Czytasz -> Skomentuj -> Motywuj !

piątek, 2 sierpnia 2013

One-shot by Allegra Alfa.


Gatunek: Karna historia dla Miki ;p Nic więcej nie powiem !
Paring/Postać: RivaHan (LevixZoe)
Historia z dedykacją dla Miki ! Mam nadzieję, że to ci wybije z głowy głupie pomysły !
One-shot ma dwie części ! (By Mika zrozumiała jak się czułam gdy przeczytałam scenę we śnie.)


Uwaga ! Za wszystko wińcie Mike lub Bakusia ! Dlaczego ? Tak... Ja wszystko wymyśliłam, ale Bakuś mnie podpuszczał, a to Mika złożyła zamówienie !

"Kłamcy" cz.2

-Kyaa! Jak tu pięknie !- Zawołała Zoe, rozglądając się po mieście. Wszystkie budynki były udekorowane łańcuchami i kwiatami. W oknach stały zapalone świece. Dookoła unosił się zapach pieczeni, owoców i kadzidła. Na straganach, porozwieszane były kolorowe wstążki. Dzieci przebiegały się po uliczkach, wykrzykując hasła dzisiejszego festiwalu i bawiły się kolorowymi flagami. Wystrojone kobiety, mężczyźni w odświętnych strojach. Wszyscy z uśmiechem przechadzali się po uliczkach. Młodzież grała w najróżniejsze gry, a na chodnikach był narysowane najróżniejsze obrazy. Do tego wszystkiego, wszędzie dało się usłyszeć radosny śpiew orkiestr.
Tak to wszystko wyglądało z perspektywy Zoe, a Rivaillego ? Przetłoczone chodniki. Niepotrzebne ozdóbki na budynkach. Rozdeptane owoce na chodnikach. Irytujące bachory latające z jednego miejsca, na drugie. Ciężki i duszący zapach tytoniu, oraz wycie podpitych żołnierzy, którzy z trudem starali się odśpiewać jedną z ludowych pieśni, opierając się o ściany jakiegoś budynku, popijając wino. Bo jedno z nich widziało same zalety, a drugie tylko wady.
-Hanji !- Usłyszała za plecami znajomy głos.
-Erick !- Wykrzyczała radośnie i podbiegła do brązowowłosego mężczyzny. Był mniej więcej jej wzrostu. Miał przydługie brązowe włosy, złote oczy i nosił okulary.
-Z lata się nie widzieliśmy ! Co u ciebie słychać ?- 
-Hanji, kim jest ten facet ?- Zapytał oschle Levi, podchodząc do roześmianej dwójki.
- Zoe, nie mówi mi, że on.... Haha ! Jak widzę wysoko sobie stawiasz poprzeczkę jeśli chodzi o mężczyzn !- Zaśmiał się nie jaki Erick. Kapral cudem powstrzymał się od zadania ciosu. W końcu był dziś bez munduru i jednocześnie tracił większość przywieli, bo przyszedł tu jako obywatel, nie zwiadowca. Wyjaśnianie całej sprawy mogło by tylko przetworzyć mu i Zoe kłopotów.
- Jesteś złośliwy ! To jest mój towarzysz, kapral Rivaille.- Nasz bohater wyciągnął rękę do brązowowłosego okularnika.
-Zwiadowca Levi, miło mi.- Powiedział bezuczuciowym tonem.
-  Jestem Erick, kuzyn Hanji.- Zawołał okularnik. Rzeczywiście ! Byli do siebie całkiem podobni.
- Erick, wiesz może gdzie jest teatr kukiełek ?- Zapytała z podekscytowaniem Zoe.
- Teatr kukiełek ?- Powtórzył po niej z poradą.
- Tak ! Co nam szkodzi zobaczyć ?- 
- Łatwo go znaleźć. Trzeba iść do końca tej ulicy i skręcić w lewo.Dalej powinniście dać sobie radę, ale jeśli chcecie mogę się z wami przejść.-
-Nie dziękuję.- 
- Jasne ! W gronie zawsze raźniej !- Zawołała Hanji, ale i tak nie czekając na nich, ruszyła według wskazówek Ericka.
-Jak ty z nią wytrzymujesz ?- Zaśmiał się okularnik.
- Jest jeszcze bardziej narwana niż zapamiętałem.-
-Jakoś daję radę.- 
- Musi ci naprawdę na niej zależeć, skoro potrafisz to wszystko znosić.- 
- Co masz na myśli ?-
-Nawet ja nie potrafię długo wytrzymać w towarzystwie Zoe, a przecież jesteśmy rodziną. Nigdy bym nie pomyślał, że znajdzie się ktoś kto w pełni zaakceptuje jej nietypowe zachowanie. Zwłaszcza, że ten ktoś będzie takim gburem.- 
-Może mam to jeszcze potraktować jako komplement ?- 
- Haha...Wybacz... Ja i Zoe mamy jednak jedną wspólną cechę. Zawsze mówimy to co chcemy, nie licząc się z konsekwencjami. Ale cieszy mnie fakt, że znalazła w wojsku dobrych towarzyszy.- 
-Każdy ma wady, ale to nie oznacza, że od razu trzeba przez to kogoś przekreślać. Ona też musi znosić moje zachowanie.-
- Chyba masz rację... Rivaille... Mogę mieć do ciebie prośbę ?- 
- O co chodzi ?- 
- Zaopiekuj się nią... Ta dziewczyna lubi pakować się w kłopoty.- Zapanowała cisza.
- Nie musisz prosić i bez twojej zgody bym to zrobił.- 
-Haha ! Jesteś strasznie sztywny, wiesz ?- 
- A ty, o dziwo masz jeszcze całe okulary.- 
- Przepraszam ! Przepraszam ! Nie zabijaj mnie ! Haha! Hej ! Levi, miał byś coś przeciwko temu, bym na trochę ukradł ci Zoe ?-
*****
- I gdzie ta wariatka? Zabrał ją ten krzykacz i od tamtej pory nie dali znaku życia.- Wycedził Rivaille, tupiąc ze złością butem. Tyle mu nagadała o tym balu dla żołnierzy, a teraz znika ? Przecież, za chwile się spóźnią ! W dodatku, ten garnitur nie należy do najwygodniejszych rzeczy.
-Spokojnie Rivaille, przecież prędzej czy później się znajdą.- Uspokoił go Erwin. Oboje mieli czekać na Zoe i jej kuzyna w ustalonym miejscu. Jednak ci spóźniają się już dobre półgodziny.
- Hej !- Usłyszeli za sobą radosny krzyk. W ich stronę szedł Eric z... jakąś kobietą u boku.
-Dalej uważam, że to nie jest dobry pomysł.- Powiedziała nieznajoma. Miała na sobie czarne buty na obcasie. Długą niebiesko-czarną suknie do ziemi. Na dole, materiał sukienki rozchodził się na boki, odsłaniając smukłe nogi kobiety. Góra, przypominała kształtem czarny gorset. Rękawy ozdobne delikatnymi falbanami. Włosy spięte miała w wysoki, delikatnie rozczochrany kok, a przy nim wpięty był biały kwiat.
-Kim pani jest ?- Zaśmiał się Erwin, chociaż doskonale znał odpowiedź. Za to Rivaille stał oniemiały. W końcu Zoe w sukni to nie najczęstszy widok.
- Coś się stało Levi ?-
- Gdzie masz okulary ?- 
-Ha ! Nie tym razem ! Dziś stawiamy na soczewki !- Zaśmiał się Erick.
- Jesteś strasznie wysoka.-
- W końcu założyłam 7cm obcas. Przeszkadza ci to ?-
-Nie za bardzo..-
- Nie słuchaj gbura Zoe ! Wyglądasz świetnie! A teraz idź tam i wszystkich onieśmielaj !- 
-Pf... Sam jesteś gburem. - Warknął i chwycił Zoe za rękę.
- Przez was jesteśmy cholernie spóźnieni.-
****
-Niesamowite ! Jak tutaj pięknie !- Krzyknęła z podekscytowaniem Hanji, wpatrując się w przepiękny, ręcznie malowany sufit i szklany żyrandol.
-Może być.- Powiedział ze znudzeniem, popijając szampana.
-Hej, Levi ! Zatańcz ze mną !- Zawołała radośnie i wyciągnęła do niego rękę.
-Dlaczego niby mam to zrobić ?- 
-No weź... Wszyscy tańczą !- 
-Przykro mi, ja nie umiem tańczyć.
-W takim razie cię nauczę !- Zawołała radośnie i chwyciła go za nadgarstek.
- Nie odpuścisz, prawda ?- 
-A jak myślisz ?- Zaśmiała się głośno, ale nagle ktoś niespodziewanie zaszedł ją od tyłu.
- Jeśli chcesz to ja z tobą zatańczę.- Uśmiechnął się do niej wysoki blondyn.
-Naprawdę się zgodzisz, Erwin ?- Zawołała radośnie i już miała podać mu rękę, kiedy Rivaille czmychnął jej pod nosem. Sykałą coś ze złością, sam do siebie  i chwycił gwałtownie dłoń dziewczyny.
-Odbijamy.- Warknął, zanim Erwin zdążył w ogóle dotknąć dziewczyny. Mocno ścisnął dłoń brązowowłosej i pociągnął ją na parkiet.
-Co tak nagle zmieniłeś plany ?- Zaśmiała się Zoe. Kołysząc się delikatnie do rytmu melodii.
- Tak jakoś.-Powiedział Levi, obejmując niepewnie partnerkę w pasie i odprowadził podejrzliwym wzrokiem zadowolonego Erwina.
- Źle to robisz Levi.- Zaśmiała się Zoe. Położyła my dłoń do policzka i odwróciła jego głowę.
-W tańcu, musisz obserwować swoja partnerkę. Nie odwracaj wzroku.- Zawołała, uśmiechając się szeroko.
-I nie trzymaj mnie tak lekko w pasie, bo jeszcze ci ucieknę.- 
- Naprawdę myślisz, że ci na to pozwolę ? Może i mam krótkie nogi, ale jeśli będzie trzeba to cię dogonię.-
- Założymy się ?- Zaśmiała się wyzywająco, ale w odpowiedzi kapral przyciągnął ją mocno do siebie.
- Nie dam ci nawet okazji spróbować.- 
-Skoro tak... Czas nauczyć kaprala tańczyć !- Zaśmiała się i wyciągnęła do niego dłoń.
-Chyba nie mam wyjścia.- Jęknął, odwracając głowę i ścisnął mocno jej dłoń. Ona w odpowiedzi położyła palec na jego podbródku, dając mu znak by podniósł spojrzenie.
-Nie spuszczaj ze mnie wzorku.- Uśmiechnęła się, tak słodko, tak niewinnie...jak jeszcze nigdy.
-Skoro prosisz...- 
***
(Parę tygodni później...)
-Kyaa! Już nie mogę się doczekać ! Muszę sprawdzić, czy nowa teoria jest prawdziwa ! Dziś nie będę się oszczędzać !- Krzyknęła radośnie Zoe, wiercąc się z podekscytowania na koniu. Ile można jeszcze podnosić bramę ?
- Jesteś dziś bardziej narwana niż zwykle.- Warknął kapral, podjeżdżając do towarzyszki.
-Dziwisz mi się? Jestem gotowa na wszystko !- Zaśmiała się radośnie.
- Już współczuje tytanom.-
-Levi.. Mogę mieć do ciebie prośbę ?-
-O co chodzi ?- 
-Jeśli przyjdzie taka potrzeba... Nie ratuj mnie.-
-Jak możesz prosić o coś takiego ?!- 
-Źle mnie zrozumiałeś... Będziemy w innych grupach, więc i tak nie będziesz mógł mi przyjść z pomocą. Jednak.. Jeśli zobaczyć czerwoną flarę na niebie, wystrzeloną przez moją grupę... Proszę, nie odwracaj się. Popędź konia i jedź dalej. Bo twoje miejsce jest gdzieś indziej. Gdzieś indziej ,będziesz bardziej potrzebny.-
- Wiec chcesz bym to zignorował i po prostu jechał dalej przed siebie ? Głupia..- 
- Właśnie o to proszę.- Wyszeptała i podjechała bliżej.
-Bez względu na odległość, zawsze będziemy się wspierać. To jest wojsko Levi, a ty jesteś kapralem. Musisz stać na czele u boku Erwina. Tutaj nie ma miejsca na uczucia. Jednak... Jeśli mi obiecujesz, to przysięgam, że nie dam się zabić.-  Wyciągnęła w jego stronę dłoń, uśmiechając się przy tym promienie.
-Obiecaj mi...-
**
- Co tej wariatce dziś odbiło ?- Spytał kapral.
- Pamiętasz może pewnego żołnierza, który uratował podczas misji rannego ptaka ?- 
-Ten który miał pseudonim "Gołąb" ?-
-Tak... Pamiętasz co się z nim stało ? Był młodym niedoświadczonym zwiadowcą. Ale kochał patki nad życie. Gdy wróciliśmy do kwatery opiekował się nim całymi dniami, a gdy ptak wyzdrowiał, chciał go wypuści. Jednak zwierze zawsze do niego wracało, zawsze przy nim było. Aż podczas pewnej misji, żołnierza ścigał odmieniec. Kiedy już wszyscy myśleli, że zostanie rozdeptany, ptak zaatakował tytana. Kiedy odwrócił jego uwagę, żołnierz mógł uciec. Potem znalazł ciało martwego ptaka i pochował go. A jego przyjaciele przynieśli kwiaty na grób ptasiego towarzysza.- 
- Co to ma wspólnego z Zoe ?- 
- Oboje chcecie się chronić. Jedno dla drugiego skoczy w ogień. Jednak, żadne z was nie chce śmierci tego drugiego. Dlatego walczycie z całych sił. By nie zadać sobie wzajemnie bólu. Jednak jak długo to potrwa ? Które z was stanie się ptakiem z opowieści ?- 
- Jesteś pesymistą Erwinie. Jednak w jednym masz racje.- 
- Oświecisz mnie ?- 
-Nie chcę by Zoe coś się stało. Jednak ona pewnie myśli tak samo. Nie wiem kiedy może przyjść po nas śmierć, a mimo tego... Nigdy nie powiedziałem co do niej czuję.-
-Kiedyś na pewno pojawi się do tego okazja.- 
-Obyś miał rację.- Wyszeptała i ścisnął w dłoni mały przedmiot. Drobne okulary... Które Zoe dała mu w obawie, że zniszczy je podczas walki.
- Kapralu ! Czerwona flara na horyzoncie !- Gwałtownie podniósł głowę i spojrzał na niebo.
- Na wschodnim skrzydle pojawił się niebezpieczny odmieniec !- 
- Pogońcie konie i nie niszczcie szyku ! Nie możemy pozwolić by przedostał się do środka formacji !- Krzyknął Erwin i pogalopował jako pierwszy.
- Rivaille ruszaj !- Rozkazał.
" Tutaj nie ma miejsca na uczucia"
-Zoe... TAM BYŁA ZOE !- Krzyknął.
-RIVAILLE ! WRACAJ !-
-TO CO, MAM JĄ TAM ZOSTAWIĆ ? CO JEŚLI TYTAN PRZEDRZE SIĘ DO JEJ ODDZIAŁU ?!- W powietrzu pojawiła się kolejna czerwona flara.
-RIVAILLE, CHODŹ RAZ POSŁUCHAJ I ZRÓB TO O CO CIĘ PROSIŁA ! JESTEŚ POTRZEBNY TUTAJ !- 
-A JEŚLI ONA TAM ZGINIE !?- Zapanowała cisza...
- Dowódco...- Zapytał niepewnie jeden z żołnierzy.
- Jedźcie dalej, zaraz was dogonię.- Żołnierze posłusznie wykonali rozkaz, a dwaj przyjaciela stali w ciszy.
- Dlaczego chcesz to zrobić ?-
- Co masz na myśli ?- 
-Dlaczego chcesz jak głupi lecieć tam, gdzie nie powinieneś ?- 
- Po prostu muszę...- Zapanowała cisza i w tym momencie dało się słyszeć tylko szum wiatru i dźwięk wystrzelanej flary.
- Jak dowódca, każę ci ruszyć z wyznaczonym oddziałem. By prowadzić pozostałych żołnierzy. Inaczej czeka cię kara za niesubordynację... Ale... Jako przyjaciel... Leć do niej, inaczej i tak nie będziesz mógł się skupić na walce.- 
- Jestem wdzięczny. Przyjmę potem każdą karę !- Krzyknął i pogonił konia.
- Tylko sam nie daj się czasem zabić !- Zapanował cisza. Pewien żołnierz podjechał do Erwina.
-Dowódco, nasz oddział jest już daleko z przodu.- 
- Tonny, prawda ? Leć za nim. Nie wiadomo co go tam spotka.-
*
(Ja.... Przepraszam !) 

Wysoki brunet popędził konia. Dostrzegł rozkładające się cała tytanów. Wszędzie unosiła się para. Ziemia splamiona krwią. Porozrywane ludzie ciała, martwe konie... Wszystko...
- Ha... Bardzo śmieszne... Myślisz, że się na to nabiorę, głupia ?- Usłyszał głos i dostrzegł zarys postaci. Podjechał bliżej. Za chmarą pary... Na poplamionej ziemi, klęczał niski mężczyzna o czarnych włosach. Leżało przy nim poharatane ciało, pewnej brązowowłosej dziewczyny.
- Znów się ubrudziłaś, głupia okularnico.- Zaśmiał się i przejechał dłonią po zakrwawionym policzku dziewczyny. Zdjął delikatnie pęknięte gogle i nałożył na jej nos, drobne okulary.
- Moim zdanie to własnie taka jesteś najpiękniejsza. Nie w sukni, nie w pięknie upiętych włosach... Tylko w okularach, z rozczochraną kitką. To właśnie taką cie pokochałem...- 
"HA ! Już wiem ! Przypomniała mi się pewna historia !" 
Usłyszał w głowie radosny głos dziewczyny i delikatnie pochylił się do ciała.
"Historia ?"
Złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Czuł słodki smak jej warga, zmieszany z gorzkim posmakiem krwi.
"Tak ! A raczej nie historia, ale bajka ! Opowiadała ona o księżniczce..."
Odsunął się powali od martwo ciała. Tym razem pocałunek był inny, niż wcześniejsze. Nie wyczuł jej oddechu. Radości płynącej z tego gestu.
" Aż w końcu pojawił się książę z bajki i jego pocałunek obudził królewnę!"
Wpatrywał się z wyczekiwaniem w zimną twarz kobiety. Chwila ! Czy to możliwe, że jej powieki lekko drgnęły ? Nie.. Ty tylko złudzenie. Głupia wyobraźnia płata mu figla i gar na emocjach.
- Naprawdę myślisz, że dam się nabrać na te twoje sztuczki ?- Warknął, jego ciało zaczęło gwałtownie drgać ze wściekłości.
- Zbyt dobrze cię znam Zoe ! NIE UDAWAJ ! MNIE NIE OKŁAMIESZ ! WSTAŃ !-
" Levi ! Mój księciu !
 Hanji ! Pość mnie ! Jesteś niezrównoważona !"
"Ludzie nie umierają przez ciebie ! Jak już, to dla ciebie ! Dla wszystkich zwiadowców ! "
"Levi... Jak myślisz dlaczego tytani to robią ? "
"Mogę zdradzić ci sekret ? Ja.. Nie nawiedzę zwiadowców."
Tysiące myśli pojawiło się teraz w jego głowie. Wypomnienia nie dawały mu spokoju. Cały czas... Słyszał jej głos.
- CHOLERA ! CO TY ODPIERDALASZ ! WSTAŃ ! WSTAŃ, DO CHOLERY !-
-Kapralu...- Szepnął brunet.
-NIE DOTYKAJ MNIE!-
"Jestem tu bo są ludzie, których chcę chronić"
 Zoe...
"Rivaille ! "
Zoe...
"Kiedy ja wolę spędzać czas z tobą "
Zoe...
"Kto powiedział, że będziesz sam ?"
To nie mogło się stać... Nie mogło od tak po prostu zniknąć. Jak to ? Już nigdy nie przyjdzie jej obudzić, gdy przyśnie na biurku ? Nigdy nie potarga mu włosów, nie zniszczy chusty ? Już nigdy nie nazwie go "karzełkiem". Nie zaśmieje się na słowa "Głupia okularnica"....
"Jeśli przyjdzie taka potrzeba... Nie ratuj mnie. "
Jak to...? Co on ma teraz zrobić ?
"Przeszkadza ci to ?
Nie za bardzo.."
To już nigdy się nie powtórzy ?
"Hej, Levi ! Zatańcz ze mną ! "
Ona od tak po prostu zniknie ? 
"Rivialle !"
Dlaczego ? 
- CHOLERA ! GŁUPIA ! WSTAŃ ! NIGDY CI TEGO NIE WYBACZĘ ! WSTAŃ ! TO JEST  ROZKAZ, SŁYSZYSZ ? ROZKAZ ! WSTAŃ! Proszę...-
"Nie spuszczaj ze mnie wzorku. "
-Hanji... Proszę...Nie zostawiaj mnie...- Załkał, zaciskając zęby. Ściskał mocno jej dłoń. Co ma teraz powiedzieć ? Co ma zrobić ? Dlaczego ? Tyle razy wyciągała do niego ręce, by go pocieszyć. Zawsze otwarcie go witała. A teraz... Już nigdy tego nie zrobi? Podniósł delikatnie jej dłoń i ucałował ją.
- Tym razem to właśnie pocałunek sprawi, że zaśniesz.- Dotknął ostatni raz jej twarzy. Zacisnął jej dłoń w pięść i ułożył na piersi. W postawie żołnierza, który właśnie składa przysięgę.
- Żegnaj, podpułkowniku Hanji Zoe. Moja irytująca księżniczko.- Pochylił się do jej ucha i szepnął niespokojnie "Śpij dobrze". Drgał. Nie panował nad ciałem. Z trudem wstał, ściskając w dłoni pęknięte gogle.
- Dziękuję za wszystko. Nigdy cię nie zapomną.- Załkał, a samotna łza spłynęła po jego policzku. Odwrócił się i ruszył w stronę konia. Wszędzie para... Wszędzie krew...
- Wiesz co Hanji ? Tym razem to ja wyszyłem na głupca.... Bo dopiero gdy cię straciłem, zdałem sobie sprawę, jaka jesteś dla mnie cenna.- Wyszeptał i odwrócił się na chwilę. By ostatni raz spojrzeć na ciało ukochanej.
- Jednak oboje jesteśmy kłamcami. Żadne z nas nie potrafiło dotrzymać obietnicy. Mimo wszystko... Nigdy nie będę żałować naszych wspólnych chwil !-Uśmiechnął się delikatnie w jej stronę, a łzy kapały na jego mundur. Wsiadł na konia i pośpiesznie go popędził. Chciał być teraz sam... Jak najdalej od całego świata... Ściskał w dłoni gogle pewnej brązowowłosej dziewczyny.
"Bez względu na odległość, zawsze będziemy się wspierać."
-Tak... Wiem o tym... Dzięki temu nigdy cię nie strącie.-
Właśnie przypomniał sobie ich rozmowę na temat wojska. To jak bardzo Hanji nienawidziła zwiadowców. Jak bardzo chciała bronić bliskie jej osoby i te słowa, które wypowiedział pod jej drzwiami, na pożegnanie.
" Dziękuje Zoe."
~*~

Ja nie mam nic do powiedzenia. Teraz pewnie wszyscy wiedzą dlaczego wymyśliłam "emulać" (emować i przymulać) Chciało mi się płakać podczas tworzenia fabuły i naprawdę nie znoszę siebie za to. Ale... Musiałam to zrobić. MIKA ! Nie cierp jak ja ! Bo tworzenie tego było zbyt okrutne! Pamiętaj o świętym przykazaniu "Nie zabijaj", a jak już to nie Zoe lub Leviego ! Wiem, ze jesteśmy siostrzanymi sadystkami, ale są granice. Wygląda na to, że sadysta tez ma serce... Wszystkich bardzo za to przepraszam :_: Nie zabijajcie!
~**~



One-shot by Allegra Alfa.

Gatunek: Karna historia dla Miki ;p Nic więcej nie powiem !
Paring/Postać: RivaHan (LevixZoe)
Historia z dedykacją dla Miki ! Mam nadzieję, że to ci wybije z głowy głupie pomysły !
One-shot ma dwie części ! (By Mika zrozumiała jak się czułam gdy przeczytałam scenę we śnie.)


Uwaga ! Za wszystko wińcie Mike lub Bakusia ! Dlaczego ? Tak... Ja wszystko wymyśliłam, ale Bakuś mnie podpuszczał, a to Mika złożyła zamówienie !

"Kłamcy" cz.1
Pewna brązowowłosa dziewczyna przysnęła na kanapie, otoczona przez stertę papierów i książek. Drgnęła lekko i napięła mięśnie. Powoli podniosła ciężkie powieki i rozejrzała się po pokoju. Bez zmian. Ziewnęła głośno i przetarła senne oczy.
-Długo masz zamiar się wylegiwać ?!- Warknął z poirytowaniem niski mężczyzna, wychylając się do niej za oparcia kanapy.
-Co ?- Spytała ospale, wpatrując się tępo w kaprala.
- Głupia !- Zdzielił dziewczynę książką po głowie.
- Ten twój Seweryn już trzy razy pytał, czy podpułkownik Zoe jeszcze śpi !- Powiedział, siadając obok wpółprzytomnej dziewczyny.
- A czego Seweryn chciał ?- 
- Bo ja wiem.- Wzruszył ramionami i wziął pierwszą lepszą kartkę.
- Skąd mam wiedzieć co tej "mendzie" łazi po głowie?- Powiedział obojętnie, przeglądając kolejne zapiski dziewczyny.
-Naprawdę musisz go nie znosić. Co on ci takiego zrobił ?- Spytała z rozbawieniem Zoe, wiedząc jak wściekły kapral zasłania się przed nią kratką papieru.
- Nie lubię go i tyle.- 
- Rivaille... Czy ty jesteś zazdrosny ?- Parsknęła śmiechem. Sama nie wierzyła w to co mówi.
- Co ty bredzisz, głupia okularnico ?- Zapytał z poirytowaniem.
-No wiesz....Mam podejrzenia ! Jak inaczej wytłumaczysz powód, dlaczego mnie nie obudziłeś ?- 
- Bo ciebie nie da się obudzić- Parsknął bez namysłu.
- Niewierze !- 
- Setki razy próbowałem cię obudzić, na różne sposoby, ale po paru nie udanych próbach dałem sobie spokój. Uwierz mi, miałem sporo czasu by się o tym przekonać i próbowałem już wszystkich możliwych sposobów. Oblewania wodą, wkładania chusteczek do ucha, łaskotek, hałasu, układania książek na głowie. Chyba z 1000 razy wcierałem ci krem w twarz, lub ściągałem z łóżka, bądź kanapy.- Powiedział bezbarwnym tonem, nieodrywająca wzroku od kartek.
- Ha! Jak widać, obudź można mnie, tylko pocałunkiem!- Zawołała bez namysłu. Wstała powoli z kanapy i sięgnęła po leżącą niedaleko szklankę z wodą.
-Tego też próbowałem...- Powiedział odrobinę ciszej, a Zoe na dźwięk tych słów wypluła napój, która jeszcze przed chwilą znajdowała się w jej ustach.
- Że co proszę !?- Krzyknęła z przerażeniem, odskakując jak najdalej od kaprala. Za to Levi spojrzał na dziewczynę odrobinę zmieszany. Najwyraźniej nie spodziewał się, że dziewczyna usłysz jego wypowiedź.
- I nic mi o tym nie powiedziałeś ?!- 
- A co miałem mówić ? Było to wieczorem, kiedy znowu zasnęłaś na biurku. Miałem dość rzucania w ciebie książkami, więc po prostu podeszłe i stało się... O dziwo ten sposób zawsze na ciebie działa.- 
- Ale jak to "zawsze" ?- 
- Było to dość dawno, ale o ile dobrze pamiętam to się wtedy obudziłaś. Sądziłem, że to przypadek, więc gdy miałem okazję spróbowałem znowu. Zamiast ciągnąć cię za włosy, postanowiłem sprawdzić czy ta metoda naprawdę działa. I rzeczywiście się obudziłaś. Później już nie używałem tego sposobu.- 
- No wiesz co ? I nic mi o tym nie powiedziałeś ? Przecież to jest molestowanie !- Wykrzyczała, nadymając policzki jak małe dziecko.
- Może właśnie dlatego, nic nie mówiłem ?- Zapytał sarkastycznie.
- Lepiej coś zjedz, zanim pójdziesz do tego swojego blondaska. Znając twoje szczęście, powinno być jeszcze ciepłe.- Warknął, wskazując dłonią talerz, który stał na biurku dziewczyny i wrócił do lektury.
-Hym....Jedno nie daje mi spokoju.- Powiedziała, sięgając po tosta.
- Dlaczego właśnie pocałunek ?- Dotknęła dłonią warg. Mimo wszystko, nie potrafiła sobie wyobrazić swojego pocałunku z Levim.
- Też chciał bym wiedzieć.-  Zapanowała cisza. On z irytacją przeglądał kolejne historie o tytanach, a ona pożerała już drugiego tosta, rozmyślając o tej dziwnej sytuacji. Chyba pierwszy raz było między nimi...tak...sztywno...
-HA ! Już wiem !- Krzyknęła podekscytowana zrywając się z miejsca, a Levi spojrzał na nią jak na dziwadło.
-Przypomniała mi się pewna historia !- 
-Historia ?-
-Tak ! A raczej nie historia, ale bajka ! Opowiadała ona o księżniczce, która zapadła w tysiącletni sen ! Jej podani próbowali różnych sposobów, by ją obudzić, ale nie udało im się. Aż w końcu pojawił się książę z bajki i jego pocałunek obudził królewnę! Okazało się, że są sobie przeznaczeni i żyli długo i szczęśliwe !-
- Co ty za brednie opowiadasz ?- Parsknął Rivaille, zanurzając nos w książce.
- Levi ! Mój księciu !- Zawołała roześmiana dziewczyna i podbiegła do niego, rzucając mu się na szyję.
- Hanji ! Puść mnie ! Jesteś niezrównoważona !- Warknął z irytacją, próbując odepchnąć od siebie brązowowłosą.
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim zachciało ci się mnie całować! Potraktuj to jako karę, za te wszystkie uderzenia w głowę!-
- Jak widzę, ciągle jest ci ich mało !- 
- Sam powiedziałeś, że jesteśmy sobie przeznaczeni !- 
- To ty to powiedziałaś ! Masz szczęście, że w miarę toleruję twoje zachowanie !- 
- Oczywiście ! Większość ludzi na moim miejscu już dawno by zginęła przez uduszenie !- Zaśmiał się, widząc jego minę. W końcu darował sobie i spojrzał na nią złowrogo, a ona podniosła wzrok. Wpatrywała się w jego tęczówki, szeroko się przy tym uśmiechając. Widząc jak kapral poddaje się, (bo chyba doszedł do wniosku, że dziś już się od niej nie odczepi) objęła go jeszcze mocniej.
- Nie pościsz, prawda ?- Zapytał znudzonym tonem.
- NIE!- Krzyknęła z podekscytowaniem. Każdy, kto to by teraz zobaczył tą scenkę,  uznał by ich za całkowite przeciwieństwa. Jednak... W końcu tacy byli i to ich naprawdę łączyło. Że są od siebie, aż tak bardzo różni.
- W końcu jestem twoją księżniczką ! Już nigdy nie puszcze mojego księcia.- 
- Na świecie nie ma chyba nikogo tak upierdliwego jak ty...- Warknął i rozczochrał włosy dziewczyny. Ona w odpowiedzi zaśmiała się cicho i oparła głowę o jego tors, a Levi sięgnął po książkę, która podczas niespodziewanego ataku dziewczyny, wypadła mu z ręki. I tak siedzieli w ciszy. Ona wtulona w jego ciało, on pogrążony w lekturze. Jednak, oboje nie chcieli przerwać tej sielanki. Dla nich ta chwila mogła trwać wiecznie. Jednak, niestety...
- Hanji ?- Zapytał wysoki blondyn, wchodząc do pokoju i uśmiechnął się szeroko.
-Widzę, że dobrze się bawicie.- Zaśmiał się Erwin, widząc nietypowe wydarzenie.
- Właśnie zostałam irytującą księżniczką kaprala Leviego !- Zaśmiała się i automatycznie przysłoniła dłońmi głowę, licząc się z tym, że pewnie zaraz jej książę zada cios książką.
- Cicho siedź !- Wycedził przez zęby, ale tym razem nie uderzył jej. Po prostu zaczął szukać zdania, na którym przerwał lekturę. Zupełnie jakby cała ta sprawa, najmniej go interesowała.
- Wybaczcie, że wam przerwę. Hanji, Seweryn cię szuka.- 
-Cholera ! Na śmierć zapomniałam !- Krzyknęła i zerwała się gwałtownie z kanapy.
- Żebyś czasem, głowy nie zapomniała.- Parsknął z irytacją, bezradnie szukając zdania na którym skończył czytać. Hanji zignorowała jego słowa. Pośpiesznie nałożyła buty, kurtkę założyła tylko na jedno ramie, włożyła do ust ostatniego tosta i wyleciała w pośpiechu z pokoju, machając wszystkim na pożegnanie.  Kapral odłożył ze złością książkę. Przecież i tak pewnie nie znajdzie momentu, na którym skończył. Spojrzał ostatni raz na miejsce, w którym niedawno leżała roześmiana Zoe, a potem na stojącego przed nim, rozbawionego Erwina.
- Brakuje ci twojej księżniczki ?- 
- Że co proszę ?!- 
**
Kolejny nudny dzień w kwaterze minął i zapadła noc. Jednak własnie tak, przez jakiś czas będzie wyglądać ich życie. Na następną misję nie pojadą zbyt szybko, a treningi zostały odwołane. Dlatego właśnie, tak bardzo mu się nudziło.  Jednak był pewien, że nuda nie będzie długo mu doskwierać. Bo właśnie wszedł na "Niebezpieczną strefę", czyli miejsce gdzie najczęściej grasuje Zoe.
- Mam cię !- Usłyszał za sobą i od razu wiedział co go czeka. Ta sytuacja była już rytuałem tego korytarza.  Zawsze wieczorem, gdy Levi szedł pozmywać naczynia po kolacji, Hanji wyłaziła z swojej "nory" (pokoju), by wreszcie coś zjeść. Bo jak zwykle, zasiedziała się nad notatkami i zapominała o kolacji. Więc jak zawsze, gdy zauważyła przechodzącego kaprala, wyskakiwała za jakiegoś rogu i rzucała mu się na szyję. Za to on, niewzruszony, szedł dalej z uwieszoną dziewczyną na plecach. Weszli do kuchni. Hanji w końcu oderwała się od mężczyzny i usiadła przy stoliku. Wzięła do rąk kubek z letnią kawą, bo jak to mówią "głupi ma szczęście" i jeszcze nigdy nie natrafiła na zimną kawę. Nie liczmy faktu, że dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę, że pewien "ktoś" przyczyniał się zawsze do jej "szczęścia" i po prostu dolewał czasem do kubka wrzątku lub robił nowy napój. Jednak, nie wiedzieć czemu chciała zachować ten sekret dla siebie.
- Przez co tym razem zapomniałaś o kolacji ?- Zapytał kapral, zbierając naczynia ze stołu.
- Rozmyślałam nad teorią, która nie daje mi spokoju.- Odpowiedziała, sięgając do koszyka z chlebem. Wzięła kawałek bułki i oderwała z niej mały kawałek. Zaczęła zgniatać go w palcach i formować w drobną kulkę.
- Nikt ci nie mówił, że nie wolno bawić się jedzeniem ? To zły nawyk.- Warknął Levi, wycierając mokre naczynia, a ona milczała. Wpatrzona w kawałek chleba, bawiła się nim, ciągle dręcząc się pewną myślą.
- Levi...- Szepnęła w końcu niepewnie.
-Jakie znaczenie ma dla ciebie chleb ?- Kapral spojrzał na nią zaskoczony tym pytaniem.
-Co to ma być za głupota?-Zapytał. Tym razem jego ton nie był tak oschły jak zawsze. W głębi serca zmartwiła go nagła zmiana zachowania u dziewczyny. W dodatku jej oczy... Zdawały się być takie pusta. Brakowało mu w nich tych iskierek entuzjazmu i ciekawości. Zupełnie, jak by na chwilę stała się kimś innym.
- Trudno odpowiedzieć na to pytanie, prawda ? To zabawne, jaką cenę ma chleb. Dla ludzi mieszkających na ulicach. Którzy ciągle głodują, chleb jest niczym skarb. Za to dla szlachty, jest to po prostu niepotrzebny drobiazg. Rekruci mają ograniczone dawki pożywienia. Więc pewnie każdy z nich, doceni najdrobniejszą kromkę chleba. Żandarmeria ma go pod dostatkiem,  nie musi się tym martwić. Straż, często dokarmia głodujących, wiec chleb jest pewnie jednym z wielu pokarmów, które rozdają potrzebującym. Czym jest chleb dla nas ? Dla zwiadowców ?- Rivaille podszedł do niej. Wiedział, że za tą nudną przemową dziewczyna próbuje tylko ukryć żale, który panuje w jej sercu.  Chwycił gwałtownie bułkę, która leżała na stole i siła wcisnął do ust dziewczyny.
-Pf....! Co ty wyprawiasz ?- Krzyknęła Zoe, wypluwając kawałki chleba, które cudem pogryzła.
- Chcesz bym się udusiła ? Naprawdę.. Zginać przez chleb ? Już wolę paść w walce, niż umierać przez taką drobnostkę !- Zawołała, a kapral przyklęknął obok niej.
- Zaczynasz chyba mylić fakty, Hanji. Chleb jest dla nas pożywieniem i sposobem na przeżycie. To, że czujesz głód jest czymś naturalnym. Jemy by żyć, walczymy by przetrwać. Dla mnie ten chleb jest darem od ludzi, których bronimy, walcząc za murem. Jeśli nie zamierzasz tego jeść, to idź spać ! Musisz być naprawdę zmęczona by gadać takie głupoty !- Dziewczyna spojrzała na zgnieciony kawałek chleba, który miała w dłoni i pośpiesznie włożyła go do ust. Rivaille widząc jej gest, spuścił głowę i uśmiechnął się pod nosem, tak by dziewczyna tego nie zobaczyła. Nie wiedzieć czemu uradował go fakt, że jego słowa wpłynęły na dziewczynę.
-Levi...- Szepnęła Zoe, pochylając się w jego stronę. Kapral podniosły głowę, dopiero teraz przypomniał sobie, że ciągle kuca przy jej krześle. Zachwiał się i położył dłoń na jej kolanie, by czasem się nie przewrócić.  Znajdował się teraz tak blisko niej. Tak blisko jej twarzy.
- Levi...- Wyszeptała po raz kolejny Zoe.
- Wydajesz się teraz jeszcze niższy niż zwykle ! W dodatku ta białą chusta na twojej głowie ! Wyglądasz jak mały, słodki, p....- Urwała i przetarła obolały tył głowy.
-...pedancik-Dokończyła. Znów dostała po głowę, jednak sama musiała przyznać, że zasłużenie. Ale cóż zrobić ? Uwielbiała te momenty, kiedy mogła się z nim od tak po prostu podroczyć. Kapral wstał gwałtownie z miejsca i wrócił do roboty. Chwycił szmatkę i tak jak wcześniej, zaczął wycierać talerze. Jednak tym razem uśmiechał się kpiąco, lub może wyzywająco. Tak właśnie wyglądał prawdziwy uśmiech Leviego. Bo musiał to przyznać. Jego również rozbawiła, mała utarczka z dziewczyną.
-To co cię tak naprawdę trapi ?- Zapytał po chwili, chociaż doskonale wiedział, że nie powinien. W końcu udało mu się poprawić jej humor, ale musiał wiedzieć, co dręczyło dziewczynę.
- Był pewien człowiek...- Powiedziała i z obojętnym wzrokiem zaczęła śledzić, jak resztki kawy spływają z jednego boku kubka, na drugi. Kapral drgnął na dźwięk tej wypowiedzi. Poczuł dziwne napięcie, które wywołały słowa dziewczyny.
-Czy ten człowiek był ci drogi...?- Spytał po minucie ciszy. Nie chciał się odwrócić. Nie chciał zoabczyć jej twarzy.  Obawiał się tego co odpowie. Z niepokojem trzymał talerz w rękach i czekał na odpowiedź dziewczyny.
- Nie...- Wyszeptała w końcu, a on... Wrócił spokojnie do swojego zajęcie. O dziwo... Ulżyło mu...
- Był po porostu żołnierzem, który pomagał w eksperymentach. Jednak, staram się być jak najlepszym dowódcą. Więc chciałam poznać jak najlepiej nowych ludzi, którzy mieli mi towarzyszyć podczas misji. Jednym z nich, był właśnie on. Wyjątkowo interesował go przebieg moich badań. Potrafiliśmy całe noce spędzić na rozmowach na temat tytanów. Dzień przed wyprawą wyznał mi, że wyjątkowo boi się śmierci. Przeczytała w aktach, że niedawno oświadczył się pewnej młodej kobiecie, która spodziewa się z nim dziecka. Zazdrościłam mu...Zazdrościłam tego, że może założyć rodzinę... tego, że może o tym pomyśleć i szukać w tym wsparcia. Ja nie mam takiej szansy, więc chciałam życzyć mu jak najlepiej. Był nowicjuszem, więc strasznie się o niego martwiłam. Obserwowałam go podczas misji, ale... Gdy dostrzegłam jak rzucił się na niego tytan, automatycznie ruszyłam by mu pomóc. I mimo, że nie przybyłam najszybciej jak mogłam...Mimo, że nie marnowałam gazu....On zginął. Nie zdążyłam udzielić mu pomocy i po prostu się wykrwawił. Czułam żal... Ale, nie potrafiłam poczuć nienawiści. Katy Mavis, Luis Worter, Ron Tomson oraz Bernard Marco. Pamiętam imiona i nazwiska wszystkich, którzy mi wtedy towarzyszyli, a nie potrafię sobie przypomnieć imienia tego jednego żołnierza ! Nie mogłam napisać listu do jego narzeczonej, nie mogłam odnaleźć jego akt, ani nie mogę odszukać grobu... Własnie z tej drobnej przyczyny ! Nie dość, że nie mogłam go wtedy uratować, to jeszcze nie mogę nic dla niego teraz zrobić ! Nic ! Zupełnie nic ! Bo  jestem na tyle głupia, że nie mogę sobie przypomnieć jego imienia ! W dodatku...- Przerwała. Nie rozumiała tego. Dlaczego nie mogła nic więcej powiedzieć ?
- Przestań...- Usłyszała przy uchu. Im bardziej się szarpała, tym mocniej kapral przyciskał dłoń do jej ust. W końcu, poddała się. Przymknęła oczy i rozluźniła mięśnie. Siłą nic tu nie wskóra, bo Levi jest równie uparty co ona.
- Nie jesteś taka.... Myślisz, że ja pamiętam imiona ludzi, którzy prze zemnie zginęli ? Takich rzeczy po prostu nie chce się pamiętać. Jednak prędzej czy później wszystko sobie przypomnisz. Musisz dać sobie czas...- Wyszeptał i odsunął się od dziewczyny. Już miał zamiar wyjść z pomieszczenia, ale coś go zatrzymało.  Spojrzał na nią. Zmęczona Zoe wpatrywała się w ziemię. Z każdą sekundą coraz mocniej zaciskała dłoń na jego rękawie.
- Kłamiesz...- Wyszeptała, a po jej policzku spłynęła łza. Kapral już miał zaprzeczyć, ale dziewczyna gwałtownie poderwała się z miejsca.
- Ludzie nie umierają przez ciebie ! Jak już to dla ciebie ! Dla wszystkich zwiadowców ! Dla dobra obywateli ! Dla lepszej przyszłości ! Nie możesz tak mówić. Nie obrażaj tych ludzi. Przecież oni wciąż walczą... Po to by dodać nam sił...Założę się, że śmieć na polu bitwy była dla nich największym zaszczytem. Dla mnie, był by to zaszczyt. Umrzeć za to w co się wierzy...To najlepsza śmierć z możliwych!- Zawołała, dość wesołym, jak na te słowa, tonem. Ruszyła pośpiesznie w kierunku drzwi, ciągnąc go za sobą. Puściła jego rękaw dopiero na korytarzu, gdy przechodził w przejściu i miał akurat idealną okazję by potargać mu włosy. Zaśmiała się głośno, gdy kapral skarcił ją za to spojrzeniem. Szli w ciszy...razem... przez ciemny korytarz.
- Levi... Jak myślisz dlaczego tytani to robią ?- 
- Mnie pytasz ? To ty tu jesteś od spraw tytanów.- 
- Co jeśli robię to, bo uważają nas za zagrożenie ? Czułam ból, widząc śmierć moich towarzyszy. Czy tytani, również mogę coś takiego poczuć ?-
- Gdy tytan pożera żołnierza, on jest dla niego tylko człowiekiem. Gdy żołnierz zabija tytana, on jest dla nim tylko martwym ciałem. Nieważne, czy czują, czy myślą. Są dla nas zagorzeniem. Spełniamy jedynie swój obowiązek. Wolę zabić wroga, niż by zabito mi towarzysza.- 
-Hym... Chyba masz rację.... Levi mogę zdradzić ci sekret ?- Zapytała dziewczyna posyłając mu pytające spojrzenie, on w odpowiedzi tylko wpatrywał się w nią wyczekująco.
- Ja... Nienawidzę zwiadowców... Nienawidzę wojska, tych wszystkich murów i całego tego zamieszania. Szukam innego rozwiązania, bo nie chcę dalej zabijać. Nie chcę widzieć krwi na moich dłoniach. Gdy zabijam tytana i myślę, że może przez to cierpieć, czuję ból. Nienawidzę wojska... Bo zdarza się, że muszę zabicia człowieka. Gdy ktoś straci zdrowy rozsądek podczas misji, stanowi zagrożenie. Moim obowiązkiem jest go zabić. Wtedy po portu wyciągam broń i strzelam. Nienawidzę tego...- Zapanowała cisza. Oboje znali ten ból. Jednak byli żołnierzami. W wojski nie można podważać rozkazów. Zawsze, ponad wszystko, trzeba stawiać na pierwszym miejscu obowiązki. Tu nie ma miejsca na uczucia.
- Ale... Jestem tu i nie żałuję. Jestem tu bo są ludzie, których chcę chronić. Bo wierzę, że jest szansa na zmiany. Dlatego... Nie zawaham się, jeśli będę musiała zabić tytana. Strzelę, jeśli będę musiała i zrobię to z własnej woli ! Nikt mnie do tego nie zmusza ! Nie traktuję tego jako obowiązku, jest to moja własna decyzja. I dopóki mam nadzieję, dupku żyją ludzie, których muszę chronić... Będę dalej bez wahania pociągać za spust. Dalej ,będę rzucać się w wir walki i zabijać kolejnych tytanów... Bo wierzę...że to co robimy jest słuszne. Dlatego... Poniosę każdą cenę by tego bronić.- Dalej szli w ciszy. Hanji zatrzymała się przed drzwiami swojego pokoju. Zawołała coś wesołego na przegniatanie i zaczęła poprawiać przywiązaną do szyi, chustę kaprala. Która po jej poprawkach, wyglądała jeszcze gorzej niż wcześniej. Widząc to co zrobiła, szybko krzyknęła ze śmiechem jakieś usprawiedliwienie i wleciała do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Nie zareagował. Stał w ciszy. Wpatrywał się w ziemię. Nie wiedzieć czemu...czuł...ulgę ? Przyłożył dłoń do czoła i odgarnął grzywkę wpadająca na jego oczy. Spojrzał na drzwi.
- Dziękuje Zoe.- Wyszeptał na pożegnanie.
*
- Rivaille !- Usłyszał za sobą krzyk. Zoe ? O tej porze ? Niemożliwe ! A, jednak ! Kapral odwrócił się gwałtownie, jednak nim się zorientował, brązowowłosa już była w jego ramionach. Oboje upadli na ziemię, a Erwin tylko przyglądał się temu całemu zajściu.
-Słabą równowagę masz na tych swoich krótkich nóżkach!- Zaśmiała się Zoe.
- Co tak z rana ?- Zapytał zdezorientowany, odpychając od siebie dziewczynę.
-Zapomniałeś ? Mówiłam ci wczoraj, że już się od ciebie nie odkleję !- 
- Powiedz mi coś czego nie wiem.- 
-Nudzi mi się...-
- Wiec idź się pobaw z tytanami !- 
-Kiedy ja wolę spędzać czas z tobą, niż z nimi !-
- Co masz na myśli ?- 
-Chodźmy na festiwal !- 
- Co ?- 
- Erwin mi opowiadał, że dostał zaproszenia na bal ! Są również i dla nas ! A rano jest festiwal w mieście ! Chcę go zobaczyć!- Rivaill spojrzał na Erwina wzrokiem w stylu "Musiałeś jej o tym powiedzieć ?".
- Odmawiam.- 
- Levi ! Okrutny jesteś, wiesz ?- 
- Wybacz mi, głupia okularnico. Nie mam zamiaru szwendać się po przetłoczonych ulicach !- 
- Kto powiedział, że będziesz sam ? Poszwendasz się ze mną !-  Kapral już miał zaprzeczyć, ale dziewczyna złapała go za chustę i pociągnęła w swoją stronę. Spoglądała prostu w jego tęczówki, pewnym i stanowczy spojrzeniem.
- Pójdziesz ze mną, czy ci się to podoba, czy nie. Jesteś za krótki w  nogi, by przed mną uciec.- 
- Jednak potem nie miej do mnie pretensji...- 
- Jestem pewna, że będzie fantastycznie !- 
- Łażenie po przetłoczonym mieście... Naprawdę świetnie...-
- Prawda ?! Nie martw się !- Zawoła kładąc dłoń w pociesznym geście, na jego głowie.
- Będę pilnować, byś nie zgubił się w tłumie !-
~*~
Koniec... Tak, nie skończy się na jednej części ;p Ale to one-shot karny, więc jest trochę inny. Chciałam zrobić dłuższy wątek z postaciami, byście się do nich bardziej przywiązali i więcej o nich poczytać. Ta... Levi jak nie Levi, Zoe jak nie Zoe, ale ok xD To one-shot dla Miki, więc się nie czepiać ! A wiem, że ona lubi wciskać to czego ludzie się nie spodziewają xD Wiem, bo u niej Rivaille właśnie przechodzi załamanie i płacze po nocach ;_: Ale ja się zemszczę za to i za sen ! Tylko czekaj !

Cześć druga : Klik ! 

wtorek, 30 lipca 2013

One-shot by Allegra Alfa.

Gatunek: Komedia, komedia, komedia...(Karolina zna bardzo dużo gatunków opowiadań xP)

Paring/Postać: Levi ! oraz.....*moment napięcia* Allegra Alfa ! ( Z nutą RivaHan)

Historyjka stowarzyszona na zamówienie Karoliny, ale z dedykacją dla wszystkich czytelników !

Ten one-shot jest tak naprawdę o wszystkim i o niczym (I o mnie też ! O.O ) xD No i parę podtekstów musiałam powciskać xD Może lepiej nie czytajcie nawiasów :P


Uwaga ! One-shot niszczy mózg ! Czytasz na własną odpowiedzialność ! Poznajcie zakamarki mojego umysłu ! Buhahahah !

"Gdyby Allegra poznała kaprala"
Jedno pytanie dręczyło go przez cały dzień. Co ma ze sobą zrobić ? Erwin znów ochrzanił go o to, że za dużo pieniędzy wydają na wybielacze. No, ale to jego wina ? Przecież cholernie ciężko sprać plamy z białych spodni, a brudny mundur obniża morale ! Co z tego, że tylko jego morale ?! Zawsze to jakiś pretekst by Erwin dał mu spokój.
Pewnie już łatwo wam się domyśleć, o kim będzie ta nudna historia. Jej bohaterem jest pewien niski kapral. Jak to mówią: Mały ciałem, wielki duchem. Au !... No dobra, już kończę z tą ironią Levi ! Oddłuż broń!
Ech... Na czym to ja...? A ! Więc nasz czarnowłosy bohater, nie miał już nic do roboty. Szczerze mówiąc, ja też nie miałam, wiec co zrobić ? Postanowiłam łazić za tym pedancikiem bo nasza "kochana" (Giń w męczarniach, proszę ^^) Kaori, zażyczyła sobie komedię z Levim ! Jak do cholery mam zrobić komedię z Levim ! No jak ! Z pedantem ? Z gburem ? Komedię ? Żarty sobie robisz ?
- Możesz się wreszcie zamknąć ?- Warknął poirytowany Levi, słysząc moje jęki rozpaczy. Ale co mu się dziwić ? Przecież wasza Allegra Alfa jest makabrycznie wkurzająca ! (I taka pozostanie ;p)
- Dziękuję, że próbujesz mnie uspokoić, Levi.- Powiedziałam równie poirytowanym tonem. Cóż zrobić... Jego charakter jest zaraźliwy !
- Twoje życie jest w cholerę nudne. Łażę z tobą od dwóch godzin i nawet to jak kłóciłeś się z Erwinem na temat spodni, nie było śmieszne!- 
- Mam się obrazić, czy potraktować to jako komplement ?-
- A, rób co chcesz.- Wycedziłam przez zęby. Co się ze mną dzieje !? NIEEE ! Moja osobowość została naruszona ! Za dużo przebywania z Levim ! Za dużo !
- AAAA!- Krzyknęłam, ciągnąc się za włosy. Zaraz.... Dlaczego jeszcze nie dostałam po głowie, za wydzieranie się ? Rozejrzałam się dookoła. O dziwo, Levi dalej stał obok mnie, ale... Był tak jakby, nieobecny. Co mu tak nagle odwaliło ? Spojrzałam w tą samą stronę co on. Przez otwarte drzwi widać było kawałek podwórza i.... Zoe !
- Rety, to Hanji ! Myślisz, że mogłabym zrobić z nią zdjęcie ! Wzięłam ze sobą telefon ! Może się zgodzi !- Wygląda na to, że mój optymizm jeszcze nie wymarł.
- Że niby co wzięłaś ? - Zapytał zdziwiony Levi.
- Nic, nic... XXI wiek.- Powiedziałam obojętnie i spojrzałam na kaprala. On nawet nie zainteresował się moją odpowiedzią ! Chyba nawet go to nie obchodziło ! O rzesz ty....
- Kurduplu, znowu będziesz mnie ignorować ! - Oberwałam morderczym spojrzeniem. Odruchowo przykucnęłam i zasłoniłam twarz w obrończym geście. (Tak samo jak na konwencie, gdy ktoś próbował mnie podnieść)
- Ts... Odezwała się wysoka.- Warknął kapral, powstrzymując się od zadania ciosu.
- Mam 165 ! Czyli 5 cm przewagi ! W dodatku mam 15 lat, a nie 34 ! Więc istnieje szansa, że jeszcze urosnę !- 
- Wierzysz w to ?- 
- Nie...- Załkałam zdołowana. Nagle z emo'wania wyrwał mnie czyś śmiech. Własnie ! To jest najdziwniejsze ! Żeby przy Levim usłyszeć śmiech ? Oznaki radości ? Gorzej ! Oznaki życia !  Niemożliwe, staje się możliwe. No prawie... Gdy spojrzałam w stronę dźwięku, okazało się, że była to Zoe. Jednak... Zaliczmy to jako jakiś sukces ! Może ona jest uodporniona na magiczną aurę tego gbura ? (Miku! Bo każdy Levi ma magię i kompleksy, prawda ? xD)
- Ona zawsze taka wesoła ?- Zapytałam zdziwiona.
- Zazwyczaj. Bardziej mnie interesuje koleś, który teraz przy niej stoi...- Powiedział kapral, dość oschle.. Ale także w nietypowy dla niego sposób. Czyżby w jego gburowatym głosie, była ukryta nuta zazdrości ? Co prawda to zdanie zabrzmiało jak wyrwane z jakiegoś yaoica, ale oczywiście mu tego nie powiem !
- Co to za człowieczek ?- Przechyliłam ze zdziwienia głowę w prawo.
- Pierwszy raz gościa widzę.-
- Seweryn Nox.... Najgorsza, brudna menda, jaka łazi po ziemi.-  (Z dedykacją dla... Ta osoba się domyśli ;p W końcu na tym blogu jest tylko jedna fanka Seweryna xD Ps. Wcześniejszy one-shot Levi x Hanji)
-Czym ci on tak podpadł ?- Spojrzałam z przerażeniem na kaprala.
- Właśnie tym.- Warknął, wskazując w ich stronę.
- On się rumieni, czy to światło tak dziwnie pada ?- 
- I jedno i drugie.- Odpowiedział beznamiętnie. Ech... Kapralu, więcej uczuć...
- Biedna Mika. Pewnie się zawiedzie, ale cóż robić. Szczerze mówiąc niezłe z niego ciacho, no ale... Lepiej się w to nie mieszać i pójść poszukać Armina ! Rivaile, wiesz może gdzie są pokoje świeżo upieczonych zwiadowców ?- 
- Idziemy tam !- Zawołał kapral, złapał mnie za włosy i zaczął ciągnąć po ziemi.
- Au ! Levi, czekaj ! Nie chce tam iść ! To nie moja sprawa ! Armin ! A co z Arminem !?- Zawołałam, próbując się wyszarpać, ale trzeba to przyznać... Ten facet ma mocny chwyt.
- To zły pomysł Levi ! Naprawdę ! I zobaczysz, że...- Puścił mnie ? Chyba tak..
. Rozmasowałam obolałe plecy. Na pewno mnie puścił, inaczej nie upadła bym tak niefortunnie na ziemie. Odwróciłam się. Wysoki, przystojny i nieźle zbudowany blondyn właśnie złapał Zoe za rękę. Jego policzki oblewał rumieniec. Taka słodka scenka.... Ale nie do końca ! W ich stronę właśnie biegł, nie kto inny jak niski kapral !
- Levi nie ! Nie zabijaj go !- Krzyknęłam z przerażaniem. Za późno. Levi wybił się do góry i z półobrotu kopnął Seweryna w twarz, zanim biedak zdążył cokolwiek powiedzieć. Przeturlali się po ziemi. Złapał w końcu blondyna za włosy i uderzył go z kolana w brzuch. Jednak rywal Leviego, nie należał do ludzi, którzy od tak pozwolą po sobie jeździć. Złapał Leviego i spróbował wykręcić mu rękę. Kapral na szczęście szybko go przejrzał i drugą ręką uderzył go w żuchwę. Przeturlali się razem, ładny kawałek od siedziby zwiadowców.
- Hej ! Czekajcie !- Krzyknęłam podnosząc się z ziemi i ruszyłam za nimi. Przebiegłam obok zdziwionej Zoe. Która ciągle wpatrywała się w miejcie, gdzie jeszcze niedawno stał blondyn. Zatrzymałam się, i zawróciłam. Bo po protu nie mogłam się powstrzymać by się z nią nie przywitać !
- Miło mi cię poznać. Naprawdę cię podziwiam Hanji ! Jesteś najlepszą bohaterką humorystyczną w całej serii ! Tak trzymaj !- Zawołałam, szczerząc się szeroko.
- Levi czekaj na mnie ! Co ja opiszę w one-shocie, jak cię zgubię ?! Pomyślałeś może o tym ?!- 

*** 
- Co ja tu robię ?-  Zapytałam, odpychając od siebie miotłę, która już chyba po raz czwarty spadła mi na głowę. Co ja Max, że się tak do mnie klei ? (Ps. Ci co oglądają Fairy Tail, znają ten paring xD
- Mogła byś się wreszcie zamknąć ?- Warknął mój towarzysz. Kto zgadnie gdzie aktualnie się znajduję ? Obstawiam że nikt, więc wam powiem... W PRALNI ! Tak ludzie ! W pralni ! To takie cholerne miejsce, gdzie wasz kochany kapral robi pranie, trzyma zapasowy sprzęt do czyszczenie podłóg oraz przemyca zapas odplamiaczy !
- Nienawidzę cię...- Wycedziłam przez zęby. Co ja tu robię ? Powinnam teraz grasować po pokoju Armina i ukraść mu jakąś koszulę na pamiątkę, a nie siedzieć z pedancikiem w pralni ! Armin, przepraszam ! Czekaj tam na mnie ! Co z tego, że mnie nie znasz ?! Czekaj tam na mnie !
- A ! Co ty wyprawiasz !- Krzyknęłam na Rivailliego. (Uwaga ! To miejsce na fangirl Kaori. Niech ci wyobraźnia trochę pospami ;p). Zgadniecie, co on robi ? Rozbiera się !
- Co się wydzierasz, bachorze ?- 
- Zboczeniec !- Warknęłam, rzucając w jego stronę miotłę.
- Przestań się wydzierać gówniaro ! Nie będę przecież łaził w brudnej koszuli ! Przez tego durnia, nieźle się wybłociła !-  Pedanci, pedanci wszędzie !
- Zaraz tam dureń. Ja bym go tam sparingowała z Mika i by problemu nie było ! Sądząc po jego wyglądzie, bardzo by jej się spodobał. Oczy Kida z Soul Eater, włosy jak Usui z Kaichou, głos od którego ma się dreszcze. Wysoki, wysportowany, a do tego miły !-
- Jest aż taki idealny ?- 
- Oczywiście ! To chodzący ideał ! I ma takie urocze imię ! No i w przeciwieństwie do ciebie jest miły. Bądźmy szczerzy, nie masz szans.- 
- Ts... Jestem wyjątkowo miłym gościem.- Pan gburowaty się chyba obraził. Jednak suchary to potrafi walić.
- Taki z ciebie miły gość, jak z kaczuszki seme !- (Pozdrawiam Akiego i jego arta z konkursu !)
- O czym ty do mnie bredzisz ?- 
- Konwenty, konwenty ! Nie zrozumiesz !- Machnęłam obojętnie ręką. (Dedykacja dla uczestników Krakon 2013 !
- Rany... Nie wiem skąd się urwałaś, ale dobrze że mnie tam nie było.- Oj masz rację. Gdyby Levi dowiedział się co to internet..... Gorzej ! Gdyby zobaczył te wszystkie arty z nim związane ! Levi w sukience. Levi śpiewa. Levi tańczy. Levi jest pokemonem. O, matko ! A co z paringami ! Ile yaoistek by zginęło !?
- Właściwie, ciągle nie powiedziałaś mi jak się tu dostałaś.- Racja ! Jak mogłam pominąć coś tak ważnego?
- A... Wiesz, w moim świcie jest coś takiego jak wyobraźnia ! Dzięki niej można podróżować między światami i.... AU !- Rozmasowałam obolałą głowę. Matko ! Za co tym razem ?!
- Umiem rozpoznać kłamstwa. Masz szczecie, że jeszcze nie wiozłem cię za szpiega tytanów- 
- Dobra przyznaję się ! Naoglądałam się głupich MMD gdzie Eren śpiewa do piosenki Hatsune Miku, jak tańczysz z przyczepionymi wąsami do hiszpańskiej nuty oraz przejrzałam arty Hanji x Tytan ! Potem jeszcze spam na facebooku i mi odwaliło ! To wszystko wina ludzi ! Cielu to potwierdzi, bo spamił razem ze mną ! Z reszta Mika i Kida też !- Zapanowała cisza....
- Twój świat musi być naprawdę dziwny...- 
- Oj, tak.... Ale wynagradzają to genialni ludzie ! Jest na przykład Mika ! Na której muszę się zemść, bo w swoim opowiadaniu chce zabić paru boskich bohaterów. Niech się strzeże ! Moje pluszowe pokemony z Bakim na czele, mi pomogą ! Chociaż za przyszłą postać Fear, mogę jej trochę podarować.No i jest Ciel ! Znamy się od niedawna, ale bosko się razem spami ! No i ma się z kim kochać Kuroshitsuji ! Wiecznie zadowolona Misaki, którą znam tylko z bloga. Ale zawsze mnie dowartościowuje, bo nigdy nie krytykuje tego co napiszę ! Beshi, która pewnie mnie nienawidzi, ale i tak dla niej, kiedyś sparinguje jej mężulka ! Niech spamuje więcej na tytanach ! Remii, która dla mnie przeczyta nawet najdłuższą historię i zawsze dostarczy jakiś fajny pomysł lub art na fanpage ! A wraz z nią Rin z tego samego fp ! One to wiedzą jak prowadzić stronkę na facebooku ! Dawajcie więcej artów ! Niech ten cudny fp, nie zginie ! Uwielbiana Hinata ! Zawsze da dobrą radę i wesprze słowem ! Róża, która kocha robić korekty i dodać swoje podteksty w moich opowiadaniach. Ona i Remii to moje wsparcie, gdy w przyszłości przysnę w trakcie korekty ! No i Dusia, która zaraża paringami jak mało kto ! Razem zesfatamy Tamakiego z Haruhi ! Do niej należą wszystkie one-shoty z Mikasa x Eren !  No i jest jeszcze Kaori, przez którą tu skończyłam! Nienawidzę jaj za to, ale wszystko jej wybaczę. Oby jej się tak historia spodobała.... A ! Zapomniałam o Akim ! Ten to nigdy nie przeczyta mojego romansidła ! Kiedyś dostanie za to ! Oj dostanie ! No i Kida ! Która pewnie nigdy się o tym nie dowie, ale to mój ulubiony i jedyny siostro-brat ! Oczywiście, jeszcze Acchan czasem zajrzy z Ayoi, za co zawsze będę jej wdzięczna. Bo z ich blogami moje się umywają ! Renee, która pisze najlepsze blogi na świecie, a ja zawsze będę jej "uczennicą"! No i może kiedyś jej dorównam....Co się tak dziwnie patrzysz ? Warto wierzyć w cuda !  Claudy, która w końcu wznowiła bloga i razem z Madel pisze najlepsze one-shoty na świecie ! Taki talent to tylko podziwiać !  No i wiem, że jest jeszcze cicha Patrycja. Która śledzi bloga, ale się nie przyzna ! Więc może mój świat jest dziwny, ale przyjaciół można mi pozazdrościć !- I tego cholernego spamu na facebooku.
- Kompletnie cię nie rozumiem.-
- Nie dziwię się ! Nie ty jedyny- Zaśmiałam się pod nosem. Jak miło być znów sobą !
- Można stąd wysłać pocztówkę ? Przydało by się, wysłać im pozdrowienia z siedziby zwiadowców.-
- Że co proszę ?- 
- Nie gadaj ! Nie macie tu pocztówek !? To co ja teraz zrobię ?-
- To nie mój problem...- Ech... Trudno... Najwyżej wspomnę o nich w one-shocie i będzie zaciesz ! Yahoo ! Brawo mózgu, to dobra myśl !
- A po co przybyłaś do tego świata ?- Po co ? Bo pewna Kaori nie napisze sama komedii, ale zwali to na innych ? W dodatku co ona sobie myśli ? Po tym wszystkim mam się z nią dzielić przyszłym mężem ! Czy ona w ogóle wie co ja tu przechodziłam ! Oj nie ! To będzie wojna !
- A tak jakoś.....- Ta.. Kłamczyć zawsze można.
- Myślisz, że uda mi się spotkać Armina ?!-
- A co ty ,jakiś kompleks na jego punkcie masz ?- 
- Nie ! To mój przyszły mąż, ale jeszcze o tym nie wiem !- Zapanowała cisza. Usta Leviego wykrzywiły się w dość nietypowy sposób..... Nie ! Nie mówcie mi, że on...
- Ha, ha ! Dobre ! Ten chłopak jest inteligentny, więc pewnie będzie cię unikał jak ognia ! Trzeba być głupim, by się tobą zainteresować ! Ha, ha !- Czy ja nie powinnam się czasem obrazić ?
- Zamknij się ! Pochodzę z innego świata, więc może poderwę  Armina dzięki starym, dobrym Polskim legendą ! Na przykład o Euro 2012! To naprawdę fascynując historia i.....- 
- Co ty się tak nagle krzywisz ?- Zapytał nagle Levi...
- Jakoś mi tak nagle nie dobrze....- Zobaczyłam śmiejącego się kaprala ! Będę rzygać ! Ludzie dajcie wiadro !
- Błagam cię skończ z tym. Ja nie będę tego sprzątać- Parsknął Levi.
- Pf... Powinieneś być mi wdzięczny, że się staram. Wiesz ile ludzie chce sparingować Hanji z Arminem ? Powód ? Bo są inteligentni, więc zróbmy paring ! Powinieneś mi dziękować  ! Dzięki mnie stracisz konkurenta !- 
- Myślisz, że Hanji i Armin mogli by zostać parą ?- Zapytał zdziwiony kapral, drobiąc się po podbródku. Najwyraźniej się nad czymś zastanawiał.
-Szczerze mówiąc Hanji, spędza z nim dość dużo czasu. Jednak do tej pory obawiałem się tylko Erena i Seweryna.-  Erena raczej nie ma się co obawiać. Kaori nieudolnie próbowała już ich sparinogować. Eren raczej nie był wtedy szczęśliwy.
- Błagam cię przestań ! Jeszcze wykraczesz ! To by było straszne ! Hanji i Armin ! Kolejna pedofilia w tym anime ! Ja tego nie przeżyję ! Uwielbiam charakter Hanji i kocham Armina ! To by było zbyt okrutne, bo nie potrafiła bym znienawidzić tego paringu ! Nie mogą mi odebrać męża !- (Aki, Kida... Wyglądałam w tedy mniej więcej tak, gdy mówiłam że herbata z hotelu była dobra ! Ci co tego nie widzieli, może dostaną nagranie z hotelowej kamery)
- Jak na pisarza jesteś strasznym dramaturgiem.-
- Artysty nikt nie zrozumie !- 
- Jeśli ty jesteś artystą, to ja jestem tytanem.- 
- To się jeszcze okaże ! Nie wiadomo co planuje autor mangi ! Zresztą... Szczerze w to wątpię ! Gdybyś był tytanem z łatwością poderwał byś Hanji !- Pokazałam kapralowi język, ale szybko pożałowałam swoich słów, wiedząc jego spojrzenie.
- Słuchaj młoda, za lżejsze przewinienia spuszczałem łomot.- Wysyczał. Przez chwilę miałam wrażenie, że przede mną stoi król demonów !
- Przepraszam ! Proszę nie bij ! Nie chcę skończyć jak Eren ! Jeszcze zrobią filmiki, do głupiej muzyki, jak mnie pobiłeś i będzie to latać po całym necie ! Ja nie chcę tak skończyć !- Załkałam, a kapral odsunął się ode mnie.
- A wiec zostańmy sprzymierzeńcami.- 
- ŻE CO PROSZĘ ?!- 
- Poznam cię z Arminam i stracę przynajmniej jednego konkurenta! Co ty na to ?- 
- Jeszcze się pytasz ?! Pewnie że się zgadzam, kapralu !- I tak właśnie znaleźliśmy porozumienie. Nie taki kapral straszny !
***
Ta... I muszę was zawieść... Jakiś czas temu wróciłam do domu i zaczęłam to pisać. Dlaczego się tak skończyło ? Otóż.. Bądźmy szczerzy. To wszytko moja wina ! (Tak tym razem nie zwalę na innych !Gdy lazłam z Levim, mijaliśmy pokój Armina... No i.... Cholernie mnie korciło by zabrać jego koszulę na pamiątkę ! Wleciałam jak szalona do jego pokoju i co zastałam ! Oczywiście, chłopak dba o siebie, więc półki z książkami były równo posegregowane alfabetycznie, a pokoik wysprzątany. Pod rządami Leviego, nie może być inaczej, ale nie o to chodzi ! On tam był ! Sam Armin stał na środku pokoju i co jest w tym najlepsze ? Był w samych spodniach, bo właśnie się przebierał ! (Ta... Levi  to zboczeniec jak się przebiera, ale Armin nie xD Chociaż teraz to ja wyszłam na zboczeńca, no ale co zrobić ? Niczego nie żałuję !) Do wszystkich dziewczyny ! Nie uwierzycie ! Armin ma kaloryfer ! Pewnie nie taki jak Jean, czy tam Levi, ale ma ! Ładnie wyrzeźbiony tors, ale nie do przesady ! Widać, treningi wojskowe robią swoje ! No i tak się jakoś zdarzyło.... Krewka z nosa poleciała, przytomność się straciło, a gdy się obudziłam byłam w Żaganiu ! I tak się historia zakończyła ! Ludzie ja nie chcę takiego zakończenia !
*** 
Ta.... Co to było ? Tak właściwie nie powiano być notki od autora, bo to wszystko przypomina jedną wielką notkę od autora ! Druga próba napisania tego one-shota była niezłą ^^ W pierwszej wersji, była historia o tym jak Levi zbiera podpisy, bo Erwin zabronił mu robić pranie, a Hanji chciała zrobić z wybielacza bombę. Ech.. Alfa i komedia... Pięknie ... No, ale zostałam przy tym. Dlaczego ? Bo to niesprawiedliwe ! Dlaczego Kaori ma dostać ode mnie one-shota ? Sama jest pisarką ! Dlatego ten one-shot został stworzony przez zamówieni Kaori, ale jest z dedykacją dla wszystkich, którzy czytają tego bloga! Jeśli ktoś nie został wymieniony lub nie było dla niego podtekstu, niech się nie obraża, bo to nagroda dla tych co się udzielają i mnie wspierają ^^ Jeśli o kimś zapomniałam to przepraszam, ale to są uroki pisania po nocy! Kocham was wszystkich ! A teraz przepraszam, idę zarwać nockę na korekcie i wysłuchać krytyki Bakusia i moich pokemonów. One-shot psycho ! Rujnuje mózgi małym dzieciom, ale co tam xD Akcja miała być dłuższa. Chciałam jeszcze opisać swoją walkę z Annie, gdzie oskarżam ją o zbyt częste gapienie się na Armina. xD Niestety znacie umiejętności Annie, miałam przegrać walkę i dopiero obudzić się w naszym świecie, ale wcześniej miało być jeszcze parę scenek. Ale nie... Bo Allegra znów się rozpisała... Szkoda, szkoda....  Było by za długo i musiałam to zakończyć tak... Ech... Cała ja... Remii nie musisz tego czytać, wiem, że znów mnie skarcisz i będziesz zła, ale ja muszę się gdzieś wyżyć ! :_; 
Ps.
CO JA ZE SOBĄ ZROBIŁAM ! WYSZŁAM NA PSYCHICZNĄ WARIATKĘ !
Ps. x2
Nie chciało mi się czytać korekty po raz drugi, więc sprawdzę ją jutro ;p 


Dość nietypowa kontynuacja na życzenie Róży xD
Bohaterowie: Armin, Allegra Alfa, Levi : Klik

sobota, 27 lipca 2013

One-shot by Kaori-Chan~

One-shot na zamówienie Acchan do anime "Kaichou wa Maid-sama".
Gatunek:Komedia/romans
Postać/Pairing: Usui x Misaki ( oczywiste to przecież ^^)


"Niezapomniany dzień"
Gotowa do wyjścia dziewczyna czekała tylko, aż usłyszy dzwonek od drzwi. Tego dnia była jeszcze piękniejsza niż zwykle. Ubrana była w letnią kaszmirową sukienkę z kwiatem wiśni wijącym sią od spodu, czarne sandałki, a jej szyję zdobił naszyjnik w kształcie serca, który otrzymała podczas konkursu na „ najlepszą parę” na festiwalu w szkole Yumesaki. Włosy splotła w kłosa opadającego na jej lewe ramie. Ostatnio miała wyjątkowo dobry humor, w dodatku jej ukochany za każdym razem się dla niej starał, więc postanowiła również zrobić coś dla niego. Byli ze sobą już kilka lat, a z każdym pocałunkiem zakochiwała się w nim na nowo. Spędzali ze sobą niewiarygodnie dużo czasu. Misaki pracuje jako współwłaścicielka Maid-Late, a Usui objął posadę kucharza oraz studiuje na wydziale prawa. Wspólna praca wydawała się dla nich jedną z najlepszych okazji do spędzania razem czasu. Jednak ich długi związek nie zmienił zbytnio charakteru dziewczyny. W końcu ze strony drzwi dobiegł odgłos dzwonka. Misaki pospiesznie wstała i podbiegła do lustra upewnić się, że wygląda idealnie, po czym otworzyła drzwi i ujrzała rozpromienioną twarz swojego chłopaka.
-Dzień dobry. Przyszedłem po Misaki.- powiedział uśmiechnięty. Promienie słońca solidnie biły w oczy, przez co ten zaliczył niezłą wpadkę.
-Usui… Ty idioto!- powiedziała zażenowana dziewczyna. Zamknęła za sobą drzwi i wyszła przed dom. Chłopak przyjrzał się uważnie i aż mu szczęka opadła. Na twarzy Misaki pojawił się speszony rumieniec. Było jej przykro, że nie docenił jej starań, ale z drugiej strony rozumiała go. Nigdy przecież tak nie wyglądała. W ciągu tych kilku lat ani razu nie była ubrana w ten sposób i nagle bez powodu wystroiła się jak cała reszta jej rówieśniczek.
-Nie wierze w to co widzę. – złapał ją za rękę, żeby zapanować nad całą sytuacją-Wyglądasz pięknie, jak zwykle. –pocałował dziewczynę w policzek i pociągnął do przodu. Szli przez chwilę w milczeniu. Ze spuszczoną głową Misaki w duchu powtarzała sobie, że nigdy więcej tak nie zrobi. Czuła się niekomfortowo w dodatku miała nadzieje, że Usui zareaguje zupełnie inaczej. Z głębokich myśli wyciągnął ją głos chłopaka.
-Misaki? Nie spotkamy się jutro, ani nie będzie mnie w pracy. Muszę zostać cały dzień na uczelni, bo mam egzaminy kwalifikacyjne.-oznajmił oschle.
-Nie ma sprawy, ale po jutrze się zobaczymy, prawda? – zapytała z nadzieją.
-Nie pozwoliłaś mi dokończyć. Musimy się spotkać. Szczerze mówiąc mam ważną sprawę, a nie chce robić tego tutaj i w taki sposób.- powiedział Usui z powagą. Ona nie miała pojęcia o co chodzi. Z jednej strony bała się, że to coś poważnego, a z drugiej wcale ją to nie obchodziło. Uważała się za idiotkę, bo nie interesowało ją to co jej chłopak chce powiedzieć. Jedyne co jej pozostało to czekać na ten dzień. Ich późniejsze rozmowy poszły jak z płatka. Spędzili miło dzień w wesołym miasteczku, choć Misaki widziała, że z Usuiem jest nie tak. Specjalnie zmuszał się do uśmiechu, tak samo z rozmowami, mimo że wyglądały na naturalne. Ona to czuła.
                                                                                      ***
Tego ładnego dnia Misaki miała zamiar nie zaprzątać sobie głowy wczorajszym i jutrzejszym dniem. Chciała całkowicie zająć się pracą, tak jak za starych czasów. Teraz miała na to mniej czasu. Zbyt dużo obowiązków krążyło po jej głowie, by robić coś z zawziętością, którą miała w sobie podczas szkolnych lat. Mimo wszystko słowa jej chłopaka nie chciały zatrzeć po sobie śladów. Nie potrafiła zatracić się w pracy. Każdą czynność wykonywała źle, tłukła szklanki, podpisywała stare papiery, gubiła zamówienia. Kto by pomyślał, że ona-jedna z najbardziej odpowiedzialnych i dokładnych osób- może zrobić jakiś błąd techniczny?
-Misa-chan, może idź do domu odpocznij, bo chyba nie jesteś w stanie dziś pracować- zaproponowała Satsuki.
-Yhm… nie, dam rade, naprawdę- odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
-Wygląda na to, że nie układa Ci się z twoim lowelasem, co?- zapytała zgryźliwie zza rogu Honoka. Misaki spojrzała na nią ze zdziwieniem i speszeniem. Skąd ona to wie? Po chwili gdy wymieniły zabójcze spojrzenia, dziewczyna pochyliła się nad papierkową robotą i nic nie odpowiedziała.
-Misa-chan. Pokłóciliście się z Usuiem? No mów mi tutaj szybko, o co chodzi- Satsuki podeszła do Misaki i z troską wypisaną na twarzy czekała na wyjaśnienia.
-Prawdę mówiąc to wcale się nie pokłóciliśmy. Wczoraj powiedział, że nie może dzisiaj się spotkać ani przyjść do pracy, a jutro musi ze mną poważnie porozmawiać. Po prostu boje się, że stało się coś złego, ale spokojnie, dam radę- powiedziała lekko przybita dziewczyna.
-Czyli to wasz koniec?- zapytała z pogardą Honoka.
-Honoka-chan, natychmiast przestań, proszę!-warknęła Satsuki.
-Dlaczego sądzisz, że to ma być koniec?- zapytała zdezorientowana Misaki.
-No wiesz, poważna sprawa, dzisiaj nie przyszedł. Zgaduje, że ostatnio był ponury, zamyślony. To wszystko wskazuje na jedną rzecz. Tak się kochana wszystko zaczyna. Pierw jego humor się psuje, myśli o innych dziewczynach, o wolności, potem opuszcza spotkania, omija Cię, a potem przychodzi czas na POWAŻNĄ ROZMOOOOWEEEEE-powiedziała to z akcentem wyjętym z dobrego horroru- Nim się obejrzysz, odejdzie gdzieś w siną dal z ładniejszą płotką, z większymi piersiami i zostawi Cię zapłakaną w kącie, nie zwracając uwagi na twoje uczucia. Mężczyzna to mężczyzna, nie potrafi żyć w długim związku. Przykro mi, Misaki.- ze złowieszczym uśmieszkiem wyszeptała to do ucha dziewczyny.
-Honoka, nie masz czasem nic do roboty?- spytała Satsuki, tylko by Honoka się opamiętała.
-Wszystko by się zgadzało tylko, że Usui nigdy by czegoś takiego nie zrobił, po prostu nie jest w stanie.- stwierdziła z pozornym spokojem, choć w środku miotało ją, chciała pozbyć się tego chaosu w jej głowie, chciała po prostu na chwile się od tego uwolnić. Poczuć wolność jak kiedyś.
-Misa-chan, Honoka-chan. Wystarczy tych rozmów. Trzeba pojechać na targ do centrum. Macie tu kluczyki od auta i proszę nie zepsujcie go.  Listę zakupów weźcie z kuchni, a no i się pospieszcie.-jak zawsze uśmiechnięta Satsuki chciała jak najszybciej zakończyć niewygodną dla Misaki rozmowę- Honoka, a ty przestań już męczyć Mise.-zagroziła palcem w stronę dziewczyny i po chwili zniknęła za ścianą. Oby dwie dziewczyny również szybko się zebrały i ruszyły w stronę auta. Całą drogę przebyły w milczeniu. Misaki nie chciała uwierzyć w słowa koleżanki. Sama już nie wiedziała czy dlatego bo nie pasuje to do Usuia czy dlatego, bo ona nie chce w to wierzyć. Dotarły do targu 30 minut później. Podchodziły od stoiska do stoiska, kiedy nagle Honoka zaczęła chichotać pod nosem.
-Co Cię tak bawi?- Misaki nie miała pojęcia o co jej chodzi.
-Chyba się trochę przeliczyłaś, co do twojego chłoptasia. – nieświadomy wyraz twarzy Misaki coraz bardziej śmieszył Honoke.
-Przeliczyłam, powiadasz? Ciekawe na jakiej podstawie snujesz takie opowieści- chcąc się odgryźć, Misaki uśmiechnęła się.
-Spójrz tylko no w tamtą stronę. Czy to czasem nie twój blondas?- jeszcze głośniej się śmiejąc wydukała dziewczyna. Misaki spojrzała we wskazaną stronę i nie chciała uwierzyć. Czy to… nie… to nie możliwe… ale… to USUI!  Co on tu robi?! Przecież miał mieć egzaminy, a tym czasem on przechadza się z wysoką brunetką, o idealnych kształtach. Czy to co mówiła Honoka, może być prawdą? Misaki coraz bardziej zaczynała w to wierzyć. Ale przecież nie mogło to się tak skończyć. Zobaczyła na twarzy swojego chłopaka uśmiech, posłany do jego pięknej towarzyszki. Widząc to, Misa szybko odwróciła się na pięcie i popędziła w stronę auta. Jej serce biło jak szalone, a w głowie tysiące myśli nie dawało jej ani chwili spokoju.  Nie chciała w to wierzyć. Wiedziała, że nie zmruży oka przez to co zobaczyła, choć dla niej to może było lepiej, że to widziała. Była przygotowana na jutrzejszy dzień. W tam tej chwili nie czuła już rozczarowania. Czuła tylko napływającą złość. Przepełniała ją całą od stóp do głowy. Zdawało się, że zaraz wybuchnie. Nie płaczem, ale złością, krzykiem. Znikąd w Misaki przebudził się charakter za czasów szkoły. Duma, dyscyplina, zawziętość, dokładność. To była prawdziwa Misaki Ayuzawa. Właśnie te cechy zadecydowały co zrobi. Nie pobiegła do niego, nie wybuchła płaczem, nie krzyczała, lecz ze spokojem przyjęła to do wiadomości. Nie była jedyną kobietą w życiu Usuia. I było jej wtedy już wszystko jedno. Chciała tylko jedynie wyjść z tego z dumą. Postanowiła jutrzejszego dnia oficjalnie zakończyć ich związek. Zrobi to szybko, bez żadnego wahania. Co ważniejsze, zrobi to pierwsza. Nie pozwoli by to on z nią zerwał. Jej honor poległ by jak na bitwie. Po chwili spokoju wsiadła do auta razem ze zmachaną Honoką( goniła przez cały czas Misaki) i odjechały w stronę restauracji.
-Misa-chan? Mimo wszystko, trzymaj się- z uśmiechem powiedziała Honoka dotykając dłonią jej ramienia. Dziewczyna odpowiedziała jej uśmiechem, choć oby dwie wiedziały, że było to fałszywe. Dla Misaki ten dzień był bardzo męczący. Szybko znalazła się w domu próbując wszystko na nowo przemyśleć. Tak jak myślała, nie mogła zmrużyć oka, postało jej tylko czekać.
***
Tego dnia wszystko miało stać się takie jak dawniej. Przez cały czas powtarzała sobie, że w końcu się uwolniła z rąk tego zboczeńca i powinna się cieszyć, jednak w głębi duszy bardzo ją to bolało i zależało jej na Usuim. Dobiegała godzina 15, więc  był czas na przygotowania. Specjalnie ubrała się w czerwoną sukienkę sięgającą do połowy ud, związywaną pod biustem, z czarną koronką na ramionach, do tego ubrała czarne wysokie buty, a włosy spięła do tyłu w loki. To jak wyglądała w tamtej chwili zachwyciło nawet ją samą. Ostatnim razem nawet tak dobrze nie wyglądała, jak teraz. Dodało jej to otuchy. Jej celem było wzbudzenie poczucia winy na Usuim. Nim się obejrzała chłopak już czekał przed domem w aucie. Przed wyjściem na zewnątrz spojrzała jeszcze raz w lustro, odetchnęła głęboko i ruszyła w stronę samochodu. Przywitanie było oschłe z obydwóch stron.
-Ładnie wyglądasz- powiedział cicho.
-Dziękuje, ty też.- Misaki nie mogła oprzeć się rzucić mu komplementem.  Wyglądał naprawdę bardzo dobrze. Ubrany w czarne spodnie z białą koszulą i krawatem-mimo iż tak prosto- robił niezłe wrażenie. Podczas drogi nie padło już ani jedno słowo. Obrażeni lub zestresowani. Po kilkunastu minutach dojechali na miejsce. Byli na dużym parkingu widokowym. Znajdował się na obrzeżach miasta, na wzgórzu skąd były przepiękne widoki. Można było zobaczyć niemalże całe miasto i pobliskie lasy. Zachód słońca oglądany z tego miejsca był zachwycający. Misaki ze zdumienia podeszła do barierek i jak zahipnotyzowana wpatrywała się w krajobraz. Ta noc była jedną z najpiękniejszych jakie kiedykolwiek widziała. Obok niej stał Usui, wyglądał na bardzo spiętego. Dziewczyna po chwili opamiętała się i przygotowywała się do tej trudnej rozmowy. Chłopak głęboko wzdychnął przez co jej serce prawie skoczyło jej do gardła ze stresu.
-Misaki… Bo widzisz, ja patrzę na swoją przyszłość z wielkim entuzjazmem. Dlatego tu jesteśmy…-z trudem wydukał, gdy nagle ona mu przerwała.
-Rozumiem. To koniec.- spuściła głowę na dół. Nie tak wyobrażała sobie ich zerwanie. Chciała sprawić mu tym ból lecz mimo wszystko, najwidoczniej nie potrafiła.

-Co? Wręcz przeciwnie, to dopiero początek.- Jeszcze raz chłopak mocno wzdychnął- Chcę żebyś to ty była moją przyszłością. Chce zamieszkać z tobą w dużym domu z ogródkiem, z gromadką dzieci i psem. To moje marzenie, dlatego Misaki…- Usui wyjął z kieszeni małe pudełeczko i uklęknął przez ukochaną- Proszę, zostań moją żoną.- w pudełku był pierścionek. Pierścionek zaręczynowy z najprawdziwszym diamentem. Zgrabny pierścień mający zapieczętować ich miłość. Oczy Misaki stały się ogromne, a po policzkach spływały łzy. Nie smutku, nie żalu, ale szczęścia. Mogła się domyślić, że on wcale nie miał złych zamiarów. Jego słowy zadały duże ciepło na sercu dziewczyny. Jak mogła chcieć potraktować tak swojego chłopaka, a może narzeczonego? Ze szczęścia rzuciła się Usuiowi na szyje. Przytuliła go najmocniej jak potrafiła, chciała by nigdy jej nie opuszczał. W tych ramionach mogła spędzić resztę swojego życia. W tych ramionach czuła się bezpieczna, kochana. Spojrzała na niego z uśmiechem i powiedziała słowo „tak”, które brzmiało jak najpiękniejsze słowo na świecie. Ich usta złożyły się w pocałunku, a oni zapatrzeni w siebie nie chcieli kończyć tej chwili. Na niebie latało tysiące lampionów. W tamtej chwili byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. 
***
Także ten. Nie jestem z siebie zadowolona. Mam nadzieje, że mi wybaczycie. Przyznaje, że zrobiłam to trochę na szybko, niestety czas mnie goni, a w każdej wolnej chwili pisałam. Uważam, że mogło mi wyjść dłużej i lepiej. Kiedyś się może nauczę. Siądę może w końcu na spokojnie i napisze bez stresu. I wgl. ja wiem, źle oddałam ich charaktery, napisane trochę sztywno, mam nadzieje, że Acchan mnie nie zabije * chowa się*. Ale z każdym opowiadaniem będę robić poprawę, więc wybaczcie mi tym razem. Tak ,kocham was ^^ ( czyli teksty walone od czapy XD )

poniedziałek, 22 lipca 2013

One-shot by Allegra Alfa.

Gatunek: Akcja, przygoda i wątek miłosny.
Paring/Postać:  Levi x Zoe, Levi Rivaille
Historyjka z dedykacją dla Misaki !


"Typ samotnika"
Dookoła panował cisza. Ciepłe promienie słońca ogrzewały krony olbrzymich drzew. Trawa szumiała od lekkiego podmuchu wiatru.  Gdzieś daleko, przemknęło stado saren.  Jednak dziwny dźwięk przerwał tą sielankę. Powoli, za olbrzymich drzew, wyłoniła się człekopodobna istota. Stworzenie o głupi spojrzeniu, przechadzało się leniwym krokiem po lesie. Wypatrując, czy gdzieś nie łazi jakiś smakowity kąsek. Bestia szła otępiale na przód, bo co miała lepszego do roboty ? Była za głupia na czynność, która wymagała myślenia. Wiec po prostu sobie łaziła. Niszczyc, przy okazji, wszystko co wpadło pod jej stropy. Jak jakiś szkodnik ! Jednak, w tym lesie była osoba która nienawidziła szkodników bardziej, niż zielonych plam od trawy na białych spodniach. Obserwowała niczego nieświadomą ofiarę, analizując każdy jej ruch. Zacisnął dłonie na broni, przyjmując odpowiednią pozycję. Niezauważalny w cieniu liści, czyhał na dogodny moment. Z pogardą obserwował swoją ofiarę. Ruszył ! Leciał w dół. Gwałtowne powietrze zaczesywało ciemne włosy do tyłu. Zacisnął zęby i nim tytan zdążył się zorientować, Levi wbił ostrza głęboko w jego szyję. Robiąc przy tym olbrzymie nacięcie. Na zgiętych kolanach wylądował na ziemi, z pewnie uniesioną do góry głową. W jego postawie można było dostrzec dumę wszystkich zawiadowców. Za drzew pojawił się kolejny tytan, ale na kapralu nie zrobił on wrażenia. Zaczepił linkę o jedno z drzew. W efekcie, biegnący na niego potwór przywrócić się tuż przy jego stopach. Silne uderzenie o ziemie wybiło go w powietrze, ale nie marnował okazji. Zaczepił linkę o czułe miejsce tytana i wirując w powietrzu wykonał w karku olbrzymie nacięcie. Spokojnym krokiem zeskoczył z ciała  i spojrzał na cień wyłaniając się za kolejnych drzew. Nieśmiała bestia chowała się za konarami, czekając na chwilę nieuwagi kaprala. Mężczyzna spojrzał na niego z ironią i ze znudzeniem ruszył w jego kierunku. Tytan wyskoczył nagle za drzew, ale kapral błyskawicznie zaczepił linki o jego głowę i zbliżając się do potwora, rozciął bronią jego gałki oczne. Tytan zawył głośno, ale na Rivaille'im nie zrobiło to wrażenia. Przyczepił się do jednego z drzew i z pogardą obserwował jak oszołomiony tytan macha rękoma na wszystkie strony.  Korzystając z okazji, wskoczył na jego nadgarstek i szybko przemknął po ręce tytana. Zeskoczył z ramienia i przejechał ostrze po jego skórze, robiąc długie nacięcie od szyi, aż do połowy pleców. Ciemnowłosy podnosił gwałtownie głowę, słysząc u góry dźwięk łamanych gałęzi. Odmieniec ? Olbrzymi potwór skoczył w kierunku kaprala, odbijając się z pobliskiego drzewa. Levi spojrzał z pogardą na nowego wroga. Coś takiego ma być dla niego wyzwaniem? Z łatwością zaczepił linki o drzewo, z którego wybił się tytan. Odbił się od podłoża, a siła wybicia uniosła go wysoko w górę. Gdy znalazł się nad lecącym tytanem, puścił linki i wskoczył na jego plecy. Spokojnie zbliżył się do jego szyi i zrobił ostrzem nacięcie. Krew trysnęła gwałtownie z rany potwora. Niski kapral zeskoczył szybko z ciała tytana, nim martwa bestia zdążyła upaść z głośnym hukiem na ziemie. Ciemnowłosy przycupnął na jednej z gałęzi. Przyglądając się kupie parujących ciał. Wyjął z kieszeni białą ścierkę i zaczął czyścić ostrze broni.  Nagle, po lesie rozległ się kobiecy pisk. Odruchowo zaczepił linki do drzewa i ruszył w kierunku dźwięku. Nie marnował przy tym gazu. Wiatr muskał jego włosy. Szybko przemknął pośród drzew, pozostawiając po sobie tylko białe chmury, wypuszczanego gazu. Ciągle miał wrażenie że dobrze zna ten głos. Nagle dostrzegł nietypowe zjawisko. Tytan, który uczył się wspinać po drzewach.... W dodatku to nie wszystko! Bestia była zachęca przez radosne okrzyki brązowowłosej kobiety, która stała na najwyżej gałęzi drzewa, notując coś w zeszycie i nagradzała tytana radosnym wrzaskiem podniecenia za każdym razem gdy potwór wspiął się na kolejną gałąź.
- Możesz łaskawie powiedzieć, co do cholery wyprawiasz ?- Zapytał poirytowany Levi, lądując obok dziewczyny.
- LEVI ! Spójrz na niego ! Czy nie jest cudowny !?- 
- Jakoś tak nie sądzie, czy to źle ?- Zapytał z pogardą, jednak jego pytanie zostało całkowicie zignorowane przez dziewczynę.
-Spójrz tylko jak wysoko wchodzi ! Wcześniej wspinał się po tamtym drzewie i ciągle się przewracał, a teraz idzie mu całkiem sprawnie! Nie miałam pojęcia, że tytani potrafią się tak szybko się uczyć!  Ciekawe czy zdobył tak szybko umiejętność wspinania, po analizował swoje wcześniejszych błędy... Sam pomysł na wspinaczkę, wyróżnia go wśród tytanów !- Zawołała uradowana Zoe, jednak dopiero teraz spostrzegła, że Levi'ego nie ma.  Rozejrzała się, czy przypadkiem nie jest jeszcze w okolicy. Po chwili dała sobie spokój i wróciła do obserwowania tytana.
Zdębiała. Tytan podciągał się do góry na kolejnej gałęzi, ale nie to ją przeraziło. Na tej samej gałęzi stał ciemnowłosy mężczyzna. Ze stoickim spokojem przypatrywał się wysiłkom tytana.
- Chodzący po drzewach tytan, też mi coś. Jak dla mnie jesteś głupi jak cała reszta.- Wycedził przez zęby niewzruszonym tonem. Bacznie mierzył wzrokiem twarz tytana, która była teraz tuż przed nim. Potwór otworzył szeroko paszczę, za to Rivaille, niewzruszony nawet nie mrugnął. Spokojnie stał w miejscy, jednak ciągle był w gotowości, by w razie czego wystrzelić linki i zaatakować potwora. Przyłożył dłoń do podbródka, odliczając ile jeszcze czasu tytan zdoła się utrzymać na gałęzi. I wtedy rozległ się dźwięk wystrzał. Dookoła otoczył go zielony dym, a zaraz potem nastąpił zrozpaczony krzyk tytana. Potwór zleciał z gałęzi i uderzył z głośnym trzaskiem o ziemię. Levi nie zamierzał siedzieć bezczynie w zielonej chmurze dymu, od razu zaczepił linki o pobliskie drzewo. Na ziemi dojrzał rozwydrzonego tytana, który rozpaczliwie przyciskał dłonie do krwawiącego, prawego oka. Już miał zamiar ruszyć w jego kierunku, kiedy ktoś go uprzedził. Brązowe włosy i dokuczliwy zapach gazu, przemknął tuż przed nim. Dziewczyna wskoczyła na plecy tytana. Wyszeptała rozpaczliwym głosem jakieś przeprosiny i zrobiła nacięcie na szyi potwora, zanim ten zdążył się domyślić co się właściwie dzieje. A on ? Oparł się jak gdyby nigdy nic o pień drzewa i przyglądał się jak Zoe łazi wokół parującego ciała, szukając jakiś poszlak, które pomogą jej odpowiedzieć na pytanie "Dlaczego tytan z taką łatwością nauczył się wspinaczki ?". W końcu i Levi podszedł do martwego stworzenia i przyjrzał się zwłoką. Oparł but o jego głowę i schylił się do twarzy potwora, by spojrzeć w jego martwe, do połowy zregenerowane, prawe oko.
- Już nie jesteś taki cwany.- Wycedził z pogardzą.
- Jesteś z siebie zadowolony ?- Usłyszał za plecami. Nie potrafił ukryć zdziwienia. Gwałtownie odwrócił się w stronę dźwięku i dostrzegł wyraźnie rozzłoszczoną Zoe. Taki widok, rzeczywiście nie należał do częstych. Dziewczynę wyjątkowo trudno było rozzłościć, a jeszcze rzadziej podnosiła na kogoś głos. A już szczególnie na niego. Tyle razy się droczyli, ale ona zawsze tylko niewinnie mu się odgryzała. Jeszcze nigdy się na niego nie uniosła, a tym bardziej nie wpatrywała się w niego w ten sposób. Nawet człowiek z jego pewność siebie czuł się przytłoczony od rozzłoszczonych oczu dziewczyny.
- Przez ciebie zmarnowałam flarę ! Możesz mi wyjaśnić co ty wyprawisz ?- 
- Przecież to ty go zabiłaś. Ja tylko chciałem mu się przypatrzeć z bliska. Przecież miał prawo zobaczyć człowieka, który i tak prędzej czy później go zabije. Szkoda tylko, że mnie w tym uprzedziłaś.- Wymamrotał jakby nigdy nic. Jednak był odrobinę zaskoczony reakcją dziewczyny. Spodziewał się, że będzie się użalać nad martwym tytanem, przyjdzie do niego, obije go rękoma, wypłacze się w jego pelerynę, wysmarka nos w chustę ,którą kapral zawsze używał do czyszczenia broni i poleci szukać kolejnego tytana do zabawy. Czyli, że zachowa się tak jak zawsze, a tu całkowite przeciwieństwo typowego zachowania Zoe. I jak tu zrozumieć, tą narwaną kobietę ? Przecież ten tytan nie różnił się zbytnio od tych, które spotkała do tej pory podczas wypraw w terenie. Za to flary, z których korzystali zawiadowcy, były tańsze od wybielacza którego Levi zawsze używa do prania.
- Właśnie tego w tobie nie znoszę.- Warknęła rozzłoszczona zakładając ręce na biodrach, a Rivaille posłał jej pytające spojrzenie. Zoe była ostaniom sobą od której spodziewał się wykładu.
- Zawsze nie potrzebie ryzykujesz ! Pomyślałeś może o kogo głównie martwią się wszyscy zwiadowcy kiedy wyjeżdżamy w teren? Właśnie o ciebie ! To, że jesteś wyjątkowo uzdolniony w walcie nie oznacza, że jesteś nieśmiertelny ! Rivaille, jesteś najsłynniejszym zwiadowcą, nie przez siłę czy zdolności ! Tylko dlatego, że dajesz ludziom nadzieję ! Gdybyś zginął podczas jakiejś wyprawy, co by się stało ? Zdajesz sobie sprawę jak wiele ludzi przeżywało by twoją śmierć ? Po co ryzykujesz podczas tak prostego zadania ?- 
- Mógł bym cię spytać o to samo.- Odezwał się oschle kapral, odwracając się plecami do dziewczyny.
- Co masz na myśli ?-  Zapytała po chwili ciszy.
- Siedzisz sobie na drzewie i bardziej skupiasz się na notatkach niż na tytanie. Co by się stało gdyby nagle pojawił się tuż przed tobą ? Zdążyła byś wyciągnąć broń, zaczepić linki i zakatować ? Szczerze w to wątpię.- Dziewczyna westchnęła, słysząc zarzuty jakie postawił jej kapral.
- Jednak ja nie jestem tak ważna. Jako naukowiec, muszę być gotowa na śmierć. Chociaż by, za najdrobniejsze informacje, które mogły by się przysłużyć badaniom tytanów.  Na moje miejsce zawsze będzie mógł pojawić się ktoś inny, za to wiarę, którą budzisz w ludziach nie da od tak się porostu zastąpić. Dlatego przestań ryzykować bez potrzeby ! Narażać powinieneś się tylko wtedy, kiedy ma to wpływ na odwet ludzi !- 
- Naprawdę sądzisz, że od tak po prostu, dam się zabić jakiemuś cuchnącemu tytanowi ?- Zapytał z pogardą. Zoe zawahała się. Naprawdę nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Wierzyła w niego, ale również martwił ją jego sposób walki. Był profesjonalistą, ale zawsze dręczyła ją myśl, że przez jego zbytnią pewność siebie może mu się coś stać.
- Nie...- Odpowiedziała po chwili namysłu.- Ale gdyby się to stało, nie potrafiła bym sobie wybaczyć, że nie próbowałam cię jakoś przed tym uchronić. Jesteś zbyt ważny Levi. Zbyt wiele ludzi potrzebuje twojego wsparcia, byś mógł od tak po prostu umrzeć. W dodatku...- 
- Jesteś naprawdę głupia Zoe.- Warknął cynicznym głosem, nawet nie spojrzał na dziewczynę. Zupełnie, jak by rozzłościły go, jej słowa. Za to ona stała w bezruchu. Wiele razy nazywał ją "głupią okularnicą", jednak tym razem jego mówił śmiertelnie poważne.
- Ludzie umierają, zostawiają nas i nic tego nie zmieni. Dlatego nie można wierzyć samym słowom. Skoro nawet człowiekowi nie można całkowicie zawierzyć, to jakim cudem możesz ufać tytanom ?- Odpowiedział odchodząc.
*** 
- Hanji, czy coś się stało ?- Usłyszała znajomy głos. Spojrzała na jadącego obok niej Erwina. Dostrzegła nietypowy wyraz jego oczu. Jednak nie wiedziała, czy połyskują one troską, czy zdziwieniem.
-Zwykle podczas powrotu jedziesz obok Levi'ego i opowiadasz mu o tytanach, które tym razem widziałaś. Za to on narzeka ci, że jego strój nadaje się tylko do prania. W końcu poirytowany twoim monologiem i tym ,że go nie słuchasz, powinien teraz wyliczać ci wszystkich tytanów, których dzisiaj zabił. Za to ty, jak zwykle, łkając powinnaś obijać go po ramieniu, wykrzykując jaki jest okrutny i nieczuły.- Zaśmiał się wysoki mężczyzna.
- Mieliśmy małą sprzeczkę.- Westchnęła rozglądając się po ludziach z oddziału. Po chwili dostrzegła miedzy ludźmi niskiego, ciemnowłosego mężczyznę. A co grosza, nieszczęśliwy traf sprawił, że Levi akurat patrzył w jej stronę. Nie odwrócił wzorku, spoglądał pewnie przed siebie, a ona miała wrażenie, że jego tęczówki przeszywają ją na wskroś. Szybko się odwróciła. Naburmuszyła policzki, zadarła nos do góry, złożyła ręce na piersi i parsknęła pod nosem. To wszystko miało pokazach kapralowi, jak bardzo jest urażona. Erwin widząc zachowanie dziewczyny, zaśmiał się cicho pod nosem, a ona spojrzała na niego zaskoczona.
- Aż tak źle ?- 
- Oczywiście ! Odkąd ostatni ludzie zrezygnowali z przydzielenia do jego oddziału, Levi stał się nie do wytrzymania. Rozumiem, że teraz czyje się wolny, bo może działać sam, bez zmartwień. No ale, są jakieś granice! To nie oznacza, że może pchać się pod nos tytanów. Przecież nasz sprzęt też nie jest doskonały!  Co, jak obluzuje się jakaś śrubka ? Naprawdę... Przez te ostanie wydarzenia stał się strasznie opryskliwy, wybredny i nie można z nim żyć. Właśnie dlatego, jego ostatni oddział poprosił o przeniesienie.  Co on sobie myśli ? Stał się nagle takim narwańcem ! Jest wręcz nieznośny  i prawie że nie do wytrzymania !- 
- I kto to mówi.- Zaśmiał się cicho Erwin, za to Hanji spojrzała na niego zdziwiona. Kompletnie nie rozumiała o co mogło chodzić mężczyźnie.
- A tak naprawdę co o nim sądzisz ?- Zmienił pośpieszenie temat, wolał nie tłumaczyć dziewczynie co miał ,przed chwilą na myśli. Nie odpowiedziała od razu.
- Sądzę, że próbuje być oschły, tylko dlatego, że nie chce się zbytnio przywiązywać do ludzi. Na jego oczach umarł już nie jeden człowiek. Wielu z nich udało mu się kiedyś uratować. Więc ,pewnie ciężko mu to znieść, kiedy słyszy od kogoś, że zginęli podczas misji. Jednak mimo tego, to właśnie on potrzebuje bliskości drugiej osoby, bardziej niż którykolwiek ze zwiadowców. W dodatku ciągle czuje na sobie presję mieszkańców. Może jego ekscentryczny typ walki,  jest sposobem na wyładowaniem całego napięcia ?.... Zawsze próbuje od siebie wszystkich odepchnąć i wydaje się być taki nieosiągalny. Jednak on tylko udaje, że jest "typem samotnika". Tak naprawdę głupio mu przyznać, że bardzo szybko przywiązuje się do ludzi, a te chwile które spędzamy wszyscy razem to jedne z najlepszych wspomnień. Chce byś sam, ale tak naprawdę tego nienawidzi. Ale uważa, że jeśli będzie  trzymać się z daleka od wszystkich, to ludzie nie będą cierpieć po jego śmierci..... Chociaż mam wrażenie, że zawsze jest gdzieś blisko...Niezauważalny.......I czuwa nad nami....Czasem, jest dla siebie naprawdę zbyt okrutny.- Pomyślała na głos, aż w końcu spojrzała na Erwina. Czując, że bacznie jej się przyglądał, od jakiegoś czasu.
- Musisz naprawdę dobrze go znać, skoro wyciągnęłaś takie wnioski. Więc może, będzie lepiej jak szybko się pogodzicie ?- Zaśmiał się widząc ciekawskie, lecz niepewne spojrzenie dziewczyny.
*** 
Minęły trzy dni od tamtej sprzeczki. Jednak ona ciągle trzymała do niego urazę. Za to Levi zachowywał się tak, jak by nic się nie stało. Czasem ją o coś pytał, szturchał lub rzucał w jej stronę dokuczliwą docinkę na temat kolejnych ubłoconych butów.  Drażniło ją to. Za każdym razem, po prostu podawała mu dokument którego szukał, bez słowa ignorowała jego zaczepki, oraz nie słuchając monologu kaprala, posłusznie czyściła buty szczotką. Drażnił ją.... A może to wszystko przez to, że tak się o niego martwiła ? Sięgnęła ze znudzeniem po filiżankę z kawą i znów pogrążyła się w lekturze.
- Podpułkowniku Zoe !- Usłyszała krzyk. Spojrzało na mężczyznę, który staną u progu drzwi. Poznała go. Seweryn... Razem z pozostałymi żołnierzami, pomaga jej w badaniach i pilnuje porządku, w miejscu gdzie przetrzymują schwytanego jakieś trzy miesiące temu, tytana.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam ! Podpułkowniku, stało się coś strasznego ! Jest pani natychmiast potrzebna !- Zawołał zdyszany i lekko przerażony mężczyzna. Spoglądała na niego pytająco, ale dopiero teraz zdała sobie sprawę z paru rzeczy. Czuła się naprawdę dziwnie. Jak by dopiero teraz, uświadomiła sobie, jak długo musiała zasiedzieć się nad notatkami. Jednak nie to było dla niej najdziwniejsze. Ciągle miała wrażenie, że oprócz jej i przybyłego żołnierza, był w pomieszczeniu ktoś jeszcze.
-Hanji- Usłyszała znajomy głos. Spojrzała na autora słów. Z kanapy, która znajdowała się niedaleko stołu przy którym pracowała, podniósł się nie kto inny jak Levi. Podszedł do biurka i sięgnął po niedopitą szklankę z kawą. Czy to możliwe, że chciał spędzić z nią czas, mimo tego, jaka była dla niego ostatnio oschła? Od jak dawna siedział w jej biurze ?
- Nie ważne co się tam dzieje.... Nie waż się zginać.- Powiedział dość cynicznym tonem. Nie odpowiedziała. Ruszyła w kierunku drzwi i poszła za żołnierzem. Jednak przez cały czas czułą, że kapral odprowadza ją spojrzeniem, do wyjścia.
*** 
- Jak wygląda sytuacja?- Zapytała, pewnym krokiem przechodząc się po dachach koszar. Zwiadowcy nie byli idiotami. Mimo tego, wielu mieszkańców miało o nich takie zdanie. Żaden człowiek, nawet Zoe, nie był na tyle głupi by zgodził się na trzymanie tytana na otwartym terenie. Miejsce gdzie przetrzymywany był eksperyment, było całkiem spore. Otoczone dużym, grubym, ceglanym murem. Na terenie znajdowały się budynki koszar, gdzie przetrzymywane były wszystkie przedmioty, których używali żołnierze podczas badań. Chociaż cała konstrukcja miała swoje lata, to mimo biegu czasu z łatową mogła utrzymać w swoich granicach 5 metrowego tytana.
- Pod czas umocnień, przypadkiem została uszkodzona jedna z linek przytrzymująca tytana. Jak widać nawet tak bezrozumna bestia, nie była na tyle głupia by nie wykorzystać okazji. Zginęło trzech ludzi, pięcioro jest rannych. Tytan na razie nie ruszył się z miejsca gdzie był przetrzymywany. Żołnierze obstawili mury. Jeśli tytan chociaż odrobinę się do nich zbliży zostanie zestrzelony, a żołnie szybko go zabiją. Na ucieczkę nie ma szans, jednak bardzo ciężko będzie go znowu złapać. - Powiedział jeden z żołnierzy. Ona już wiedziała co ma robić. Jednak czuła się strasznie nieswojo. Prawda jest taka, że nie mają szans na powtórne schwytanie tytana. Widziała jak jeden z nich uczył się wspinaczki na własnych błędach. Więc jest  prawie zerowe prawdopodobieństwo, że bestia nabierze się drugi raz na tą samą sztuczkę. Wzięła głęboki wdech.
- Niech żołnierze czekają w gotowości. Jeśli tytan pojawi się w waszym zasięgu wzroku, bez wahania macie go zabić.- Powiedziała poważnym tonem. Zgadza się, nawet ona potrafiła być poważna w takiej sytuacji.
- Ja pójdę zebrać jak najwięcej informacji. Może dowiemy się czegoś nowego. Możliwe, że uosobienie tytana uległo zmianie. Jednak pójdę sprawdzić to sama ! Niech nikt z was nie waży się opuść wyznaczoną pozycję. Jeśli  tytan zbliży się do granicy, oznacza to że poniosłam porażkę. Wtedy nie ryzykujcie i zabijcie go bez wahania. Dowództwo przemyje Seweryn. Twoim obowiązkiem będzie nadzorowanie misji, by poszła zgodnie z planem, a po wszystkimi zdasz Erwinowi raport gdy już wróci z miasteczka. Pamiętaj, że każdy dobry dowódca stawia wyżej życie swoich żołnierzy, niż własne.- Powiedziała groźnie i ruszyła przed siebie.
- Ale podpułkowniku..- 
- To jest rozkaz !- Krzyknęła karcąc żołnierzy spojrzeniem i ruszyła odważnie krokiem. To dziwne uczucie.... Dawno nie była taka zaniepokojona.... Ostatni raz, było to wtedy kiedy postrzeliła tytana flarą. Czyżby to strach ?
***
-Zawodzisz mnie Radol- Powiedziała smutno, wiedząc jak tytan próbuje ją pochwycić. Szybko wystrzeliła linki i przeskoczyła na kolejny dach.
- Byłam pewna, że dowiem się o tobie czegoś nowego, a tu nic ! Naprawdę, jestem na ciebie bardzo zła !- Powiedziała zawiedzionym tonem, a jej przemowa przypominały słowa wypowiedziane przez rozzłoszczoną matkę, która karci swojego synka. Obserwowała jak tytan powoli obraca się w jej stronę.
- Tyle czasu z tobą spędziła. Jednak ty dalej jesteś taki, jak w dniu w którym cię schwytaliśmy. Naprawdę mnie nie poznajesz ? Jestem Hanji Zoe. Witałam się z tobą za każdym razem, gdy przychodziłam cię odwiedzić. Masz bardzo słabą pamieć Radol.- Powiedziała ze smutkiem. Przecież nie będzie tak skakać z miejsca na miejsce, cały dzień ! Jeśli tak dalej pójdzie, to sama będzie musiała zabić tego tytana.
-Z-e...- Poderwała gwałtownie głowę słysząc ten dźwięk. Czy to, co przed chwilą się stało było złudzeniem?  Czy tytan próbował wypowiedzieć jej nazwisko ?
- Zgadza się ! Jestem Zoe ! Hanji Zoe ! Przychodziłam do ciebie codziennie i za każdym razem opowiadałam ci o sobie ! Pamiętasz ? Zoe ! Zwiadowca Hanji Zoe ! Pamiętasz moje imię, Radol ?- Wykrzyczała z podekscytowaniem, podbiegając do krawędzi dachu. To było niemożliwe ! Jak by przez ten drobny gest, jej cały trud okazała się nie być daremny. Dla niej był to olbrzymi skok w przebiegu badań. Nauka tytana ludzkiej mowy, mogła by zdziałać cuda! Dowiedzieli by się tylu rzeczy, może udało by im się go oswoić ! Przecież....
Poderwała się gwałtownie, wiedząc jak tytan rzucił się w jej stronę. Krzyknęła, a jej serce podskoczyło, chyba do samego gardła ! Dostrzegła tylko ostre jak brzytwa zęby i olbrzymią jamę ustną w której miała się za chwile znaleźć. Odruchowo się cofnęła, ale potknęła się o jedną z dachówek. Poczuła tępy ból z tyłu głowy. Akurat teraz musiała się uderzyć ? Otumaniona nie wiedziała co robić. Chciała wstać, jednak jej ciało odmówiło posłuszeństwa. To wszystko działo się za szybko. Po prostu za szybko. Wstrzymała oddech, czekając jak tytan połknie ja jednym kęsem. Serce waliło jej jak opętane. Śmierdzący oddech potwora ranił jej nozdrza.
"Co by się stało gdyby nagle pojawił się tuż przed tobą ? Zdążyła byś wyciągnąć broń, zaczepić linki i zakatować ?"
Usłyszała w myślach znajomy głos. Widziała w głowie, obraz poirytowanego mężczyzny. Który odwrócił się do niej plecami, z rozzłoszczonym wyrazem twarzy. Łzy spłynęły po jej pliczkach i w ostatnich sekundach swojego życia zebrała się tylko na głośny, przeraźliwy i rozpaczliwy krzyk.
***
- Co się stało ?- Zapytała samą siebie. Chciała otworzyć oczy, jednak jej powieki były tak niewyobrażalnie ciężkie. Silny ból głowy, też nie należał do najprzyjemniejszych. Zdała sobie sprawę, że znajduje się w pozycji leżącej. Odruchowo podniosła się i usiadła na twardej powierzchni. Otumaniona, ciągle nie pamiętała co się stało. Było gorąco, wręcz przeraźliwie gorąco. Z trudem otworzyła oczy. Ciemność, gdzie nie gdzie, zupełnie jak by przez szpary, wydobywało się lekkie światło. Smród. Okrutny odór znęcał się nad jej zmysłem węchu.  Rozejrzała się, czekając aż wzrok przyzwyczai się do otoczenia. Ciągle miała wrażenie, że jest otoczona gorącą parą. Jęknęła, rozmasowując ręką obolałą głowę. Jednak jej dłoń napotkała dziwną substancję. Lepka, gęsta i przezroczysta ciecz, znajdowała się teraz na jej dłoni. Sam dotyk i zapach płynu budził w niej takie obrzydzenie, że cudem powstrzymała się od zwrócenia drugiego śniadania, które chyba właśnie stanęło jej w gardle. Przełknęła głośno ślinę. Bała się... Cholernie się bała. Jednak coś w tym dziwnym miejscu ją zaciekawiło. Zdała sobie sprawę, że jedna z jej nóg nie opiera się o twardą, niewygodną powierzchnię, na której siedziała. Tylko o miękkie, wilgotne i gąbczaste podłoże. Zbliżyła się do tego miejsca i przyjrzała mu się dokładnie. Jednak dopiero po chwili, gdy wytężyła wzrok, zrozumiałą na czym dokładnie znajduje się jej noga. Wtedy, zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zniknęła cała niewiedza. Ból, otępienie, lekki niepokój... To wszytko zniknęło, a prawda stała się taka oczywista!  Teraz wszystko przeobraziło się w jedno... Nie strach, tylko czyste przerażenie ! Bo to nie była ziemia.... Tylko język ! Najprawdziwszy język tytana! Odsunęła się gwałtownie i poczuła, że przypadkiem włożyła rękę do jakiej kałuży. Jednak substancja, różniła się od wcześniejszej. Nie byłą tak gęsta, miała inny kolor i całkowicie odmienny zapach. Podniosła dłoń i od razu rozpoznała ciecz. Krew...To było stanowczo za dużo. Dziewczyna wstrzymała oddech. Zupełnie zapomniała jak się oddycha, a serce waliło jej jak opętane. Jej ciało zaczęło drgać, aż w końcu z jej gardła wydobył się przeraźliwie głośny pisk.
- Hanji ! - Usłyszała. Znała ten głos, aż za dobrze. Był teraz niczym promień nadziei w tej ciemnej pułapce. Chciała wyjść. Teraz. Natychmiast ! Musiała się wydostać. Panicznie rozejrzała się za drogą ucieczki. Dostrzegła to co wcześniej było dla niej nie widoczne. Rząd ostrych zębów. Otaczały ją dookoła. Jednak nagle, z jednej strony dostrzegła rażące światło. Wydobywał się z tamtą chłodny podmuch świeżego powietrza. Bez namysłu ruszyła na przód. Wręcz rzuciła się w kierunku światła. Gwałtownie wyskoczyła z cuchnącego więzienia i zaczerpnęła świeżego powietrza. Czuła, że jej ciało przechyla się do przodu, ale nie dojrzała ziemi. Świerzy zapach chloru wydobywał się z delikatnego materiały na którym zacisnęła dłonie. Zielona część peleryny przemknął gdzieś obok, a ona tylko wtuliła się pośpiesznie, w białą tkaninę. Czując, że nareszcie jest bezpieczna. Gwałtownie łapała oddech, łzy spływały po jej policzkach i nagle zaczął dokuczać jej katar.
- Jesteś naprawdę głupia Zoe.- Powiedział cicho, przyciskając ją do swojego torsu. Jej łzy plamiły jego koszulę, ale i tak nadawała się do prania, wiec co  miał do stracenia ? Zaczął gładzic ją po tłustych, mokrych od śliny tytana, włosach. Płakała jak dzika, a może raczej jak opętana? Jednak nie był pewny, czy dziewczyna tak głośno płakała, czy po prostu krzyczała z przerażenia, próbując powstrzymać łzy. Jej dłonie z każdą chwilą zaciskały się coraz mocnej. Paznokciami wbijała się w jego skórę, zdając mu ból. Jednak on zignorował teraz wszystko. Spojrzał na nią troskliwie. Sam, czuł się poruszony widząc wyraz jej twarzy. Chyba po raz pierwszy, można było dostrzec w jego oczach coś innego niż pogardliwy lub cyniczny wyraz. Teraz połyskiwały troską i współczuciem, oraz czymś jeszcze...Nieznanym mu dotąd uczuciem...Otulił mocno dziewczynę. Już nigdy, nie chciał wypuścić jej z ramion. Wydawała się teraz tak bardzo bezbronna. Taka delikatna, niewinna i drobna, a przecież była wyższa od niego! Jednak teraz skulona, wtulona w jego tors przypominała mu małą bezbronną dziewczynkę, która w ramionach bliskiej jej osoby, chciała się ukryć przed całym złem tego świata. W dodatku to dziwne uczucie... Jej zapłakane oczy. Przerażony wyraz twarzy. Drganie jej ciała oraz nierówny, gwałtowny oddech. To jak ufnie tuli się do jego torsu, by chodź na chwilę poczuć się bezpiecznie...Ten żałosny widok dziewczyny, sprawiał mu większy ból nisz wszystkie rany razem wzięte, które odniósł podczas kariery zwiadowcy.  Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że kiedy ujrzał jak tytan rzuca się z otwartą paszczą na dziewczyną... Zrozumiał, że pierwszy raz w życiu, poczuł wtedy..... Najprawdziwszy strach.
*** 
-Ranny, zobacz do jakiego stanu się doprowadziłaś- Jęknął poirytowany, patrząc jak zapłakana dziewczyna  próbuje opanować łzy. Minęło naprawdę sporo czasu zanim Zoe zaczęła przyswajać niektóre rzeczy i dobrowolnie postanowiła odsunąć się od mokrego od jej łez, kaprala. Jednak trudno jej się dziwić. Przebywanie w paszczy tytana, nie u jednego człowieka spowodowało by atak szaleństwa.
- Co ja z tobą mam.- Parsknął i zaczął rozwiązywać chustę, która byłą owinięta wokół jego szyi.
- Trzymaj.-  Powiedział oschle, podjąć Hanji przedmiot. Dziewczyna spojrzała  pytająco  na twarz ciemnowłosego mężczyzny. Zupełnie, jak by chciała się upewnić, czy naprawdę może ją wsiąść. W końcu gwałtownie wyrwała materiał z jego ręki i zaczęła wycierać łzy spływające po jej policzkach, a na koniec wysmarkała głośno nos w biały materiał. Kapral wzdrygnął się słysząc ten dźwięk i z odrazą spojrzał na trzymaną przez Zoe szmatkę. Jednego był pewny. Nigdy już nie dotknie tej chusty !
- Skąd się tu wziąłeś ?- Zapytała po chwili. To był jej pierwsze sensowne zdanie po fazie krzyków, lamentów, płaczów i bezsensownych monologów, w których podczas nieskładnych wypowiedzi dławiła się własnymi łzami.
- Nie mogłem usiąść spokojnie w miejscu, wiec postanowiłem cie poszukać. Na murach opowiedziano mi co się stało i gdy żołnierze powiedzieli, że podpułkownik Zoe ruszyła sama, od razu postanowiłam pójść za tobą. Jednak długo musiałam się męczyć z twoimi żołnierzami. Naprawdę.. Ci idioci stawiają wyżej rozkazy które im wydałaś, niż twoje własne życie. W końcu się im wyrwałam i od razu poleciałem szukać tytana. Doszedłem na miejsce, akurat jak skoczył w twoją stronę i na szczęście zdążyłem przeciąć mu kark, zanim zdążył cie zakatować. Jednak gdy spadł na dach, jego szczęka przebiła się głęboko przez sufit, a ty utknęłaś w jego paszczy. Musiałem nieźle się namęczyć, by chodź trochę przesunąć te obślizgłe zębiska i zrobić przejście, by się do ciebie dostać. Jednak, od dziwo, dałaś radę wyjść stamtąd o własnych siłach. Jestem pod wrażeniem, że po czymś takim możesz ustać na nogach i normalnie myśleć. - Zapanowała cisza. Hanji ciągle dręczyło jedno pytanie, ale bała się zadać je kapralowi. Jednak nie mogła się dłużej powstrzymywać.
- Czy zdajesz sobie sprawę, z tego co zrobiłeś ?- Zapytała.
- Uratowałem ci życie ?- Zapytał sarkastycznie, zdziwiony pytaniem dziewczyny.
- Ratując mnie, zabiłeś bardzo cenny obiekt badań. Ten tytan mógł wyuczyć się ludzkiej mowy, a nawiązanie z nimi kontaktu mogło nam pomóc znaleźć odpowiedź na wiele pytań. Ten tytan był dużo cenniejszy niż moje życie.-  Wyszeptała, ocierając kolejne łzy spływające po jej pliczkach. Taka była prawda. Jej życie było mniej cenne od głupiego, cuchnącego tytana. Wszystko co do tej pory odkryła, było niczym z szansą na wyuczenia tytana ludzkiej mowy.
- Nie dla mnie.- Odpowiedział natychmiastowo kapral. Nawet nie zastanawiał się na tym co mówi. Po prostu był tego pewien i nic nie mogło zmienić jego zdania. Odwrócił się i powolnym krokiem ruszył po dachu koszar.  Dziewczyna spoglądała na dochodzącego mężczyznę, ściskając w dłoniach zasmarkana chustę.
- Więc taki z ciebie "typ samotnika" ?- Zaśmiała się pod nosem, a kąciki jej ust zgięły się w delikatnym uśmiechu.
" Nie ważne co się tam dzieje.... Nie waż się zginać."
Przypomniała sobie słowa kaprala. Ścisnęła chustę w prawej dłoni i przycisnęła pięść do piersi. Lewą rękę odsunęła do tyłu i tak jak żołnierze przysięgają w tej postawie bronić ludzi, tak ona obiecała sobie, że nigdy nie przestanie walczyć. Podniosła głowę. Dostrzegła kaprala, który był już daleko od niej. Mundur, idealnie do niego pasował. Do żołnierza, który dla wszystkich był symbolem nadziei.  Zielona, poharatana peleryna falowała na wietrze.Dookoła, na lekkim wietrze, unosił się w powietrzu tynk, ze zniszczonych budynków. Na tle tych wszystkich zniszczeń, był on. Zwiadowca. Kapral Levi. Na zielonym materiale znajdował się znak zwiadowców. Znak tak bliski jej sercu. Czarno- białe skrzydła, na szarym tle. Skrzydłaka wolności.


***
Ta...I tak oto dobrnęliście do końca xD Nie miałam pojęcia jak się zabrać do tego one-shota. Chciałam by Levi wypadł w nim najlepiej,  wiec pomyślałam, że zrobię całą fabułę o nim i napiszę coś o jego życiu złodzieja, przed wstąpieniem do zwiadowców. Jednak wtedy nie zrealizowała bym tego tak jak trzeba.  Miała być akcja, przygada i wątek miłosny. A Hanji chyba poznał dopiero w oddziale zwiadowców xD Zresztą, co by to była za akcja jak nie ma piękniej walki Leviego ? Pomyślałam,  że może opiszę jak Hanji dostała się do zwiadowców i jak poznała naszego kaprala.... Ale znowuż było by go za mało. Wiec stworzyłam prostą fabułę i starałam się jak najlepiej ją opisać. Tak by Levi był zarówno dobrze odzwierciedlony jak i jak najlepiej przedstawiony. Chciałam też spróbować opisać w nim emocje, których raczej by nie okazał xD Jednak... Tak bardzo skupiłam się na jak najlepszym pokazaniu jego postaci, że niespodziewanie plan przejęła Hanji. A ponieważ mi się nudziło i przypomniałam sobie, że najbardziej w świecie boję się pewnej melodii to postanowiłam dodać trochę dramaturgi jakaś chorą/straszną scenę. Co chyba nie wyszło dobrze, ale trudu ;p  Misaki,  dedykuję tego one-shota tobie i przepraszam, bo pewnie nie spełniłam twoich oczekiwań,  ale przez wyjazd nie miałam czasu na zbyt długie analizowanie fabuły i jakości. Jestem zbyt bardzo zestresowana i podjarana tym wyjazdem xD Tak czy inaczej,  jeśli czujesz zawód to mam nadzieję,  że przynajmniej art ci się spodoba ;_;  Jednak o czymś muszę się wyżalić. Ten one-shot wyszedł makabrycznie długi ! Nie nawiedzę tego ! Starałam się streścić wszystko, opisać krótko, ale tak byście wczuli się chodź odrobinę w klimat, a i tak wyszedł tasiemiec, cholera ! Nie dla mnie pisanie historii w jednej części xD I powiem tak... Nie jestem zadowolona z tego one-shota. Odbiega od zamówienia przez co mam wyrzuty.  Ale wiem, że Misaki jest fanką Leviego dlatego chciałam, by wyszedł z niego jak najlepszy bohater. A darowałam sobie pisanie od nowa i tworzenie innej historii, bo muszę to powiedzieć. Przywiązałam się do tego one-shota. Dał mi w kość. Najpierw raziło mnie zachodzące słonce,  a potem pisałam w ciemnościach.  Edytowałam i skracałam jak się dało, ale stając się zachować ręce i nogi. Bez muzyki, z jęczącym kotem na nogach, który mnie dręczył dopóki słońce nie zaszło i zrobiło się trochę ciemniej.  Nad korektę przesiedziałam cała noc, a z tana na siłownię ;_; A co było najgorsze ? MUCHA ! Od samego rozpoczęcia pisania do końca korekty latała mi nad uchem, ale nie poszłam jej wykopać bo bałam się, że jak odejdę od kompa to potem nie będzie mi się chciało pisać i zasnę, wiec postanowiłam z mendą muszę  wytrzymać. Jak wypadł one-shot oceńcie sami. Ja idę zabić głupiego owada, przez którego o mało napadu wściekłości nie dostałam ! Grrr...
Ps.
Nawet notka od czytelnika wyszła długa ! O wielka jakości miejsca na kartce ... Dlaczego mnie tak nie nawiedzisz ?! D; 

Ps. x2
Jakoś ciągle nie może do mnie dość, myśl że to napisałam O.O Dlaczego ?