jakiś inny pomysł, Alfa ?-
- Niestety , ale lepiej idźcie już spać. Kto wie, może będziecie zmęczeni tą całą "podróżą". -
-Będziemy cię pamiętać ?-
-Nie mam pojęcia. Nawet nie wiem, czy ja będę was pamiętać. Przekonamy się rano.-
-Przestaniecie wreszcie gadać ? Jak człowiek ma tu zasnąć ?-
- Oj kapralu, nie złość się. Wiem, że będziesz tęsknić za koszulką mojego kuzyna.-  Zaśmiałam się, uśmiechając się triumfalnie. Kto mi zabroni się z nim trochę podroczyć na pożegnanie ? Wreszcie cały stres zniknął, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nareszcie czułam się swobodnie.
- Ciekawe co nam się przyśni.-
- Pewnie jakiś koszmar z Alfą. Idź spać !- Mimo woli... Uśmiechnęłam się pod nosem. To była naprawdę dziwna przygoda ! Długo jeszcze nie mogłam się skupić. Przeczytane zdania zdawały się nie mieć znaczenia, ani sensu. Z trudem próbował czytać ciągle dalszy, jednak nic nie rozumiałam. W głowie były tylko wspomnienia. Te wszystkie dziwne zdarzenia, wydarzyły się w ciągu jednego dnia ? Nie wiem ile nad tym wszystkim myślałam. Nim się zorientowałam, sen zaszedł mnie od tyłu i mocno uderzył  w tył głowy. Właśnie tak to się skończyło.
***
Otworzyłam senne oczy i jak zawsze zakatowały mnie jasne promienie słońca. Ziewnęłam pod nosem i przeciągnęłam się wygodnie.
-Zaraz gdzie ja jestem ?- Rozejrzałam się dookoła. To nie było burko, lecz materac i nie trudno mi zgadnąć, czyja to sprawka.
- Ech... Armin... Uparty jesteś, wiesz ?- Zaśmiałam się pod nosem, odrzucając kołdrę na bok. Już miałam iść do kuchni, gdy na mojej drodze stanął... Kubek ? Podniosłam przedmiot wypełniony po brzegi gorącym płynem, a na jego boku dostrzegłam karteczkę.
" Tak powinna smakować prawdziwa kawa. Podpisano: Kapral  Rivaiile"
Ta... Jakie to miłe. Obaj musieli dopiąć swego, co ? Kiedy oni zdążyli zaparzyć kawę i przenieść mnie na materac ? Musiało niedawno zniknąć, skoro kawa jest jeszcze ciepła. Wzięłam łyk rozgrzanego napoju, ale...
-Pf...! Łe..... Mega gorzkie. Chyba przez tydzień nie pozbędę się tego okrutnego smaku z ust. Czego on tu dolał ? Tego się pić nie da!- Omińmy fakt, że sparzyłam sobie język. Chyba właśnie zrozumiałam dlaczego to ktoś zawsze parzy kapralowi kawę i to wcale nie przez wysoki status. Matko... Z moją kawą musiał być wręcz rozwieszony i dlatego jej nie krytykował. Ech.... Żeby na koniec mi taki numer zrobić ? On serca nie ma? A już pomyślałam, że to jakiś miły gest z jego strony. Podniosłam się z materaca i przeszłam przez korytarz. Nareszcie wszystko wraca do normy. Matko.... Mogłam wsiąść autografy dla znajomych, albo co.... Stop ! Co to był ? Czy tuż przed moim nosem.....Przeleciał but ?!
- Co do cholery !- Spojrzałam wystraszona w stronę kuchni. E....
- Dzień dobry, Allegra !- Zawołał radośnie Armin, machając mi na powitanie.
-Oi, co się tak gapisz jak ułomna ?- Ułomna, powiadasz ? Chyba taka jestem. Albo mam zwidy. Wiem ja śpię... Bo przecież to nie możliwe. Sasha grzebie w lodówce, za to Conny bawi się jakimś szklanymi rzeczami. Erwin wygodnie siedział obok kaprala i przyglądał się wszystkiemu z rozbawieniem. Jean i Eren kłócili się gdzieś w koncie, a Mikasa ich uspokajała. Christa rozmawiała z Ymir, a Hanji, jak zawsze narwana. Skakała podekscytowana z jednego miejsca na drugie, krzycząc co chwila z zachwytu.
-A-aaaa.... ale.... JAK ?-
- Wspominałaś o tym eliksirze prawda ? Spisałem jego skład kiedy spałaś.-
- Co ?-
- Ogłuchłaś, czy zdurniałaś do reszty smarkulo ? Przecież ci właśnie wszystko wyjaśnił.- Chwila... Więc mój dom stał się miejscem na imprezki zwiadowców ? Rozwalone naczynia, hałasy z rana, pusta lodówka, wypita kawa i herbata. W dodatku zostałam z samego rana otruta ! No chyba kurna nie ! To miał być normalny spokojny dzień.... A nie....... Jak to nazwać ? Nie ważne... Nagle mam ochotę ich wszystkich ukatrupić. Nawet Armina... Nie wiem jakim cudem, ale chyba zaraz wytłukę wszystkich po kolei,a  na końcu jego... No chyba, że żądza mordy minie..... Nie no ja chyba zaraz oszaleję.
- Tęskniliśmy Alfa, a wszyscy chcieli się poznać, więc...-
- Nie mydlić mi tu oczy....- Powiedziałam oschle, posyłając im ostrzegawcze spojrzenie.
- Jeśli zaraz nie ogarniecie tego zamieszania i nie znikniecie mi z oczu, to ostrzegam.... Pójdę po kosiarkę i nie ręczę za siebie.- W przeciwnym razie skończę w wariatkowie !
A resztę dopowiedzcie sobie sami ;p

~*~
To zdecydowanie najdziwniejsza rzecz jaką napisała. Mój kuzyn miał ubaw jak wyrywałam sobie włosy nad tym one-shotem i nawet narysował mnie, Leviego i Armina. Potem na końcu wstawię jego obrazek jak mi Aki zeskanuje. I co ja mam jeszcze powiedzieć ? Gdybym mogła chodzić skoczyła bym teraz z mostu. Nie wiem jak nazwać to co napisałam. Obstawiam, że setka ludzi mnie teraz ukatrupi ( Z kapralem na czele). Więc się usprawiedliwię. To wszystko wina Róży !
I tak pominęłam wiele rzeczy jak: Upity Kapral, nauka tańca nowoczesnego, włam Armina i Leviego na mój fecebook. Itd. A zakończenie ? Pewnie to oni mnie zabili, ale co tam....Nie miałam lepszego pomysłu ! Wszystkie były mega dziwne ! No...Mogłam ich jeszcze zabić, ale błaga... Levi na luzie by mnie powalił, a Armin... ? Ja zabijam Armina ? Ta... W koszmarach chyba. Bardziej bym cierpiała niż on ! Mojego obrazka też nie ma...Potem go gdzieś wcisnę na blogu
Ps. Czyżby moja najkrótsza notatka od autora ? o.O 
Ps. x2 Już 10 osób śledzi tego bloga ! Jakim cudem ja się pytam ?!

piątek, 2 sierpnia 2013

One-shot by Allegra Alfa.


Gatunek: Karna historia dla Miki ;p Nic więcej nie powiem !
Paring/Postać: RivaHan (LevixZoe)
Historia z dedykacją dla Miki ! Mam nadzieję, że to ci wybije z głowy głupie pomysły !
One-shot ma dwie części ! (By Mika zrozumiała jak się czułam gdy przeczytałam scenę we śnie.)


Uwaga ! Za wszystko wińcie Mike lub Bakusia ! Dlaczego ? Tak... Ja wszystko wymyśliłam, ale Bakuś mnie podpuszczał, a to Mika złożyła zamówienie !

"Kłamcy" cz.2

-Kyaa! Jak tu pięknie !- Zawołała Zoe, rozglądając się po mieście. Wszystkie budynki były udekorowane łańcuchami i kwiatami. W oknach stały zapalone świece. Dookoła unosił się zapach pieczeni, owoców i kadzidła. Na straganach, porozwieszane były kolorowe wstążki. Dzieci przebiegały się po uliczkach, wykrzykując hasła dzisiejszego festiwalu i bawiły się kolorowymi flagami. Wystrojone kobiety, mężczyźni w odświętnych strojach. Wszyscy z uśmiechem przechadzali się po uliczkach. Młodzież grała w najróżniejsze gry, a na chodnikach był narysowane najróżniejsze obrazy. Do tego wszystkiego, wszędzie dało się usłyszeć radosny śpiew orkiestr.
Tak to wszystko wyglądało z perspektywy Zoe, a Rivaillego ? Przetłoczone chodniki. Niepotrzebne ozdóbki na budynkach. Rozdeptane owoce na chodnikach. Irytujące bachory latające z jednego miejsca, na drugie. Ciężki i duszący zapach tytoniu, oraz wycie podpitych żołnierzy, którzy z trudem starali się odśpiewać jedną z ludowych pieśni, opierając się o ściany jakiegoś budynku, popijając wino. Bo jedno z nich widziało same zalety, a drugie tylko wady.
-Hanji !- Usłyszała za plecami znajomy głos.
-Erick !- Wykrzyczała radośnie i podbiegła do brązowowłosego mężczyzny. Był mniej więcej jej wzrostu. Miał przydługie brązowe włosy, złote oczy i nosił okulary.
-Z lata się nie widzieliśmy ! Co u ciebie słychać ?- 
-Hanji, kim jest ten facet ?- Zapytał oschle Levi, podchodząc do roześmianej dwójki.
- Zoe, nie mówi mi, że on.... Haha ! Jak widzę wysoko sobie stawiasz poprzeczkę jeśli chodzi o mężczyzn !- Zaśmiał się nie jaki Erick. Kapral cudem powstrzymał się od zadania ciosu. W końcu był dziś bez munduru i jednocześnie tracił większość przywieli, bo przyszedł tu jako obywatel, nie zwiadowca. Wyjaśnianie całej sprawy mogło by tylko przetworzyć mu i Zoe kłopotów.
- Jesteś złośliwy ! To jest mój towarzysz, kapral Rivaille.- Nasz bohater wyciągnął rękę do brązowowłosego okularnika.
-Zwiadowca Levi, miło mi.- Powiedział bezuczuciowym tonem.
-  Jestem Erick, kuzyn Hanji.- Zawołał okularnik. Rzeczywiście ! Byli do siebie całkiem podobni.
- Erick, wiesz może gdzie jest teatr kukiełek ?- Zapytała z podekscytowaniem Zoe.
- Teatr kukiełek ?- Powtórzył po niej z poradą.
- Tak ! Co nam szkodzi zobaczyć ?- 
- Łatwo go znaleźć. Trzeba iść do końca tej ulicy i skręcić w lewo.Dalej powinniście dać sobie radę, ale jeśli chcecie mogę się z wami przejść.-
-Nie dziękuję.- 
- Jasne ! W gronie zawsze raźniej !- Zawołała Hanji, ale i tak nie czekając na nich, ruszyła według wskazówek Ericka.
-Jak ty z nią wytrzymujesz ?- Zaśmiał się okularnik.
- Jest jeszcze bardziej narwana niż zapamiętałem.-
-Jakoś daję radę.- 
- Musi ci naprawdę na niej zależeć, skoro potrafisz to wszystko znosić.- 
- Co masz na myśli ?-
-Nawet ja nie potrafię długo wytrzymać w towarzystwie Zoe, a przecież jesteśmy rodziną. Nigdy bym nie pomyślał, że znajdzie się ktoś kto w pełni zaakceptuje jej nietypowe zachowanie. Zwłaszcza, że ten ktoś będzie takim gburem.- 
-Może mam to jeszcze potraktować jako komplement ?- 
- Haha...Wybacz... Ja i Zoe mamy jednak jedną wspólną cechę. Zawsze mówimy to co chcemy, nie licząc się z konsekwencjami. Ale cieszy mnie fakt, że znalazła w wojsku dobrych towarzyszy.- 
-Każdy ma wady, ale to nie oznacza, że od razu trzeba przez to kogoś przekreślać. Ona też musi znosić moje zachowanie.-
- Chyba masz rację... Rivaille... Mogę mieć do ciebie prośbę ?- 
- O co chodzi ?- 
- Zaopiekuj się nią... Ta dziewczyna lubi pakować się w kłopoty.- Zapanowała cisza.
- Nie musisz prosić i bez twojej zgody bym to zrobił.- 
-Haha ! Jesteś strasznie sztywny, wiesz ?- 
- A ty, o dziwo masz jeszcze całe okulary.- 
- Przepraszam ! Przepraszam ! Nie zabijaj mnie ! Haha! Hej ! Levi, miał byś coś przeciwko temu, bym na trochę ukradł ci Zoe ?-
*****
- I gdzie ta wariatka? Zabrał ją ten krzykacz i od tamtej pory nie dali znaku życia.- Wycedził Rivaille, tupiąc ze złością butem. Tyle mu nagadała o tym balu dla żołnierzy, a teraz znika ? Przecież, za chwile się spóźnią ! W dodatku, ten garnitur nie należy do najwygodniejszych rzeczy.
-Spokojnie Rivaille, przecież prędzej czy później się znajdą.- Uspokoił go Erwin. Oboje mieli czekać na Zoe i jej kuzyna w ustalonym miejscu. Jednak ci spóźniają się już dobre półgodziny.
- Hej !- Usłyszeli za sobą radosny krzyk. W ich stronę szedł Eric z... jakąś kobietą u boku.
-Dalej uważam, że to nie jest dobry pomysł.- Powiedziała nieznajoma. Miała na sobie czarne buty na obcasie. Długą niebiesko-czarną suknie do ziemi. Na dole, materiał sukienki rozchodził się na boki, odsłaniając smukłe nogi kobiety. Góra, przypominała kształtem czarny gorset. Rękawy ozdobne delikatnymi falbanami. Włosy spięte miała w wysoki, delikatnie rozczochrany kok, a przy nim wpięty był biały kwiat.
-Kim pani jest ?- Zaśmiał się Erwin, chociaż doskonale znał odpowiedź. Za to Rivaille stał oniemiały. W końcu Zoe w sukni to nie najczęstszy widok.
- Coś się stało Levi ?-
- Gdzie masz okulary ?- 
-Ha ! Nie tym razem ! Dziś stawiamy na soczewki !- Zaśmiał się Erick.
- Jesteś strasznie wysoka.-
- W końcu założyłam 7cm obcas. Przeszkadza ci to ?-
-Nie za bardzo..-
- Nie słuchaj gbura Zoe ! Wyglądasz świetnie! A teraz idź tam i wszystkich onieśmielaj !- 
-Pf... Sam jesteś gburem. - Warknął i chwycił Zoe za rękę.
- Przez was jesteśmy cholernie spóźnieni.-
****
-Niesamowite ! Jak tutaj pięknie !- Krzyknęła z podekscytowaniem Hanji, wpatrując się w przepiękny, ręcznie malowany sufit i szklany żyrandol.
-Może być.- Powiedział ze znudzeniem, popijając szampana.
-Hej, Levi ! Zatańcz ze mną !- Zawołała radośnie i wyciągnęła do niego rękę.
-Dlaczego niby mam to zrobić ?- 
-No weź... Wszyscy tańczą !- 
-Przykro mi, ja nie umiem tańczyć.
-W takim razie cię nauczę !- Zawołała radośnie i chwyciła go za nadgarstek.
- Nie odpuścisz, prawda ?- 
-A jak myślisz ?- Zaśmiała się głośno, ale nagle ktoś niespodziewanie zaszedł ją od tyłu.
- Jeśli chcesz to ja z tobą zatańczę.- Uśmiechnął się do niej wysoki blondyn.
-Naprawdę się zgodzisz, Erwin ?- Zawołała radośnie i już miała podać mu rękę, kiedy Rivaille czmychnął jej pod nosem. Sykałą coś ze złością, sam do siebie  i chwycił gwałtownie dłoń dziewczyny.
-Odbijamy.- Warknął, zanim Erwin zdążył w ogóle dotknąć dziewczyny. Mocno ścisnął dłoń brązowowłosej i pociągnął ją na parkiet.
-Co tak nagle zmieniłeś plany ?- Zaśmiała się Zoe. Kołysząc się delikatnie do rytmu melodii.
- Tak jakoś.-Powiedział Levi, obejmując niepewnie partnerkę w pasie i odprowadził podejrzliwym wzrokiem zadowolonego Erwina.
- Źle to robisz Levi.- Zaśmiała się Zoe. Położyła my dłoń do policzka i odwróciła jego głowę.
-W tańcu, musisz obserwować swoja partnerkę. Nie odwracaj wzroku.- Zawołała, uśmiechając się szeroko.
-I nie trzymaj mnie tak lekko w pasie, bo jeszcze ci ucieknę.- 
- Naprawdę myślisz, że ci na to pozwolę ? Może i mam krótkie nogi, ale jeśli będzie trzeba to cię dogonię.-
- Założymy się ?- Zaśmiała się wyzywająco, ale w odpowiedzi kapral przyciągnął ją mocno do siebie.
- Nie dam ci nawet okazji spróbować.- 
-Skoro tak... Czas nauczyć kaprala tańczyć !- Zaśmiała się i wyciągnęła do niego dłoń.
-Chyba nie mam wyjścia.- Jęknął, odwracając głowę i ścisnął mocno jej dłoń. Ona w odpowiedzi położyła palec na jego podbródku, dając mu znak by podniósł spojrzenie.
-Nie spuszczaj ze mnie wzorku.- Uśmiechnęła się, tak słodko, tak niewinnie...jak jeszcze nigdy.
-Skoro prosisz...- 
***
(Parę tygodni później...)
-Kyaa! Już nie mogę się doczekać ! Muszę sprawdzić, czy nowa teoria jest prawdziwa ! Dziś nie będę się oszczędzać !- Krzyknęła radośnie Zoe, wiercąc się z podekscytowania na koniu. Ile można jeszcze podnosić bramę ?
- Jesteś dziś bardziej narwana niż zwykle.- Warknął kapral, podjeżdżając do towarzyszki.
-Dziwisz mi się? Jestem gotowa na wszystko !- Zaśmiała się radośnie.
- Już współczuje tytanom.-
-Levi.. Mogę mieć do ciebie prośbę ?-
-O co chodzi ?- 
-Jeśli przyjdzie taka potrzeba... Nie ratuj mnie.-
-Jak możesz prosić o coś takiego ?!- 
-Źle mnie zrozumiałeś... Będziemy w innych grupach, więc i tak nie będziesz mógł mi przyjść z pomocą. Jednak.. Jeśli zobaczyć czerwoną flarę na niebie, wystrzeloną przez moją grupę... Proszę, nie odwracaj się. Popędź konia i jedź dalej. Bo twoje miejsce jest gdzieś indziej. Gdzieś indziej ,będziesz bardziej potrzebny.-
- Wiec chcesz bym to zignorował i po prostu jechał dalej przed siebie ? Głupia..- 
- Właśnie o to proszę.- Wyszeptała i podjechała bliżej.
-Bez względu na odległość, zawsze będziemy się wspierać. To jest wojsko Levi, a ty jesteś kapralem. Musisz stać na czele u boku Erwina. Tutaj nie ma miejsca na uczucia. Jednak... Jeśli mi obiecujesz, to przysięgam, że nie dam się zabić.-  Wyciągnęła w jego stronę dłoń, uśmiechając się przy tym promienie.
-Obiecaj mi...-
**
- Co tej wariatce dziś odbiło ?- Spytał kapral.
- Pamiętasz może pewnego żołnierza, który uratował podczas misji rannego ptaka ?- 
-Ten który miał pseudonim "Gołąb" ?-
-Tak... Pamiętasz co się z nim stało ? Był młodym niedoświadczonym zwiadowcą. Ale kochał patki nad życie. Gdy wróciliśmy do kwatery opiekował się nim całymi dniami, a gdy ptak wyzdrowiał, chciał go wypuści. Jednak zwierze zawsze do niego wracało, zawsze przy nim było. Aż podczas pewnej misji, żołnierza ścigał odmieniec. Kiedy już wszyscy myśleli, że zostanie rozdeptany, ptak zaatakował tytana. Kiedy odwrócił jego uwagę, żołnierz mógł uciec. Potem znalazł ciało martwego ptaka i pochował go. A jego przyjaciele przynieśli kwiaty na grób ptasiego towarzysza.- 
- Co to ma wspólnego z Zoe ?- 
- Oboje chcecie się chronić. Jedno dla drugiego skoczy w ogień. Jednak, żadne z was nie chce śmierci tego drugiego. Dlatego walczycie z całych sił. By nie zadać sobie wzajemnie bólu. Jednak jak długo to potrwa ? Które z was stanie się ptakiem z opowieści ?- 
- Jesteś pesymistą Erwinie. Jednak w jednym masz racje.- 
- Oświecisz mnie ?- 
-Nie chcę by Zoe coś się stało. Jednak ona pewnie myśli tak samo. Nie wiem kiedy może przyjść po nas śmierć, a mimo tego... Nigdy nie powiedziałem co do niej czuję.-
-Kiedyś na pewno pojawi się do tego okazja.- 
-Obyś miał rację.- Wyszeptała i ścisnął w dłoni mały przedmiot. Drobne okulary... Które Zoe dała mu w obawie, że zniszczy je podczas walki.
- Kapralu ! Czerwona flara na horyzoncie !- Gwałtownie podniósł głowę i spojrzał na niebo.
- Na wschodnim skrzydle pojawił się niebezpieczny odmieniec !- 
- Pogońcie konie i nie niszczcie szyku ! Nie możemy pozwolić by przedostał się do środka formacji !- Krzyknął Erwin i pogalopował jako pierwszy.
- Rivaille ruszaj !- Rozkazał.
" Tutaj nie ma miejsca na uczucia"
-Zoe... TAM BYŁA ZOE !- Krzyknął.
-RIVAILLE ! WRACAJ !-
-TO CO, MAM JĄ TAM ZOSTAWIĆ ? CO JEŚLI TYTAN PRZEDRZE SIĘ DO JEJ ODDZIAŁU ?!- W powietrzu pojawiła się kolejna czerwona flara.
-RIVAILLE, CHODŹ RAZ POSŁUCHAJ I ZRÓB TO O CO CIĘ PROSIŁA ! JESTEŚ POTRZEBNY TUTAJ !- 
-A JEŚLI ONA TAM ZGINIE !?- Zapanowała cisza...
- Dowódco...- Zapytał niepewnie jeden z żołnierzy.
- Jedźcie dalej, zaraz was dogonię.- Żołnierze posłusznie wykonali rozkaz, a dwaj przyjaciela stali w ciszy.
- Dlaczego chcesz to zrobić ?-
- Co masz na myśli ?- 
-Dlaczego chcesz jak głupi lecieć tam, gdzie nie powinieneś ?- 
- Po prostu muszę...- Zapanowała cisza i w tym momencie dało się słyszeć tylko szum wiatru i dźwięk wystrzelanej flary.
- Jak dowódca, każę ci ruszyć z wyznaczonym oddziałem. By prowadzić pozostałych żołnierzy. Inaczej czeka cię kara za niesubordynację... Ale... Jako przyjaciel... Leć do niej, inaczej i tak nie będziesz mógł się skupić na walce.- 
- Jestem wdzięczny. Przyjmę potem każdą karę !- Krzyknął i pogonił konia.
- Tylko sam nie daj się czasem zabić !- Zapanował cisza. Pewien żołnierz podjechał do Erwina.
-Dowódco, nasz oddział jest już daleko z przodu.- 
- Tonny, prawda ? Leć za nim. Nie wiadomo co go tam spotka.-
*
(Ja.... Przepraszam !) 

Wysoki brunet popędził konia. Dostrzegł rozkładające się cała tytanów. Wszędzie unosiła się para. Ziemia splamiona krwią. Porozrywane ludzie ciała, martwe konie... Wszystko...
- Ha... Bardzo śmieszne... Myślisz, że się na to nabiorę, głupia ?- Usłyszał głos i dostrzegł zarys postaci. Podjechał bliżej. Za chmarą pary... Na poplamionej ziemi, klęczał niski mężczyzna o czarnych włosach. Leżało przy nim poharatane ciało, pewnej brązowowłosej dziewczyny.
- Znów się ubrudziłaś, głupia okularnico.- Zaśmiał się i przejechał dłonią po zakrwawionym policzku dziewczyny. Zdjął delikatnie pęknięte gogle i nałożył na jej nos, drobne okulary.
- Moim zdanie to własnie taka jesteś najpiękniejsza. Nie w sukni, nie w pięknie upiętych włosach... Tylko w okularach, z rozczochraną kitką. To właśnie taką cie pokochałem...- 
"HA ! Już wiem ! Przypomniała mi się pewna historia !" 
Usłyszał w głowie radosny głos dziewczyny i delikatnie pochylił się do ciała.
"Historia ?"
Złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Czuł słodki smak jej warga, zmieszany z gorzkim posmakiem krwi.
"Tak ! A raczej nie historia, ale bajka ! Opowiadała ona o księżniczce..."
Odsunął się powali od martwo ciała. Tym razem pocałunek był inny, niż wcześniejsze. Nie wyczuł jej oddechu. Radości płynącej z tego gestu.
" Aż w końcu pojawił się książę z bajki i jego pocałunek obudził królewnę!"
Wpatrywał się z wyczekiwaniem w zimną twarz kobiety. Chwila ! Czy to możliwe, że jej powieki lekko drgnęły ? Nie.. Ty tylko złudzenie. Głupia wyobraźnia płata mu figla i gar na emocjach.
- Naprawdę myślisz, że dam się nabrać na te twoje sztuczki ?- Warknął, jego ciało zaczęło gwałtownie drgać ze wściekłości.
- Zbyt dobrze cię znam Zoe ! NIE UDAWAJ ! MNIE NIE OKŁAMIESZ ! WSTAŃ !-
" Levi ! Mój księciu !
 Hanji ! Pość mnie ! Jesteś niezrównoważona !"
"Ludzie nie umierają przez ciebie ! Jak już, to dla ciebie ! Dla wszystkich zwiadowców ! "
"Levi... Jak myślisz dlaczego tytani to robią ? "
"Mogę zdradzić ci sekret ? Ja.. Nie nawiedzę zwiadowców."
Tysiące myśli pojawiło się teraz w jego głowie. Wypomnienia nie dawały mu spokoju. Cały czas... Słyszał jej głos.
- CHOLERA ! CO TY ODPIERDALASZ ! WSTAŃ ! WSTAŃ, DO CHOLERY !-
-Kapralu...- Szepnął brunet.
-NIE DOTYKAJ MNIE!-
"Jestem tu bo są ludzie, których chcę chronić"
 Zoe...
"Rivaille ! "
Zoe...
"Kiedy ja wolę spędzać czas z tobą "
Zoe...
"Kto powiedział, że będziesz sam ?"
To nie mogło się stać... Nie mogło od tak po prostu zniknąć. Jak to ? Już nigdy nie przyjdzie jej obudzić, gdy przyśnie na biurku ? Nigdy nie potarga mu włosów, nie zniszczy chusty ? Już nigdy nie nazwie go "karzełkiem". Nie zaśmieje się na słowa "Głupia okularnica"....
"Jeśli przyjdzie taka potrzeba... Nie ratuj mnie. "
Jak to...? Co on ma teraz zrobić ?
"Przeszkadza ci to ?
Nie za bardzo.."
To już nigdy się nie powtórzy ?
"Hej, Levi ! Zatańcz ze mną ! "
Ona od tak po prostu zniknie ? 
"Rivialle !"
Dlaczego ? 
- CHOLERA ! GŁUPIA ! WSTAŃ ! NIGDY CI TEGO NIE WYBACZĘ ! WSTAŃ ! TO JEST  ROZKAZ, SŁYSZYSZ ? ROZKAZ ! WSTAŃ! Proszę...-
"Nie spuszczaj ze mnie wzorku. "
-Hanji... Proszę...Nie zostawiaj mnie...- Załkał, zaciskając zęby. Ściskał mocno jej dłoń. Co ma teraz powiedzieć ? Co ma zrobić ? Dlaczego ? Tyle razy wyciągała do niego ręce, by go pocieszyć. Zawsze otwarcie go witała. A teraz... Już nigdy tego nie zrobi? Podniósł delikatnie jej dłoń i ucałował ją.
- Tym razem to właśnie pocałunek sprawi, że zaśniesz.- Dotknął ostatni raz jej twarzy. Zacisnął jej dłoń w pięść i ułożył na piersi. W postawie żołnierza, który właśnie składa przysięgę.
- Żegnaj, podpułkowniku Hanji Zoe. Moja irytująca księżniczko.- Pochylił się do jej ucha i szepnął niespokojnie "Śpij dobrze". Drgał. Nie panował nad ciałem. Z trudem wstał, ściskając w dłoni pęknięte gogle.
- Dziękuję za wszystko. Nigdy cię nie zapomną.- Załkał, a samotna łza spłynęła po jego policzku. Odwrócił się i ruszył w stronę konia. Wszędzie para... Wszędzie krew...
- Wiesz co Hanji ? Tym razem to ja wyszyłem na głupca.... Bo dopiero gdy cię straciłem, zdałem sobie sprawę, jaka jesteś dla mnie cenna.- Wyszeptał i odwrócił się na chwilę. By ostatni raz spojrzeć na ciało ukochanej.
- Jednak oboje jesteśmy kłamcami. Żadne z nas nie potrafiło dotrzymać obietnicy. Mimo wszystko... Nigdy nie będę żałować naszych wspólnych chwil !-Uśmiechnął się delikatnie w jej stronę, a łzy kapały na jego mundur. Wsiadł na konia i pośpiesznie go popędził. Chciał być teraz sam... Jak najdalej od całego świata... Ściskał w dłoni gogle pewnej brązowowłosej dziewczyny.
"Bez względu na odległość, zawsze będziemy się wspierać."
-Tak... Wiem o tym... Dzięki temu nigdy cię nie strącie.-
Właśnie przypomniał sobie ich rozmowę na temat wojska. To jak bardzo Hanji nienawidziła zwiadowców. Jak bardzo chciała bronić bliskie jej osoby i te słowa, które wypowiedział pod jej drzwiami, na pożegnanie.
" Dziękuje Zoe."
~*~

Ja nie mam nic do powiedzenia. Teraz pewnie wszyscy wiedzą dlaczego wymyśliłam "emulać" (emować i przymulać) Chciało mi się płakać podczas tworzenia fabuły i naprawdę nie znoszę siebie za to. Ale... Musiałam to zrobić. MIKA ! Nie cierp jak ja ! Bo tworzenie tego było zbyt okrutne! Pamiętaj o świętym przykazaniu "Nie zabijaj", a jak już to nie Zoe lub Leviego ! Wiem, ze jesteśmy siostrzanymi sadystkami, ale są granice. Wygląda na to, że sadysta tez ma serce... Wszystkich bardzo za to przepraszam :_: Nie zabijajcie!
~**~



One-shot by Allegra Alfa.

Gatunek: Karna historia dla Miki ;p Nic więcej nie powiem !
Paring/Postać: RivaHan (LevixZoe)
Historia z dedykacją dla Miki ! Mam nadzieję, że to ci wybije z głowy głupie pomysły !
One-shot ma dwie części ! (By Mika zrozumiała jak się czułam gdy przeczytałam scenę we śnie.)


Uwaga ! Za wszystko wińcie Mike lub Bakusia ! Dlaczego ? Tak... Ja wszystko wymyśliłam, ale Bakuś mnie podpuszczał, a to Mika złożyła zamówienie !

"Kłamcy" cz.1
Pewna brązowowłosa dziewczyna przysnęła na kanapie, otoczona przez stertę papierów i książek. Drgnęła lekko i napięła mięśnie. Powoli podniosła ciężkie powieki i rozejrzała się po pokoju. Bez zmian. Ziewnęła głośno i przetarła senne oczy.
-Długo masz zamiar się wylegiwać ?!- Warknął z poirytowaniem niski mężczyzna, wychylając się do niej za oparcia kanapy.
-Co ?- Spytała ospale, wpatrując się tępo w kaprala.
- Głupia !- Zdzielił dziewczynę książką po głowie.
- Ten twój Seweryn już trzy razy pytał, czy podpułkownik Zoe jeszcze śpi !- Powiedział, siadając obok wpółprzytomnej dziewczyny.
- A czego Seweryn chciał ?- 
- Bo ja wiem.- Wzruszył ramionami i wziął pierwszą lepszą kartkę.
- Skąd mam wiedzieć co tej "mendzie" łazi po głowie?- Powiedział obojętnie, przeglądając kolejne zapiski dziewczyny.
-Naprawdę musisz go nie znosić. Co on ci takiego zrobił ?- Spytała z rozbawieniem Zoe, wiedząc jak wściekły kapral zasłania się przed nią kratką papieru.
- Nie lubię go i tyle.- 
- Rivaille... Czy ty jesteś zazdrosny ?- Parsknęła śmiechem. Sama nie wierzyła w to co mówi.
- Co ty bredzisz, głupia okularnico ?- Zapytał z poirytowaniem.
-No wiesz....Mam podejrzenia ! Jak inaczej wytłumaczysz powód, dlaczego mnie nie obudziłeś ?- 
- Bo ciebie nie da się obudzić- Parsknął bez namysłu.
- Niewierze !- 
- Setki razy próbowałem cię obudzić, na różne sposoby, ale po paru nie udanych próbach dałem sobie spokój. Uwierz mi, miałem sporo czasu by się o tym przekonać i próbowałem już wszystkich możliwych sposobów. Oblewania wodą, wkładania chusteczek do ucha, łaskotek, hałasu, układania książek na głowie. Chyba z 1000 razy wcierałem ci krem w twarz, lub ściągałem z łóżka, bądź kanapy.- Powiedział bezbarwnym tonem, nieodrywająca wzroku od kartek.
- Ha! Jak widać, obudź można mnie, tylko pocałunkiem!- Zawołała bez namysłu. Wstała powoli z kanapy i sięgnęła po leżącą niedaleko szklankę z wodą.
-Tego też próbowałem...- Powiedział odrobinę ciszej, a Zoe na dźwięk tych słów wypluła napój, która jeszcze przed chwilą znajdowała się w jej ustach.
- Że co proszę !?- Krzyknęła z przerażeniem, odskakując jak najdalej od kaprala. Za to Levi spojrzał na dziewczynę odrobinę zmieszany. Najwyraźniej nie spodziewał się, że dziewczyna usłysz jego wypowiedź.
- I nic mi o tym nie powiedziałeś ?!- 
- A co miałem mówić ? Było to wieczorem, kiedy znowu zasnęłaś na biurku. Miałem dość rzucania w ciebie książkami, więc po prostu podeszłe i stało się... O dziwo ten sposób zawsze na ciebie działa.- 
- Ale jak to "zawsze" ?- 
- Było to dość dawno, ale o ile dobrze pamiętam to się wtedy obudziłaś. Sądziłem, że to przypadek, więc gdy miałem okazję spróbowałem znowu. Zamiast ciągnąć cię za włosy, postanowiłem sprawdzić czy ta metoda naprawdę działa. I rzeczywiście się obudziłaś. Później już nie używałem tego sposobu.- 
- No wiesz co ? I nic mi o tym nie powiedziałeś ? Przecież to jest molestowanie !- Wykrzyczała, nadymając policzki jak małe dziecko.
- Może właśnie dlatego, nic nie mówiłem ?- Zapytał sarkastycznie.
- Lepiej coś zjedz, zanim pójdziesz do tego swojego blondaska. Znając twoje szczęście, powinno być jeszcze ciepłe.- Warknął, wskazując dłonią talerz, który stał na biurku dziewczyny i wrócił do lektury.
-Hym....Jedno nie daje mi spokoju.- Powiedziała, sięgając po tosta.
- Dlaczego właśnie pocałunek ?- Dotknęła dłonią warg. Mimo wszystko, nie potrafiła sobie wyobrazić swojego pocałunku z Levim.
- Też chciał bym wiedzieć.-  Zapanowała cisza. On z irytacją przeglądał kolejne historie o tytanach, a ona pożerała już drugiego tosta, rozmyślając o tej dziwnej sytuacji. Chyba pierwszy raz było między nimi...tak...sztywno...
-HA ! Już wiem !- Krzyknęła podekscytowana zrywając się z miejsca, a Levi spojrzał na nią jak na dziwadło.
-Przypomniała mi się pewna historia !- 
-Historia ?-
-Tak ! A raczej nie historia, ale bajka ! Opowiadała ona o księżniczce, która zapadła w tysiącletni sen ! Jej podani próbowali różnych sposobów, by ją obudzić, ale nie udało im się. Aż w końcu pojawił się książę z bajki i jego pocałunek obudził królewnę! Okazało się, że są sobie przeznaczeni i żyli długo i szczęśliwe !-
- Co ty za brednie opowiadasz ?- Parsknął Rivaille, zanurzając nos w książce.
- Levi ! Mój księciu !- Zawołała roześmiana dziewczyna i podbiegła do niego, rzucając mu się na szyję.
- Hanji ! Puść mnie ! Jesteś niezrównoważona !- Warknął z irytacją, próbując odepchnąć od siebie brązowowłosą.
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim zachciało ci się mnie całować! Potraktuj to jako karę, za te wszystkie uderzenia w głowę!-
- Jak widzę, ciągle jest ci ich mało !- 
- Sam powiedziałeś, że jesteśmy sobie przeznaczeni !- 
- To ty to powiedziałaś ! Masz szczęście, że w miarę toleruję twoje zachowanie !- 
- Oczywiście ! Większość ludzi na moim miejscu już dawno by zginęła przez uduszenie !- Zaśmiał się, widząc jego minę. W końcu darował sobie i spojrzał na nią złowrogo, a ona podniosła wzrok. Wpatrywała się w jego tęczówki, szeroko się przy tym uśmiechając. Widząc jak kapral poddaje się, (bo chyba doszedł do wniosku, że dziś już się od niej nie odczepi) objęła go jeszcze mocniej.
- Nie pościsz, prawda ?- Zapytał znudzonym tonem.
- NIE!- Krzyknęła z podekscytowaniem. Każdy, kto to by teraz zobaczył tą scenkę,  uznał by ich za całkowite przeciwieństwa. Jednak... W końcu tacy byli i to ich naprawdę łączyło. Że są od siebie, aż tak bardzo różni.
- W końcu jestem twoją księżniczką ! Już nigdy nie puszcze mojego księcia.- 
- Na świecie nie ma chyba nikogo tak upierdliwego jak ty...- Warknął i rozczochrał włosy dziewczyny. Ona w odpowiedzi zaśmiała się cicho i oparła głowę o jego tors, a Levi sięgnął po książkę, która podczas niespodziewanego ataku dziewczyny, wypadła mu z ręki. I tak siedzieli w ciszy. Ona wtulona w jego ciało, on pogrążony w lekturze. Jednak, oboje nie chcieli przerwać tej sielanki. Dla nich ta chwila mogła trwać wiecznie. Jednak, niestety...
- Hanji ?- Zapytał wysoki blondyn, wchodząc do pokoju i uśmiechnął się szeroko.
-Widzę, że dobrze się bawicie.- Zaśmiał się Erwin, widząc nietypowe wydarzenie.
- Właśnie zostałam irytującą księżniczką kaprala Leviego !- Zaśmiała się i automatycznie przysłoniła dłońmi głowę, licząc się z tym, że pewnie zaraz jej książę zada cios książką.
- Cicho siedź !- Wycedził przez zęby, ale tym razem nie uderzył jej. Po prostu zaczął szukać zdania, na którym przerwał lekturę. Zupełnie jakby cała ta sprawa, najmniej go interesowała.
- Wybaczcie, że wam przerwę. Hanji, Seweryn cię szuka.- 
-Cholera ! Na śmierć zapomniałam !- Krzyknęła i zerwała się gwałtownie z kanapy.
- Żebyś czasem, głowy nie zapomniała.- Parsknął z irytacją, bezradnie szukając zdania na którym skończył czytać. Hanji zignorowała jego słowa. Pośpiesznie nałożyła buty, kurtkę założyła tylko na jedno ramie, włożyła do ust ostatniego tosta i wyleciała w pośpiechu z pokoju, machając wszystkim na pożegnanie.  Kapral odłożył ze złością książkę. Przecież i tak pewnie nie znajdzie momentu, na którym skończył. Spojrzał ostatni raz na miejsce, w którym niedawno leżała roześmiana Zoe, a potem na stojącego przed nim, rozbawionego Erwina.
- Brakuje ci twojej księżniczki ?- 
- Że co proszę ?!- 
**
Kolejny nudny dzień w kwaterze minął i zapadła noc. Jednak własnie tak, przez jakiś czas będzie wyglądać ich życie. Na następną misję nie pojadą zbyt szybko, a treningi zostały odwołane. Dlatego właśnie, tak bardzo mu się nudziło.  Jednak był pewien, że nuda nie będzie długo mu doskwierać. Bo właśnie wszedł na "Niebezpieczną strefę", czyli miejsce gdzie najczęściej grasuje Zoe.
- Mam cię !- Usłyszał za sobą i od razu wiedział co go czeka. Ta sytuacja była już rytuałem tego korytarza.  Zawsze wieczorem, gdy Levi szedł pozmywać naczynia po kolacji, Hanji wyłaziła z swojej "nory" (pokoju), by wreszcie coś zjeść. Bo jak zwykle, zasiedziała się nad notatkami i zapominała o kolacji. Więc jak zawsze, gdy zauważyła przechodzącego kaprala, wyskakiwała za jakiegoś rogu i rzucała mu się na szyję. Za to on, niewzruszony, szedł dalej z uwieszoną dziewczyną na plecach. Weszli do kuchni. Hanji w końcu oderwała się od mężczyzny i usiadła przy stoliku. Wzięła do rąk kubek z letnią kawą, bo jak to mówią "głupi ma szczęście" i jeszcze nigdy nie natrafiła na zimną kawę. Nie liczmy faktu, że dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę, że pewien "ktoś" przyczyniał się zawsze do jej "szczęścia" i po prostu dolewał czasem do kubka wrzątku lub robił nowy napój. Jednak, nie wiedzieć czemu chciała zachować ten sekret dla siebie.
- Przez co tym razem zapomniałaś o kolacji ?- Zapytał kapral, zbierając naczynia ze stołu.
- Rozmyślałam nad teorią, która nie daje mi spokoju.- Odpowiedziała, sięgając do koszyka z chlebem. Wzięła kawałek bułki i oderwała z niej mały kawałek. Zaczęła zgniatać go w palcach i formować w drobną kulkę.
- Nikt ci nie mówił, że nie wolno bawić się jedzeniem ? To zły nawyk.- Warknął Levi, wycierając mokre naczynia, a ona milczała. Wpatrzona w kawałek chleba, bawiła się nim, ciągle dręcząc się pewną myślą.
- Levi...- Szepnęła w końcu niepewnie.
-Jakie znaczenie ma dla ciebie chleb ?- Kapral spojrzał na nią zaskoczony tym pytaniem.
-Co to ma być za głupota?-Zapytał. Tym razem jego ton nie był tak oschły jak zawsze. W głębi serca zmartwiła go nagła zmiana zachowania u dziewczyny. W dodatku jej oczy... Zdawały się być takie pusta. Brakowało mu w nich tych iskierek entuzjazmu i ciekawości. Zupełnie, jak by na chwilę stała się kimś innym.
- Trudno odpowiedzieć na to pytanie, prawda ? To zabawne, jaką cenę ma chleb. Dla ludzi mieszkających na ulicach. Którzy ciągle głodują, chleb jest niczym skarb. Za to dla szlachty, jest to po prostu niepotrzebny drobiazg. Rekruci mają ograniczone dawki pożywienia. Więc pewnie każdy z nich, doceni najdrobniejszą kromkę chleba. Żandarmeria ma go pod dostatkiem,  nie musi się tym martwić. Straż, często dokarmia głodujących, wiec chleb jest pewnie jednym z wielu pokarmów, które rozdają potrzebującym. Czym jest chleb dla nas ? Dla zwiadowców ?- Rivaille podszedł do niej. Wiedział, że za tą nudną przemową dziewczyna próbuje tylko ukryć żale, który panuje w jej sercu.  Chwycił gwałtownie bułkę, która leżała na stole i siła wcisnął do ust dziewczyny.
-Pf....! Co ty wyprawiasz ?- Krzyknęła Zoe, wypluwając kawałki chleba, które cudem pogryzła.
- Chcesz bym się udusiła ? Naprawdę.. Zginać przez chleb ? Już wolę paść w walce, niż umierać przez taką drobnostkę !- Zawołała, a kapral przyklęknął obok niej.
- Zaczynasz chyba mylić fakty, Hanji. Chleb jest dla nas pożywieniem i sposobem na przeżycie. To, że czujesz głód jest czymś naturalnym. Jemy by żyć, walczymy by przetrwać. Dla mnie ten chleb jest darem od ludzi, których bronimy, walcząc za murem. Jeśli nie zamierzasz tego jeść, to idź spać ! Musisz być naprawdę zmęczona by gadać takie głupoty !- Dziewczyna spojrzała na zgnieciony kawałek chleba, który miała w dłoni i pośpiesznie włożyła go do ust. Rivaille widząc jej gest, spuścił głowę i uśmiechnął się pod nosem, tak by dziewczyna tego nie zobaczyła. Nie wiedzieć czemu uradował go fakt, że jego słowa wpłynęły na dziewczynę.
-Levi...- Szepnęła Zoe, pochylając się w jego stronę. Kapral podniosły głowę, dopiero teraz przypomniał sobie, że ciągle kuca przy jej krześle. Zachwiał się i położył dłoń na jej kolanie, by czasem się nie przewrócić.  Znajdował się teraz tak blisko niej. Tak blisko jej twarzy.
- Levi...- Wyszeptała po raz kolejny Zoe.
- Wydajesz się teraz jeszcze niższy niż zwykle ! W dodatku ta białą chusta na twojej głowie ! Wyglądasz jak mały, słodki, p....- Urwała i przetarła obolały tył głowy.
-...pedancik-Dokończyła. Znów dostała po głowę, jednak sama musiała przyznać, że zasłużenie. Ale cóż zrobić ? Uwielbiała te momenty, kiedy mogła się z nim od tak po prostu podroczyć. Kapral wstał gwałtownie z miejsca i wrócił do roboty. Chwycił szmatkę i tak jak wcześniej, zaczął wycierać talerze. Jednak tym razem uśmiechał się kpiąco, lub może wyzywająco. Tak właśnie wyglądał prawdziwy uśmiech Leviego. Bo musiał to przyznać. Jego również rozbawiła, mała utarczka z dziewczyną.
-To co cię tak naprawdę trapi ?- Zapytał po chwili, chociaż doskonale wiedział, że nie powinien. W końcu udało mu się poprawić jej humor, ale musiał wiedzieć, co dręczyło dziewczynę.
- Był pewien człowiek...- Powiedziała i z obojętnym wzrokiem zaczęła śledzić, jak resztki kawy spływają z jednego boku kubka, na drugi. Kapral drgnął na dźwięk tej wypowiedzi. Poczuł dziwne napięcie, które wywołały słowa dziewczyny.
-Czy ten człowiek był ci drogi...?- Spytał po minucie ciszy. Nie chciał się odwrócić. Nie chciał zoabczyć jej twarzy.  Obawiał się tego co odpowie. Z niepokojem trzymał talerz w rękach i czekał na odpowiedź dziewczyny.
- Nie...- Wyszeptała w końcu, a on... Wrócił spokojnie do swojego zajęcie. O dziwo... Ulżyło mu...
- Był po porostu żołnierzem, który pomagał w eksperymentach. Jednak, staram się być jak najlepszym dowódcą. Więc chciałam poznać jak najlepiej nowych ludzi, którzy mieli mi towarzyszyć podczas misji. Jednym z nich, był właśnie on. Wyjątkowo interesował go przebieg moich badań. Potrafiliśmy całe noce spędzić na rozmowach na temat tytanów. Dzień przed wyprawą wyznał mi, że wyjątkowo boi się śmierci. Przeczytała w aktach, że niedawno oświadczył się pewnej młodej kobiecie, która spodziewa się z nim dziecka. Zazdrościłam mu...Zazdrościłam tego, że może założyć rodzinę... tego, że może o tym pomyśleć i szukać w tym wsparcia. Ja nie mam takiej szansy, więc chciałam życzyć mu jak najlepiej. Był nowicjuszem, więc strasznie się o niego martwiłam. Obserwowałam go podczas misji, ale... Gdy dostrzegłam jak rzucił się na niego tytan, automatycznie ruszyłam by mu pomóc. I mimo, że nie przybyłam najszybciej jak mogłam...Mimo, że nie marnowałam gazu....On zginął. Nie zdążyłam udzielić mu pomocy i po prostu się wykrwawił. Czułam żal... Ale, nie potrafiłam poczuć nienawiści. Katy Mavis, Luis Worter, Ron Tomson oraz Bernard Marco. Pamiętam imiona i nazwiska wszystkich, którzy mi wtedy towarzyszyli, a nie potrafię sobie przypomnieć imienia tego jednego żołnierza ! Nie mogłam napisać listu do jego narzeczonej, nie mogłam odnaleźć jego akt, ani nie mogę odszukać grobu... Własnie z tej drobnej przyczyny ! Nie dość, że nie mogłam go wtedy uratować, to jeszcze nie mogę nic dla niego teraz zrobić ! Nic ! Zupełnie nic ! Bo  jestem na tyle głupia, że nie mogę sobie przypomnieć jego imienia ! W dodatku...- Przerwała. Nie rozumiała tego. Dlaczego nie mogła nic więcej powiedzieć ?
- Przestań...- Usłyszała przy uchu. Im bardziej się szarpała, tym mocniej kapral przyciskał dłoń do jej ust. W końcu, poddała się. Przymknęła oczy i rozluźniła mięśnie. Siłą nic tu nie wskóra, bo Levi jest równie uparty co ona.
- Nie jesteś taka.... Myślisz, że ja pamiętam imiona ludzi, którzy prze zemnie zginęli ? Takich rzeczy po prostu nie chce się pamiętać. Jednak prędzej czy później wszystko sobie przypomnisz. Musisz dać sobie czas...- Wyszeptał i odsunął się od dziewczyny. Już miał zamiar wyjść z pomieszczenia, ale coś go zatrzymało.  Spojrzał na nią. Zmęczona Zoe wpatrywała się w ziemię. Z każdą sekundą coraz mocniej zaciskała dłoń na jego rękawie.
- Kłamiesz...- Wyszeptała, a po jej policzku spłynęła łza. Kapral już miał zaprzeczyć, ale dziewczyna gwałtownie poderwała się z miejsca.
- Ludzie nie umierają przez ciebie ! Jak już to dla ciebie ! Dla wszystkich zwiadowców ! Dla dobra obywateli ! Dla lepszej przyszłości ! Nie możesz tak mówić. Nie obrażaj tych ludzi. Przecież oni wciąż walczą... Po to by dodać nam sił...Założę się, że śmieć na polu bitwy była dla nich największym zaszczytem. Dla mnie, był by to zaszczyt. Umrzeć za to w co się wierzy...To najlepsza śmierć z możliwych!- Zawołała, dość wesołym, jak na te słowa, tonem. Ruszyła pośpiesznie w kierunku drzwi, ciągnąc go za sobą. Puściła jego rękaw dopiero na korytarzu, gdy przechodził w przejściu i miał akurat idealną okazję by potargać mu włosy. Zaśmiała się głośno, gdy kapral skarcił ją za to spojrzeniem. Szli w ciszy...razem... przez ciemny korytarz.
- Levi... Jak myślisz dlaczego tytani to robią ?- 
- Mnie pytasz ? To ty tu jesteś od spraw tytanów.- 
- Co jeśli robię to, bo uważają nas za zagrożenie ? Czułam ból, widząc śmierć moich towarzyszy. Czy tytani, również mogę coś takiego poczuć ?-
- Gdy tytan pożera żołnierza, on jest dla niego tylko człowiekiem. Gdy żołnierz zabija tytana, on jest dla nim tylko martwym ciałem. Nieważne, czy czują, czy myślą. Są dla nas zagorzeniem. Spełniamy jedynie swój obowiązek. Wolę zabić wroga, niż by zabito mi towarzysza.- 
-Hym... Chyba masz rację.... Levi mogę zdradzić ci sekret ?- Zapytała dziewczyna posyłając mu pytające spojrzenie, on w odpowiedzi tylko wpatrywał się w nią wyczekująco.
- Ja... Nienawidzę zwiadowców... Nienawidzę wojska, tych wszystkich murów i całego tego zamieszania. Szukam innego rozwiązania, bo nie chcę dalej zabijać. Nie chcę widzieć krwi na moich dłoniach. Gdy zabijam tytana i myślę, że może przez to cierpieć, czuję ból. Nienawidzę wojska... Bo zdarza się, że muszę zabicia człowieka. Gdy ktoś straci zdrowy rozsądek podczas misji, stanowi zagrożenie. Moim obowiązkiem jest go zabić. Wtedy po portu wyciągam broń i strzelam. Nienawidzę tego...- Zapanowała cisza. Oboje znali ten ból. Jednak byli żołnierzami. W wojski nie można podważać rozkazów. Zawsze, ponad wszystko, trzeba stawiać na pierwszym miejscu obowiązki. Tu nie ma miejsca na uczucia.
- Ale... Jestem tu i nie żałuję. Jestem tu bo są ludzie, których chcę chronić. Bo wierzę, że jest szansa na zmiany. Dlatego... Nie zawaham się, jeśli będę musiała zabić tytana. Strzelę, jeśli będę musiała i zrobię to z własnej woli ! Nikt mnie do tego nie zmusza ! Nie traktuję tego jako obowiązku, jest to moja własna decyzja. I dopóki mam nadzieję, dupku żyją ludzie, których muszę chronić... Będę dalej bez wahania pociągać za spust. Dalej ,będę rzucać się w wir walki i zabijać kolejnych tytanów... Bo wierzę...że to co robimy jest słuszne. Dlatego... Poniosę każdą cenę by tego bronić.- Dalej szli w ciszy. Hanji zatrzymała się przed drzwiami swojego pokoju. Zawołała coś wesołego na przegniatanie i zaczęła poprawiać przywiązaną do szyi, chustę kaprala. Która po jej poprawkach, wyglądała jeszcze gorzej niż wcześniej. Widząc to co zrobiła, szybko krzyknęła ze śmiechem jakieś usprawiedliwienie i wleciała do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Nie zareagował. Stał w ciszy. Wpatrywał się w ziemię. Nie wiedzieć czemu...czuł...ulgę ? Przyłożył dłoń do czoła i odgarnął grzywkę wpadająca na jego oczy. Spojrzał na drzwi.
- Dziękuje Zoe.- Wyszeptał na pożegnanie.
*
- Rivaille !- Usłyszał za sobą krzyk. Zoe ? O tej porze ? Niemożliwe ! A, jednak ! Kapral odwrócił się gwałtownie, jednak nim się zorientował, brązowowłosa już była w jego ramionach. Oboje upadli na ziemię, a Erwin tylko przyglądał się temu całemu zajściu.
-Słabą równowagę masz na tych swoich krótkich nóżkach!- Zaśmiała się Zoe.
- Co tak z rana ?- Zapytał zdezorientowany, odpychając od siebie dziewczynę.
-Zapomniałeś ? Mówiłam ci wczoraj, że już się od ciebie nie odkleję !- 
- Powiedz mi coś czego nie wiem.- 
-Nudzi mi się...-
- Wiec idź się pobaw z tytanami !- 
-Kiedy ja wolę spędzać czas z tobą, niż z nimi !-
- Co masz na myśli ?- 
-Chodźmy na festiwal !- 
- Co ?- 
- Erwin mi opowiadał, że dostał zaproszenia na bal ! Są również i dla nas ! A rano jest festiwal w mieście ! Chcę go zobaczyć!- Rivaill spojrzał na Erwina wzrokiem w stylu "Musiałeś jej o tym powiedzieć ?".
- Odmawiam.- 
- Levi ! Okrutny jesteś, wiesz ?- 
- Wybacz mi, głupia okularnico. Nie mam zamiaru szwendać się po przetłoczonych ulicach !- 
- Kto powiedział, że będziesz sam ? Poszwendasz się ze mną !-  Kapral już miał zaprzeczyć, ale dziewczyna złapała go za chustę i pociągnęła w swoją stronę. Spoglądała prostu w jego tęczówki, pewnym i stanowczy spojrzeniem.
- Pójdziesz ze mną, czy ci się to podoba, czy nie. Jesteś za krótki w  nogi, by przed mną uciec.- 
- Jednak potem nie miej do mnie pretensji...- 
- Jestem pewna, że będzie fantastycznie !- 
- Łażenie po przetłoczonym mieście... Naprawdę świetnie...-
- Prawda ?! Nie martw się !- Zawoła kładąc dłoń w pociesznym geście, na jego głowie.
- Będę pilnować, byś nie zgubił się w tłumie !-
~*~
Koniec... Tak, nie skończy się na jednej części ;p Ale to one-shot karny, więc jest trochę inny. Chciałam zrobić dłuższy wątek z postaciami, byście się do nich bardziej przywiązali i więcej o nich poczytać. Ta... Levi jak nie Levi, Zoe jak nie Zoe, ale ok xD To one-shot dla Miki, więc się nie czepiać ! A wiem, że ona lubi wciskać to czego ludzie się nie spodziewają xD Wiem, bo u niej Rivaille właśnie przechodzi załamanie i płacze po nocach ;_: Ale ja się zemszczę za to i za sen ! Tylko czekaj !

Cześć druga : Klik !